Co może zrobić kierowca, jeśli policja przyłapie go na zbyt szybkiej jeździe w terenie zabudowanym i postanowi odebrać mu prawo jazdy? Wystarczy odpowiedzieć, że dokument został w domu. Wtedy można liczyć na łagodniejszą karę.
Kara tylko na papierze
Zmiany w kodeksie ruchu drogowego uchwalone w 2015 r. miały wprowadzić bat na piratów drogowych, którzy w terenie zabudowanym jeżdżą jak rajdowcy. Kierowca zatrzymany za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 50 km/h miał stracić prawo jazdy na trzy miesiące.
Nowe przepisy, jak to często w Polsce bywa, okazały się być bublem. Wszystko dlatego, że mówią o fizycznym przejęciu prawa jazdy przez policję.

Wtedy zostanie ukarany, ale tylko za prowadzenie auta bez odpowiednich dokumentów i za wykroczenia drogowe, które popełnił. Policjanci nie mogą zaś zażądać od zatrzymanego, aby dostarczył prawo jazdy w inny sposób. Z prostego powodu: ustawodawca nie nadał im takich uprawnień.
Wszystkiemu winien CEPiK
Przepis o fizycznym odbieraniu kierowcom prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym miał obowiązywać do stycznia 2016 r. Posłowie przedłużyli jednak ten termin aż do końca grudnia br. Wszystko dlatego, że opóźnione są prace nad rozwojem Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK).
Bez tego narzędzia kara w postaci zatrzymywania prawa jazdy przez policję na kwartał można obejść z dziecinną łatwością. Nie można bowiem wprowadzić danych ukaranego kierowcy do systemu informatycznego po to, aby decyzja o odebraniu prawa jazdy danemu kierowcy była widoczna dla patroli policji w Polsce.















