Co się nie spodobało Polakom?
Rosyjska ustawa nr 362-FZ reguluje warunki międzynarodowego transportu, wykonywanego na terytorium Rosji z uwzględnieniem ładunków z państw trzecich. Ustawa mówi o tym, że przewozy towarów, które pochodzą z państw trzecich, wymagają pozwolenia trzech stron. Oprócz tego tranzyt został ograniczony również poprzez dekret prezydenta, wydany pod koniec 2015 r.
TVP.info podaje, że w Polsce jest zarejestrowanych ok. 150 tys. ciężarówek, z których co najmniej jedna piąta wykonuje przewozy ładunków do Rosji. Jak dotąd to Polska posiadała najwięcej rosyjskich zezwoleń spośród wszystkich państw Unii Europejskiej.
Nic zatem dziwnego, że ta armia polskich pojazdów zajęła w rosyjskiej branży transportowej znaczące miejsce, przez co rząd kraju, przeżywającego recesję, próbuje ograniczyć napływ zagranicznych przewoźników, chroniąc tym samym firmy lokalne. Dla Polaków to oznacza, że prawie 85% stale pracujących w Rosji ciężarówek musi poszukać innych kierunków. Co najważniejsze, Polska utraci dostęp nie tylko Rosji, ale również do rynków azjatyckich.
Biorąc to pod uwagę rząd Polski i przedstawiciele zrzeszenia przewoźników drogowych, ZMPD, postanowili nie godzić się na warunki Rosji i wystąpili z prośbą o nie zmniejszanie ilości zezwoleń. Według przedstawicieli ASMAP, rosyjskiego zrzeszenia przewoźników, Polska żąda takiej samej ilości zezwoleń dla państw trzecich, jaką sama uzyskała w ubiegłym roku. To jest 5 razy więcej, niż zaproponowała Rosja.
Oficjalny argument Polaków – nowa ustawa Federacji Rosyjskiej narusza warunki wcześniejszych umów i łamie prawo międzynarodowe. Wychodzi na to, że jedyny kraj, który sprzeciwił się Rosji, przyjął rolę ratownika medycznego i oprócz własnych interesów, ustalonych jeszcze w 1996 r., chroni również i zagranicznych przewoźników.
Unia Europejska nie pomoże
Ciekawe, że w tej sytuacji Polacy zostali sami: portal interia.pl pisze, że Violeta Bulc, unijna Komisarz ds. Transportu oznajmiła Andrzejowi Adamczykowi, ministrowi infrastruktury i budownictwa, że Unia Polsce nie pomoże.
Nieoficjalną, ale wszystkim znaną kartą przetargową Polaków jest tranzyt przez Polskę. Rosja, która utraciła rynek Ukrainy i Turcji, prawie już nie ma żadnego kierunku, który by ją łączył z Europą Zachodnią.
W odpowiedzi na to Rosjanie oskarżają Polaków o destrukcyjne działania, chęć przejęcia rynku Rosji i nadużywanie położeniem geograficznym swojego kraju.
W wyniku kilku spotkań wiceminister transportu Rosji, Nikołaj Asauł obiecał w ciągu najbliższych dwóch miesięcy korektę warunków nowej ustawy.
Nikogo jednak ten dwumiesięczny okres nie cieszy. Według portalu gazeta.ru, rosyjscy przewoźnicy mają nadzieję, że do 15 lutego problem zostanie rozstrzygnięty. Mimo to już dziś szukają alternatywnych kierunków, nawet jeśli są one dłuższe i mniej opłacalne. Od początku lutego rezerwują miejsca na promach do Kłajpedy, co i tak niewiele pomoże, ponieważ promy z Niemiec na Litwę są przepełnione, a na litewskich granicach z Ukrainą i Białorusią powstały ogromne kolejki.
Nikt nie wątpi w to, że polscy transportowcy również szukają sposobów na wybrnięcie z tej sytuacji.
Co jest lepsze dla Litwy?
Na razie Litwa pozostaje tylko obserwatorem, jednak przewoźnicy z Litwy i Białorusi bacznie obserwują sytuację, próbując przewidzieć jej zakończenie. Być może dla litewskiego sektora transportowego dobrym rozwiązaniem byłoby równie twarde obstawanie przy swoim, jak to robią Polacy? W końcu Litwa to kraj tranzytowy, i to nie tylko do Polski, ale również do Obwodu Kaliningradzkiego. Niemniej jednak nawet jeśli Polska ustąpi, to i tak zyska na tym Litwa, której przypadną polskie zlecenia transportowe.
“Moim zdaniem musicie skrycie się modlić (Litwini – przyp.red.), żeby negocjacje trwały jak najdłużej. W końcu korzyść z tego mają wszyscy, z wyjątkiem Polaków, ponieważ wszystkie ładunki zostaną rzucone przez wasze terminale. A Rosjanie będą mogli przejąć te ładunki na Litwie” – pisze jeden z białoruskich czytelników CargoNews.
Autor: Bartłomiej Nowak









