Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Skrócenie do 30 dni niektórych terminów zapłaty, ściganie zwlekających z regulowaniem zobowiązań przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz podniesienie rekompensat za poniesione koszty związane z odzyskiwaniem należności nawet o 150 proc. – to tylko niektóre z rozwiązań, zaproponowanych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Dziś przyjął je rząd.

Nie ma wątpliwości, że branża transportowa czeka na rozwiązanie problemu zatorów płatności. W końcu to jedna z jej największych bolączek. Tylko w 2017 r. opóźnienia wyniosły średnio 145,9 dni. To dużo więcej, niż rok wcześniej – wówczas było to 112,9 dnia – podaje Coface, międzynarodowa firma działająca w branży ubezpieczeń należności. Co więcej zleceniodawcy firm transportowych coraz częściej wyznaczają bardzo długie terminy płatności. Niemal 67 proc. z nich wytycza je w przedziale 91 – 120 dni.

Od 30 do 60 dni

Tymczasem zgodnie z planami ministerstwa, już wkrótce to nie będzie możliwe. Przede wszystkim bowiem resort chce, by terminy zapłaty zostały mocno skrócone. I tak oto, jak czytamy na stronie resortu:

– maksymalnie 30 dni od od dnia doręczenia faktury obowiązywałyby w transakcjach handlowych, w których dłużnikiem jest podmiot publiczny (z wyłączeniem podmiotów leczniczych);

– maksymalnie 60 dni – w transakcjach, w których wierzycielem jest mikro-, małe lub średnie przedsiębiorstwo, a dłużnikiem duża firma.

Firmy równorzędne mogłyby wyznaczyć termin dłuższy niż 60 dni, jednak „w razie sporu między nimi to dłużnik, a nie wierzyciel będzie musiał udowodnić, że ustalony termin zapłaty nie był rażąco nieuczciwy”.

Z kolei gdyby w jakiejkolwiek umowie termin został wydłużony do ponad 120 dni, wierzyciel będzie mógł odstąpić od niej lub nawet ją wypowiedzieć.

Problem zatorów płatniczych jest na tyle poważny, że ingerencja państwa jest uzasadniona. Szczególnie wtedy, gdy duża firma, która ma stabilną sytuację finansową, wykorzystuje swoją pozycję, narzucając swoim słabszym kontrahentom wydłużone terminy zapłaty lub nie płaci im w umówionym terminie – komentuje Marek Niedużak, wiceminister przedsiębiorczości i technologii, odpowiedzialny za prace nad projektem.

Skrócenie terminów zapłaty to jednak nie wszystko. W projekcie znalazły się i inne rozwiązania:

1. Zbieranie przez resort informacji o terminach zapłaty stosowanych przez największe firmy

Co roku grupy kapitałowe i firmy, których dochód przekracza rocznie 50 mln euro mają przekazywać te informacje do ministerstwa. Co więcej, będą to informacje publicznie dostępne, dzięki czemu, jak wskazuje resort, „będzie można się z nich dowiedzieć, jak duzi partnerzy realizują swoje zobowiązania oraz ocenić ryzyko wchodzenia z nimi w relacje biznesowe”. Pierwsze takie raporty mają się pojawić już w 2021 roku, będą więc zawierać informacje dotyczące 2020 r.

2. Kary nakładane przez UOKiK

Firmy, które będą sobie pozwalać na nadmierne opóźnienia, muszą się liczyć z karami administracyjnymi nakładanymi przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Takie kary będą zależne m.in. od długości opóźnień oraz wartości niezapłaconych faktur.

3. Podniesienie wysokości rekompensat za koszty związane z odzyskiwaniem należności

Resort chce rozróżnić wysokość rekompensat.

I tak oto o najniższą, z wysokości 40 euro od każdej niezapłaconej wierzytelności lub jej części (czyli jedyną, jaka obecnie jest dostępna), będą się upominać ci, którzy nie otrzymali od kontrahenta zapłaty w wysokości do 5 tys. zł.

O 70 euro ci, którzy nie otrzymali spłaty świadczenia w wysokości od 5 tys. zł do 50 tys. zł. Natomiast o 100 euro ci, których świadczenie pieniężne jest równe lub wyższe niż 50 tys. zł.

Jednocześnie przyjęto, że podmiot publiczny nie będzie musiał dochodzić rekompensaty za poniesione koszty związane z odzyskiwaniem należności, gdy jej wysokość jest równa lub wyższa od wynagrodzenia za dostawę towaru lub wykonanie usługi – dodaje ministerstwo.

4. Podniesienie wysokości odsetek ustawowych związanych z opóźnieniami

Odsetki te mają wzrosnąć do 11,5 proc., dzięki czemu firmom nie będzie się już opłacało kredytowanie się kosztem mniejszych graczy. Po takich zmianach bowiem bardziej opłacalne dla nich będzie wzięcie kredytu w banku.

Jedynie w transakcjach, w których dłużnikiem jest podmiot leczniczy odsetki pozostaną na dotychczasowym poziomie, tj. 9,5 proc. – zastrzega ministerstwo.

5. Zmiany w podatkach PIT i CIT

Wierzyciel, który nie otrzyma zapłaty w ciągu 90 dni od upływu terminu określonego w umowie lub na fakturze, będzie mógł pomniejszyć podstawę opodatkowania o kwotę wierzytelności (z kolei dłużnik będzie miał obowiązek podniesienia podstawy opodatkowania o kwotę, której nie zapłacił) – tłumaczy resort.

6. Uproszczenie procedury zabezpieczającej przed sądem cywilnym

Chodzi o sytuacje, w których firma ubiega się o pieniądze z tytułu transakcji handlowych, w których wartość wynagrodzenia nie przekracza 75 tys. zł. Zgodnie z propozycjami ministerstwa, „nie trzeba będzie wykazywać interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia przez sąd”. Wystarczy, że osoba składająca pozew „uprawdopodobni roszczenie i okoliczność, że należność nie została uregulowana przez co najmniej 3 miesiące od dnia upływu terminu płatności określonego w fakturze lub umowie”.

Dzięki temu, po uzyskaniu zabezpieczenia, powód będzie miał większą gwarancję odzyskania swoich należności w przypadku korzystnego wyroku sądu – przekonuje resort.

Bolączka polskich przedsiębiorców

Wszystkie propozycje, zawarte w dokumencie, nie dotyczą tylko branży transportowej, ale wszystkich przedsiębiorców. Z problemem związanym z zatorami płatniczymi zmaga się bowiem większość z nich – od 80 do 90 proc. A terminy płatności wydłużają się generalnie nawet do 180 dni.

Tym niemniej politycy przyznają, że najgorzej sytuacja wygląda w branży transportowej i w budownictwie.

Projekt zmian trafi do Sejmu. Jeśli prace nad nim przebiegną sprawnie, wejdzie w życie już 1 stycznia 2020 roku.

Fot. Pixabay/jackmac34/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu