Czas to pieniądz – który nie odzyskamy stojąc w korku. Ile więc kosztują korki w skali całych narodowych gospodarek? Nie ma oczywiście jednej obowiązującej metodologii i dlatego wyniki znacznie się od siebie różnią.
Chińska Akademia Nauk szacuje na przykład, że drogowe zatory w 20-milionowym Pekinie (najbardziej zakorkowanym mieście świata), na którego ulice codziennie wyjeżdża 1,9 tys. nowych aut, kosztują gospodarkę 2,2 mld dol. rocznie (czyli 3,6 % PKB chińskiej stolicy).
Nie lepiej jest w innych duszących się w korkach państwach: Moskwa na przykład traci w ten sposób 1,3 mld dol. rocznie, a cała gospodarka RPA 19 mld dol. W korkach stoją też kraje rozwinięte. Włoski Związek Automobilowy wyliczył w ubiegłym roku, że PKB Italii jest przez nie mniejsze o 40 mld euro. Zaś według konserwatywniej liczącej Komisji Europejskiej uśredniona wartość korkowych strat dla całej UE to 1 % unijnego PKB. Z braku lepszego zestawienia trzeba też przyjąć tę uśrednioną wartość dla Polski. Zwłaszcza, że Warszawa i Wrocław zajmują pod względem zakorkowania drugie i trzecie miejsce na liście unijnych metropolii.
Korki to również spóźnienia, czyli – traktując sprawę z biznesowego punktu widzenia – biurowe nieobecności, opóźnienia dostaw i realizacji kontraktów. Dochodzi do tego większe zużycie paliwa, czyli nie tylko wyższe rachunki na stacjach benzynowych, ale również skażenie środowiska. Plus szybsze zużycie silnika, pedałów hamulca i gazu, nie mówiąc już o ewentualnych stłuczkach. Niektórzy argumentują nawet, że do kosztów należałoby dorzucić też wyższą śmiertelność spowodowaną zbyt późnym docieraniem na miejsce tragedii karetek pogotowia czy wozów strażackich. Straty ponoszą też mieszkańcy ulic znajdujących się w promieniu nawet kilku kilometrów od zakorkowanych dróg.
Autor: Joanna Gawlik









