Transportowcy domagają się aby pieniądze pochodzące z elektronicznego myta przekazywane były na drogi, a nie do kieszeni koncesjonariusza – podaje w artykule Rzeczpospolita.
Budowa systemu może kosztować nawet 3 miliardy złotych, ale jak pokazują doświadczenia euro-kolegów, inwestycja zwraca się bardzo szybko. Austriacki, mikrofalowy system poboru opłat, zwrócił się w 30 miesięcy, a czeski już w 7. Problemy są jeszcze u naszych słowackich sąsiadów (podwójnie naliczana opłaty) oraz Niemców (nie potrafią oszacować kiedy inwestycja się zwróci). GDDKiA chce objąć opłatami 1.7 tys km autostrad i dróg ekspresowych, a w przyszłości nawet 9 tysięcy (zapewne do czasu gdy powstaną). Najwięcej zarobi się oczywiście na samochodach ciężarowych, których w Polsce jest stosunkowo więcej niż w innych częściach Europy. Jeśli niczego nie zepsujemy, wpływy z takiego systemu mogą wynosić nawet 20 miliardów złotych w ciągu 8 lat. Do kogo pieniądze trafią? Chcemy wierzyć, że myto z samochodów ciężarowych, pomoże w odbudowywaniu naszych dróg…
Autor: Bogumił Paszkiewicz











