Kilka tygodni temu jeden z kierowców usłyszał w CB radio ostrzeżenie: -" Masz pasażerów na gapę". Ktoś zauważył machające dłonie wystające z naczepy. – "Pierwsze, co pomyślałem, że to złodzieje podczas postoju dostali się do naczepy i nie zdążyli uciec, nim odjechałem. A teraz dają znaki, żebym się zatrzymał "- zeznał później kierowca ciężarówki. Zadzwonił natychmiast na policję a po chwili na obwodnicy Białobrzegów czekał na niego radiowóz. Policjanci zajrzeli do wnętrza – w środku było dwóch ludzi. Policjanci sprawdzili, że plomby na drzwiach naczepy nie były naruszone. Pomimo tego między workami z komponentami do produkcji proszków do prania, siedziało dwóch mężczyzn – 33-latek i jego 14-letni kuzyn. Byli na skraju wyczerpania.
76 ludzi w przewożonych naczepie
Kilka lat temu na granicy w Świecku celnicy prześwietlali skanerem naczepę tira. Na ekranie zauważyli sylwetki ludzi. Wezwana straż graniczna zatrzymała 33 nielegalnych imigrantów: 17 z Chin, 14 z Afganistanu, dwóch Czeczenów. Zatrzymano też dwóch Polaków, prawdopodobnie organizatorów grupy, i polskiego kierowcę ciężarówki. W tym samym czasie – też w Świecku – celnicy usłyszeli odgłosy dobiegające z naczepy ciężarówki jadącej do Holandii. W środku znajdowało się 76 osób, głównie mężczyzn pochodzących z Ukrainy, Mołdawii i Afganistanu.
Policjanci nakarmili niektórych i wezwali karetkę. Tak się szczęśliwie złożyło, że lekarz pogotowia pochodzi z Afganistanu i dzięki jego pomocy w tłumaczeniu policjanci dowiedzieli się, że mężczyźni chcieli przedostać się do Niemiec.
Kobiety w ciąży i z małymi dziećmi
Imigranci próbując przekroczyć granicę jadą zamknięci w naczepach kilka, kilkanaście dni. Ryzykują życiem swoim i dzieci. W 2006 r. podczas kontroli na przejściu w Cieszynie funkcjonariusze Straży Granicznej usłyszeli płacz dziecka. Po odsłonięciu plandeki zauważyli ośmioro maluchów i dziewięć dorosłych osób. Wszyscy z Czeczenii. Przy ostrym hamowaniu, ładunek mógł ich zmiażdżyć. Kilkuletnie dzieci płakały z przerażenia, uspokoiły się dopiero, gdy dostały coś do picia od strażników.
Podobnie kilka lat temu na granicy polsko-niemieckiej w transporcie, który wiózł meble wiklinowe a wśród nich 52 cudzoziemców, była też kobieta w ciąży. Było tak duszno, że straciła przytomność. Zawieziono ją prosto do szpitala.
Nie wiadomo, ile osób co roku w ten sposób przekracza granice. W 2011 r. straż graniczna zatrzymała 18 nielegalnych imigrantów. W tym roku ośmiu.
Bramą do lepszego życia dla wielu z nich jest Patras, wielki port na Peloponezie. Każdego dnia dochodzi tam do 300 prób nielegalnego przekroczenia granicy. Próbują się tu dostać mieszkańcy z Afryki i Azji. Docierają na wysepki greckie, skąd otwiera się droga do Niemiec, Holandii, krajów, w których jest szansa na znalezienie pracy.
Patras przed dwoma laty zatrzymano dwóch polskich kierowców – okazało się, że w naczepie ciężarówki, którym jechali, ukryło się kilku Afgańczyków. Polacy tłumaczyli, że nic nie wiedzieli, Afgańczycy twierdzili, że zapłacili za przewóz.
Maja Górska z firmy transportowej Power Spedition mówi: – "Wsiadają w różnych miejscach na trasie, są zorganizowani. Np. w miejscu załadunku siedzą wewnątrz zafoliowanych palet. Potem drzwi naczepy się zamyka, plombuje i kierowca nawet nie wie, że ma ludzi w środku. Albo potrafią włamać się do naczepy, gdy ciężarówka zatrzymuje się na skrzyżowaniu. Cała operacja trwa tyle, co zmiana świateł. Jak już są zamknięci w środku, najczęściej jadą do miejsca przeznaczenia. Nie ma możliwości, aby wyskoczyli na postoju i skorzystali z toalety. Załatwiają się do butelek. Mają ze sobą wodę pitną, mają nawet szczoteczki do zębów. Niektórzy nie wsiadają do naczep, tylko kładą się na osiach albo na tzw. paleciarach. To metalowe skrzynie podwieszone pod naczepą – do przewozu pustych palet. Gdy samochód jedzie załadowany, paleciary są zwykle puste."
W tej firmie kierowcy jadący do Grecji czy Turcji przechodzą specjalne szkolenie. Poucza się ich, że mają obserwować załadunek towaru. Gdy parkują na postoju, naczepę należy ustawić w taki sposób, aby nie można jej było otworzyć. Kierowca ma sprawdzać nieustannie, czy nikt nie wsiadł, inaczej może na niego paść podejrzenie o próbę nielegalnego przewozu ludzi.
Czy kierowca wiedział
Na początku tego roku do Giebni pod Pakością (powiat inowrocławski) przyjechał transport pomarańczy dla supermarketu. Za "kółkiem" siedział grecki kierowca, wejście było zaplombowane. Kiedy pracownicy firmy otworzyli drzwi tira, oniemieli: w kontenerze było sześciu mężczyzn w wieku od 15 do 36 lat. Byli bez żadnych dokumentów. Próbowali uciekać ale teren firmy był ogrodzony, zatrzymała ich ochrona.
Była to piątka Afgańczyków i jeden Pakistańczyk. W chłodni z pomarańczami jechali cztery dni. Jak opowiadali, mieli tylko butelkę wody i paczkę herbatników. Wydzielali ciastka po kilka sztuk na dzień. Przejechali 1400 km.
Zanim dojechali do polski wcześniej trafili do Iranu. Przez kilka miesięcy pracowali tam, żeby zarobić na podróż do Europy. Potem przez Turcję dotarli do Grecji. Tam każdy z nich zapłacił pośrednikowi po 2,5 tys. euro za miejsce w naczepie. Pośrednik powiedział, że nie mogą opuszczać chłodni, aż dojadą na miejsce. Chcieli dojechać do jakiegokolwiek kraju w Europie, w którym mogą znaleźć pracę wystąpić o azyl.
"- To była głośna sprawa "- mówi Górska. – "Odbiła się szerokim echem w firmach transportowych. Zwykle powraca wtedy pytanie, czy kierowca wiedział… Słyszałam, że za przewiezienie jednego nielegalnego imigranta można zarobić 2 tys. euro."
Do lepszego życia
Afgańczycy zatrzymani w Białobrzegach powiedzieli, że byli w podróży 14 dni. Wsiadali do kolejnych naczep przy załadunku towarów. Dotarli tak do Bośni. Potem wsadzono ich do tira. – Jechali wśród półproduktów do proszków piorących. Zapach chemikaliów był nie do zniesienia, dlatego zaczęli machać ręką.
Starszy mężczyzna trafił do policyjnego aresztu, młodszy do izby dziecka. Mają zarzuty nielegalnego przekroczenia granicy Polski. Równolegle, oprócz postępowania karnego, toczy się postępowanie administracyjne w sprawie o wydalenie ich z Polski. Zostaną odesłani do Afganistanu.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Autor: Bartłomiej Nowak















