Popyt na naczepy i przyczepy w pierwszym kwartale wzrósł o jedną dziesiątą, ale nie wszyscy dostawcy mają powody do zadowolenia
W ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku w Polsce przybyło niemal 6,3 tys. nowych naczep i przyczep powyżej 3,5 t. To wynik o niemal jedną dziesiątą lepszy niż rok wcześniej. Jeszcze bardziej znaczący, bo o ponad 13 proc. był przyrost w marcu, kiedy to zanotowano ponad 2,5 tys. rejestracji. Analitycy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego podkreślają, że był to najlepszy wynik miesięczny od 2009 r.
Samych naczep, a to ich rejestracje uznawane są za swoisty barometr kondycji branży transportowej zarejestrowano od stycznia do marca 5,8 tys. sztuk. Największą grupę wśród nich stanowiły platformy i zabudowy skrzyniowe (w tym kurtynowe i skrzyniowo-plandekowe). Naczepy tego rodzaju stanowią obecnie niemal dwie trzecie ogółu zamawianych. Bardzo znacząco, bo niemal o jedną czwartą wzrosło zainteresowanie wywrotkami, ich udział w rynku zbliżył się do 15 proc. Na podobnym do ubiegłorocznego poziomie kształtuje się popyt na naczepy – furgony oraz izotermy. Znaczący regres (o ponad 30 proc.) zanotowano natomiast w rejestracjach cystern. Od stycznia do marca nabywców znalazło zaledwie 135 naczep tego typu.
W rankingu marek na pierwszym miejscu znajduje się Schmitz-Cargobull. Niemal co czwarta, nowo rejestrowana naczepa w Polsce była właśnie produktem tej marki. Nieco mniejszy, bo 21-procentowy udział w rynku ma Krone, a w statystykach popularności na kolejnych miejscach znajdują się: Wielton, Koegel i Kaessbohrer. Ostatnia z wymienionych marek jest jedyną z „wielkiej piątki”, która zanotowała w okresie od stycznia do marca wynik słabszy niż rok wcześniej.
Fot. Schmitz-Cargobull











