Nie tak dawno, opublikowaliśmy list od czytelnika, mówiący o korupcji na wschodnich granicach. Teraz "gazeta prawna" zainteresowała się tematem certyfikatów na sprzedaż płodów rolnych do Rosji. Za każdy taki dokument przypisany do ciągnika z naczepą eksporter płaci 300 euro. Niby legalnie, a jednak z niesmakiem.
Ciekawostką jest fakt, że dokument można dostać "od ręki", a na wyniki badań czeka się 30 dni. Inną ciekawostką jest to, że żadne inne laboratorium, które wystawiłoby certyfikat nie może liczyć się z pewnością tego, że na granicy zostanie zaakceptowane. Jeżeli producent zarabia na takim transporcie 600-800 euro, to połowa tej marży to zarobek dla stowarzyszenia.
Eksporterzy zrzeszeni z innym stowarzyszeniem, są z kolei przymuszani na przejście do konkurencji.
Polskie Stowarzyszenie Producentów i Eksporterów Owoców i Warzyw wydaje (słowo wystawiać tu chyba nie pasuje) 100 – 150 certyfikatów miesięcznie, zarabiając 30.000 – 45.000 euro miesięcznie.
Szukanie możliwości obejścia (…) reguł przez zakup dokumentów uważam za naganne – powiedział na łamach gazety prawnej, Dariusz Wiraszka, zastępca głównego inspektora ochrony roślin i nasiennictwa.
Autor: Bogumił Paszkiewicz









