Nowe przepisy mówią, że każda firma powinna dysponować bazą eksploatacyjną, która posiadałaby wyodrębniony plac z zapleczem technicznym. Firmy mają rok na wprowadzenie takich zmian u siebie. I z pewnością byłoby im łatwiej, gdyby sama Unia Europejska określiła, czym w zasadzie ma być baza eksploatacyjna. Zadanie te powierzono państwom członkowskim. Sęk jednak w tym, że projekt ustawy Ministerstwa Transportu opisujący wszystkie wymogi wejdzie w życie nie prędzej niż w lutym przyszłego roku.
Wiele wskazuje na to, że krajowe przepisy mogą obowiązywać z kilkumiesięcznym poślizgiem, ale to nie jedyny problem. Tomasz Rutkowski, radca prawny Deloitte Legal zauważa: – Wciąż nie wiadomo, czy małe firmy będą mogły współdzielić bazę, chcąc obniżyć koszty jej eksploatacji. Niejasne są też przepisy dotyczące technicznych wymogów – tłumaczy.
Co się zaś tyczy małych przedsiębiorstw, wymóg posiadania bazy najbardziej uderzy właśnie w nie. Większość obecnie nie dysponuje takim obiektem. Dariusz Antonowicz z firmy Evel nie ma złudzeń, że przepisy wyeliminują małych przewoźników. Samo wynajęcie 1 tys. mkw. terenu stanowi koszt nawet 3 – 4 tys. zł miesięcznie. Z kolei później, gdy posiadanie placu stanie się dla firm rzeczą obowiązkową, ceny mogą znacznie podskoczyć.
Ale co z tego, że przepisy są już niejasne, skoro pojawiają się już pierwsze oferty wynajmu obiektów – z ceną do negocjacji. Przedsiębiorcy, chcąc uniknąć dodatkowych kosztów, próbują przekwalifikować działki, na których mieszkają. – Kolega nie był w stanie zmienić klasyfikacji gruntów, bo plan zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Dariusz Antonowicz.
Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, chcąc zapobiec paraliżowi w branży, skierowało pismo do nowego ministra transportu Sławomira Nowaka. Domaga się w nim pilnego wydania przez resort jednoznacznej wykładni unijnych przepisów oraz określenia zasad, według których przeprowadzane będą kontrole firm i kierowców.
Autor: Łukasz Majcher










