Składający pozew zbiorowy zatankowali olej napędowy tego samego dnia, na tej samej stacji (ulica Łęczyńska). Teraz domagają się zwrotu pieniędzy za uszkodzenia, powstałe w wyniku zamarznięcia paliwa. Ich auta stoją w warsztatach, a wszystkie naprawy kosztowały ich około 10 tysięcy złotych.
Auto Piotra Niedźwiadka, jednego z podpisujących się pod pozwem, zamarzło nawet dwa razy: zaraz po zatankowaniu i już po naprawie. Za każdym razem poszkodowany odwiedzał tę samą stację. Dwukrotne spuszczanie paliwa i wiążąca się z tym wymiana filtrów, kosztowała go ponad 1000 zł.
– Żona zatankowała do pełna i po godzinie było to samo. Paliwo spuszczone z baku wyglądało jak galareta – mówi mężczyzna.
Koncern reklamacji przedsiębiorców nie uznaje. Jego przedstawiciele są przekonani, iż jakość ich paliwa jest odpowiednia i dokładnie monitorowana. Chyba niedostatecznie, skoro aż 7 przedsiębiorcom i kilku osobom prywatnym, przytrafiło się to samo. Większość z nich zatankowała na tej stacji przy Łęczyńskiej oraz na jeszcze drugiej stacji… tego samego koncernu.
Źródło: www.motoryzacja.interia.pl
Autor: Łukasz Majcher









