Portal „La montagne” opublikował artykuł, w którym oskarża przewoźników ze wschodu, przede wszystkim Polaków o to, że są nieuczciwi i zabierają im pracę.
Dziennikarze z Francji piszą, że polscy, bułgarscy i litewscy kierowcy stosują tak zwane „kilometrówki” mimo ograniczeń narzuconych przez kabotaż, kradnąc tym samym zlecenia Francuzom. Posądzają nas także o nierespektowanie wymaganego czasu odpoczynku oraz spędzanie noclegów w kabinach ciężarówek.
To całkowicie nielegalne” – powiedział François Mercier, sekretarz generalny francuskiej organizacji przewoźników drogowych „OTRE”.
Według „La Montagne” samochody wschodnich przewoźników są przeciążone, a polskie firmy transportowe ignorują ograniczenia dotyczące limitu trzech załadunków i rozładunków na francuskiej ziemi w ciągu siedmiu dni przed powrotem do domu.
Pojawiły się także głosy, że kierowcy z Polski mogą robić co chcą – nie mają tachografu do monitorowania czasu pracy i nie obowiązuje ich limit prędkości 90 km/h.
Ci kierowcy mogą prowadzić nawet przez 20 godzin jeśli zechcą. To oszustwo”- mówi François Mercier.
Portal zwraca także uwagę na dużą rozbieżność w zarobkach kierowców
Roczny wydatek firmy transportowej na pracownika z Francji wynosi 46.176 €, gdy w przypadku Polaka jest to 20.100 €, czyli o ponad połowę mniej.
Zajmują wszystkie rynki. Robią to samo my, ale są totalnie poza kontrolą. Mogą jeździć nawet 15 godzin w niedzielę. Te kraje są częścią Europy, a jednocześnie nie obowiązują ich te same zasady. To trwa od lat” – informuje „La Montagne” Oliver, francuski kierowca.
Francuskie firmy transportowe twierdzą, że ta sytuacja ma negatywny wpływ na ich konkurencyjność. Jedyny okres, w którym mogą odetchnąć to święta, na przykład Bożego Narodzenia. Wtedy zagraniczni kierowcy wracają do domów. Ale od połowy stycznia znów nam zabierają zlecenia – żalą się tamtejsi przewoźnicy.
Francuzi zapowiadają, że nie poddadzą się bez walki i już planują wzmożone kontrole.
Komentarz redakcji:
A tymczasem we Francji… wraca problem emigrantów w Calais. Zobacz ARTYKUŁ >>>
Dobrze by było, gdyby najpierw Francuzi uporali się z poważniejszymi, wewnętrznymi problemami, a dopiero zaglądali na podwórka w innych krajach.
Foto: pixabay.com/jackmac34
















