Eksperci szacują, że do 2020 r. na drogach świata będzie coraz więcej ciężarówek napędzanych energią elektryczną. Nie wiadomo jednak, kiedy i czy w ogóle ta nowość dotrze do Polski. Nasz rząd nie ma bowiem w planach pracy nad przygotowaniem rozwiązań, które pozwolą elektrycznym ciężarówkom zawitać na polskie drogi.
Auta elektryczne? Tak, ale nie ciężarowe
Państwowe spółki energetyczne (m.in. PGE i Tauron) wspólnie z naukowcami pracują nad powołaniem Centrum Elektromobilności. Wszystko odbywa się pod czujnym okiem rządu, a dokładnie ministerstw: rozwoju oraz energetyki.
Zadaniem centrum ma być rozwijanie polskiego autobusu elektrycznego. To ma być hit zarówno w kraju, jak też zagranicą. W Polsce autobus nowego typu, bardziej przyjazny ekologicznie niż starsze modele spalinowe, ma zastąpić starzejący się tabor. Wśród klientów zagranicznych ma zaś stać się naszym hitem eksportowym.
W dyskusji o zadaniach Centrum Elektromobilności przewija się też wątek wsparcia dla rozwoju rynku elektrycznych samochodów osobowych w Polsce. Obecnie projekty tego typu rozwijają samorządy. Rząd chce dołożyć swoją cegiełkę do tego projektu, bo auta elektryczne to przyszłość światowej motoryzacji – zwłaszcza w miastach.
O elektrycznych ciężarówkach rząd nie myśli
Wśród zadań Centrum Elektromobilności próżno jednak szukać tych dotyczących rynku elektrycznych ciężarówek. Nie ma też projektów związanych z ciężarówkami autonomicznymi, czyli takimi, które mogą jeździć bez udziału człowieka.
To dziwi, bo na świecie robi się coraz więcej, by dostosować drogi i infrastrukturę do potrzeb ciężarówek elektrycznych. Przykładowo, w Szwecji na jednej z autostrad wybudowano specjalną linię energetyczną do ładowania tego typu pojazdów. Z kolei najwięksi producenci prowadzą coraz bardziej zaawansowane prace nad budową nowych, elektrycznych modeli aut ciężarowych.












