W piątek po południu Barack Obama, w pełnym gniewu przemówieniu, ogłosił: Pół godziny temu miałem telefon od przewodniczącego Izby Reprezentantów Johna Boehnera, że zrywa negocjacje o redukcji deficytu. Wcześniej w ciągu dnia przewodniczący nie odbierał moich telefonów. Ale zakładałem, że prowadzi konsultacje ze swoimi republikańskimi kolegami.
W trakcie konferencji, amerykański prezydent w gorzkim wyrzucie porównał się do pana młodego, który został porzucony przed ołtarzem. Sytuacja jest jednak o wiele bardziej dramatyczna, niż przytoczona przez Obamę alegoria: Stany Zjednoczone już w maju osiągnęły maksymalny pułap długu publicznego wyznaczony przez Kongres – 14,3 bln dolarów (dokładnie 14,293,975,000,000). Z tego też powodu rząd USA nie może emitować i sprzedawać nowych obligacji, co oznaczałoby dalsze zadłużanie się w celu uniknięciu zapaści finansowej. Wydawać można tylko zyski z podatków.
Sekretarz skarbu, Timothy Geithner, już zapowiada, że 2 sierpnia zabraknie pieniędzy. Konsekwencją tego stało się zawieszenie wpłat na niektóre fundusze emerytalne dla urzędników federalnych. Co ciekawe, w kończącym się we wrześniu obecnym roku podatkowym, przychody do budżetu wyniosą 2,2 bln dolarów, a wydatki 3,7 bln.
Obama już dwa tygodnie temu straszył, że po 2 sierpnia może nie być w stanie wypłacać emerytury. Przerażającą wizję pogłębia fakt, że zabraknie również pieniędzy na wykupienie starych obligacji, czyli na spłacanie długów. W historii Stanów podobna sytuacja zdarzyła się tylko raz, w 1790 roku. Wtedy jednak kolonie dopiero co wyzwoliły się spod panowania brytyjskiego.
Moody’s i Standard&Poor – agencje badające rynki finansowe, zastanawiają się, czy nie obniżyć Stanom Zjednoczonym ratingu kredytowego. W chwili obecnej znajduje się on na poziomie "Aaa" – czyli najwyższym z możliwych. Utrata jednego "a" kosztować będzie USA kilkadziesiąt mld dolarów. Podważy to wiarygodność USA i zmusi rząd do płacenia wyższego procenta za kolejne pożyczki.
Analitycy złowieszczą, że nieoczekiwane dotąd bankructwo Ameryki, zdestabilizuje rynki na całym świecie, co wywoła kolejną falę kryzysu.
– Czyli mamy oszczędzać tylko na najsłabszych?! – komentował dalej prezydent. – Którzy nie potrafią się obronić?! Którzy nie mają całej zgrai lobbystów pilnującej ich interesów w Waszyngtonie?! Tylko ciężko pracują i ledwo wiążą koniec z końcem?! Zwykli ludzie liczą na to, że ktoś o nich będzie myślał. I my politycy jesteśmy w Waszyngtonie po to, żeby o nich myśleć. Każdego dnia. A nie o tym, co powie sponsor partii. Nie o tym, co powie jakiś znany prezenter radiowy. Nie o tym, co napiszą w gazetach. Ani nie o tym, jakie zobowiązanie podpisaliśmy, kiedy startowaliśmy do Kongresu. Myślenie w takich kategoriach jest niewybaczalne!!!
Ostatecznie Obama podjął decyzję o zwiększeniu limitu zadłużenia. Kongres może ją jednak obalić. W najbardziej prawdopodobnym obecnie wariancie, groźba bankructwa zostanie zażegnana, ale problem gigantycznego deficytu nadal pozostanie nierozwiązany.
Autor: Łukasz Majcher











