Czy spodziewać się mniejszych wpływów z E-MYTA? Być może, bowiem – jak się okazuje już teraz – program budowy dróg po prostu i kolokwialnie mówiąc … "posypał się".
"Dopóki e-myto nie obejmie spójnej sieci dróg, ruch będzie uciekał na darmowe trasy" – twierdzi Adrian Furgalski, ekspert w branży infrastrukturalnej.
Rząd przyjął stawki opłat za przejazd cieżarówkami i autobusami i zdecydował się wprowadzić je już od 1 lipca na 1564 km dróg zarządzanych przez GDDKiA . Problem w tym, że o ile termin wprowadzenia e-myta jest terminem konkretnym, to jeśli o czasie mowa, nie znamy szczegółowych dat ukończenia budowy Naszych dróg.
Austriacki Kapsch z rozpoczęciem prac czekał na określenie sieci dróg objętych e-mytem do teraz (a więc do oficjalnej informacji rady Ministrów w sprawie opłaty), co nie bagatela wpłynie na opóźnienie realizacji budowy dróg. A co za tym? Według najnowszych szacunków do czerwca 2018 r. wpływy z opłaty wyniosą 14,2 mld zł, nie – jak podawało jeszcze w październiku Ministerstwo Infrastruktury podawało – 19,5 mld zł.
Rząd jest pewny swojej kontroli nad planem wprowadzenia opłat: "– System zacznie obowiązywać zgodnie z planem" – mówi Marcin Hadaj, rzecznik GDDKiA. "– Nie ma podstaw, aby obawiać się o niedotrzymanie terminu" – zapewnia. Kapsh nie mówi nic, bowiem jak donosi Gazeta Prawna, dostał zakaz (?) wypowiadania się na temat realizacji kontraktu.
Autor: Wioletta Szostak











