Michał Pakulniewicz, analityk EITD: Dane z giełd frachtowych za drugie półrocze 2025 r. pokazują coś, co jeszcze rok temu byłoby nie do pomyślenia: oferty z Polski rosły, podczas gdy import szedł w dół. Co się właściwie wydarzyło?
Maciej Zwyrtek: Kilka rzeczy naraz, i to jest właśnie najciekawsze. Polska powoli wychodziła na plus w bilansie handlowym w transporcie drogowym. Nie dlatego, że stała się nagle bogata, tylko dlatego, że zbiegło się kilka procesów, które razem dały wyraźny sygnał. Nearshoring, rosnąca wartość dodana w eksporcie, osłabienie złotego i większa samowystarczalność w podstawowych kategoriach. To nie był jeden strzał – to był efekt kumulacji.
Nearshoring to słowo, które od lat pojawia się w prognozach, ale rzadko w danych. Tym razem coś się naprawdę ruszyło?
Tym razem tak. Firmy z Niemiec, Francji, Beneluksu i Skandynawii realnie przenosiły część produkcji do Polski. Powód? Skrócenie łańcuchów dostaw po lekcji covidowej i redukcja ryzyk azjatyckich. Polska ma logistykę, ma wykwalifikowanych ludzi, ma lokalizację. Efekt był widoczny na giełdach: więcej frachtów wyjeżdżało, mniej wracało pełnych. Dla przewoźników to była dobra wiadomość, bo mniej pustych przebiegów na zachodnim kierunku.
Co konkretnie jechało w tych ciężarówkach?
AGD, komponenty do automotive i do produkcji ciężarówek i autobusów, odzież, żywność, towary premium. I to jest właśnie ten szczegół, który zmienia całą optykę. Nie jechały już tylko półprodukty czy elementy do montażu. Jechały rzeczy, które mają realną marżę po stronie polskiego eksportera. To fundamentalna różnica.
A import? Dlaczego słabł?
Złoty był relatywnie słabszy, co automatycznie obniża apetyt na drogi import z zachodu. Do tego Polska stawała się coraz bardziej samowystarczalna w podstawowych kategoriach: żywność, produkty budowlane, chemia gospodarcza. Po co importować coś, co możesz kupić albo wyprodukować blisko? Ten efekt jest cichy, nie trafia na pierwsze strony gazet, ale w danych frachtowych widać go bardzo wyraźnie.
Patrząc na korytarze europejskie, Polska rośnie, a Niemcy czy Włochy mają poważne problemy. Czy to nie jest tak, że Polska korzysta na cudzym kryzysie?
Trochę tak, ale niezupełnie. Niemcy tkwią w transformacyjnym bagnie – motoryzacja, branże energochłonne, PMI poniżej 50 przez długie okresy. Włochy mają podobny problem, zwłaszcza w automotive. Polska nie jest odporna na te czynniki, bo jest silnie powiązana z niemieckim przemysłem. Ale jednocześnie polska gospodarka dywersyfikuje się szybciej niż się spodziewaliśmy. Mniej zależy od koniunktury jednego sektora u jednego sąsiada. To zdrowszy model.
Grudzień 2025 był najlepszym miesiącem II półrocza pod kątem dynamiki rok do roku. Czy grudniowy wzrost to potwierdzenie tego trendu, czy po prostu sezon?
I jedno, i drugie. Grudzień zawsze pompuje FMCG i e-commerce, to nie jest żadna tajemnica. Ale trzeba też uczciwie powiedzieć, że grudzień 2024 był słaby, więc niska baza zrobiła sporą robotę. Nie budowałbym na grudniu wielkich narracji. Cały 2025 rok w UE zamknął się lekkim spadkiem tonażu. W 2026 r. większość analityków widzi kruchą stabilizację – gdzieś między 0,3 proc. a 1,1 proc. wzrostu, w zależności od źródła.
Co może zepsuć ten pozytywny trend po stronie polskiego eksportu?
Lista jest długa. ETS2 i wyższe koszty emisji CO2 uderzą we wszystkich, ale mniejsi przewoźnicy poczują to najmocniej. Kolejne podwyżki winiet w Niemczech, Austrii i Czechach. Strukturalny brak kierowców – według IRU na początku 2026 r. brakuje około 426 tys, zawodowych kierowców w samej Europie.
I oczywiście geopolityka, bo jeśli cła w relacjach USA-Chiny znowu się zaostrzą, efekty rozejdą się po całym łańcuchu dostaw, nie omijając Polski. Ponadto także remonty na A2 i A4, bo to potrafi naprawdę zaboleć.
Zatem Polska faktycznie przestaje być tylko montownią?
To jest na razie kierunek, nie fakt. Dane z II półrocza 2025 r. dają do tego podstawy, żeby postawić ostrożną tezę. Ale to nie znaczy, że montownia znika – ona nadal jest, tylko coraz częściej obok niej stoi coś z wyższą marżą i własną marką. Zobaczymy, na ile ten trend się utrzyma w 2026 r. Trzymam kciuki, bo Polsce by się przydało kilka lat eksportowania czegoś więcej niż tylko dobrych cen i niskich kosztów pracy.
Maciej Zwyrtek jest menedżerem z ponad 16-letnim doświadczeniem w międzynarodowym biznesie, zdobywanym w niemieckich, japońskich i polskich korporacjach.
Redakcja: Artur Lysionok









