Stwierdzenie, że belgijska branża transportowa nie ma się najlepiej, nie jest żadną nowością. Niemniej trudno było się spodziewać statystyk aż tak beznadziejnych, jak te opublikowane ostatnio przez organizację TLV oraz firmę badawczą Graydon. Wynika z nich bowiem, że aż 15 proc. belgijskich przewoźników jest na skraju bankructwa i wymaga natychmiastowych działań. Podkreśla się także, że te 15 proc. firm może nie przetrwać wprowadzenia belgijskich opłat drogowych, zaplanowanego na 1 kwietnia.
Źródła problemu? Podobne jak w Polsce, czyli z wyjątkowo długimi terminami płatności na czele. 65 proc. belgijskich przewoźników płaci swoje należności w ciągu 30 dni, podczas gdy ich klienci trzymają się takiego terminu w zaledwie… 10 proc. przypadków. Do tego wymienia się przerażająco wysokie koszty zatrudnienia, a także, a jakże by inaczej, ciężką do pokonania konkurencję z zagranicy.
Co natomiast z rozwiązaniami tego problemu? Specjaliści podkreślają, że firmy transportowe powinny masowo stosować systemy faktoringu, umożliwiające szybsze pozyskanie płatności od zleceniodawców. I faktycznie, jest to jakieś rozwiązanie, choć trudno spodziewać się jego wprowadzenia ze strony mniejszych firm, pracujących na minimalnych marżach. Poza tym oczekuje się po prostu pomocy o rządu, obiecującego choć częściowo rozwiązać problem zagranicznej konkurencji oraz kosztów zatrudnienia.












