Gdzie stoimy najczęściej, najdłużej i ile na tym tracimy? Eksperci z Deloitte przygotowali raport na temat przyczyn oraz skutków korków w siedmiu największych miastach Polski.
W stolicy wszystkiego pod dostatkiem? Korków na pewno. Okazuje się, że Warszawa znajduje się na liście najbardziej zatłoczonych miast polskich badanych przez Deloitte, jako pierwsza. Nie jest to być może wielkim zaskoczeniem, ale zatrważający jest fakt, ile nas to kosztuje (i mowa tutaj nie tylko o nerwach). Okazuje się, że w Warszawie: "(…) każdy kierowca traci w korkach 4300 złotych rocznie – to więcej niż średnia pensja w stolicy. "
Sytuacja wygląda lepiej w Krakowie, gdzie jako kierowcy, stratni jesteśmy mniej, bowiem: 3300 złotych. W Gdańsku, stojąc w korku około pół godziny dziennie, pozbywamy się 2300 złotych z naszego portfela rocznie.
Bazując na rzeczywistych pomiarach prędkości, policzono ile czasu potrzebują kierowcy, poruszający się po największych polskich aglomeracjach, na dotarcie do miejsca docelowego. Wskazano również względne opóźnienia w godzinach szczytu w stosunku do przejazdu bez utrudnień.
Co zrobić, aby ruch w polskich miastach był płynny? Eksperci pokusili się o ciekawą ekspertyzę. Twierdzą oni, że transport w miastach można usprawnić, bez konieczności ponoszenia dużych nakładów finansowych. W tym celu należy usprawnić koordynację miejskich spółek transportowych oraz zwiększyć efektywność wykorzystania taboru.
Czy używanie torowisk jako miejsca na buspasy, łączenie przystanków tramwajowych i autobusowych oraz wprowadzenie odpowiednich regulacji, takich jak: przywrócenie strzałek do skrętu w prawo, jak również zakaz parkowania na jezdniach przekonują? Pozostaje nam cierpliwie czekać na "płynne" rozwiązanie sytuacji, bo każdy przecież wie, że czas stracony, można by było spożytkować w bardziej kreatywny sposób.
Autor: Wioleta Szostak









