Kropla, która przelała czarę goryczy – tymi słowy Fabrice, właściciel małego belgijskiego przedsiębiorstwa transportowego opisuje wprowadzenie tzw. „kilometrówki”. Od 1 kwietnia tego roku został bowiem wprowadzony w tym kraju podatek, którego wysokość jest uzależniona od ilości przebytych kilometrów. Okaże się on gwoździem do trumny dla belgijskiego transportu ciężarowego?
10 lat temu Fabrice, niegdyś kierowca pojazdu ciężarowego, postanawia założyć własne przedsiębiorstwo transportowe. Obecnie on i jego pięciu pracowników walczą o przetrwanie. Nie jest to łatwe nie tylko z powodu konkurencji zagranicznych przewoźników, ale także tych belgijskich, które przenoszą się na wschód Europy. Fabrice napotyka także na szereg innych trudności takich jak:
Niewielka pomoc ze strony państwa i rosnąca liczba kontroli
Wobec realnej groźby zniknięcia belgijskiego transportu ciężarowego, Fabrice zarzuca politykom podejmowanie niedostatecznie skutecznych działań. Jego zdaniem pomoc rzędu 20 milionów euro, to „zlewki”. Przewoźnikowi o wiele bardziej zależałoby na ograniczeniu liczby kontroli, a wprowadzenie podatku od liczby przebytych kilometrów jest, jego zdaniem, kolejnym rodzajem kontroli. Uważa, że „kierowcy są jednym z najbardziej kontrolowanych zawodów”, zarzucając tym samym poszczególnym organom kontrolnym brak komunikacji. „Jeden z moich kierowców był kontrolowany trzykrotnie jednego dnia”.
Faktury płacone z opóźnieniem
Zdaniem belgijskiego przedsiębiorcy, nowy podatek spowoduje 12% wzrost kosztów jego działalności. Aby temu sprostać domaga się publicznej pomocy. „ Banki nie chcą już nam pożyczać pieniędzy. Prawdę mówiąc nie jest to jednak największy problem. Obecnie płynność przepływów gotówkowych pozostawia wiele do życzenia, co sprawia, że musimy wykładać co raz więcej gotówki z własnej kieszeni” Kierowca przywołuje Francję jako model do naśladowania w tym zakresie bowiem „ to Sarkozy przyczynił się do uchwalenia prawa nakazującego płacenie faktur w transporcie w ciągu 30 dni od daty ich wystawienia”. W Belgii natomiast żadne prawo tej kwestii nie reguluje, a zatem czas oczekiwania wynosi nawet 90 dni.
Brak poczucia bezpieczeństwa
W Belgii brakuje nie tylko parkingów strzeżonych dla pojazdów ciężarowych, ale także infrastruktury pozwalającej kierowcom wypocząć w dobrych warunkach. Fabrice przywołuje Niemcy jako przykład do naśladowania w tej dziedzinie. Z żalem zauważa, że w Belgii są może trzy strzeżone parkingi. Problemem są więc także kradzieże. Przewoźnik skarży się na brak kamer na parkingach, co powoduje, że składki ubezpieczeniowe dla przedstawicieli tego sektora są co raz wyższe. Fabrice podnosi także kwestię bezpieczeństwa na drogach. Wprowadzenie tzw. „kilometrówki” w Belgii będzie wzrost liczby wypadków na małych drogach. Zjawisko omijania autostrad zresztą co raz bardziej przybiera na sile i nic nie zapowiada, aby tendencja miała się odwrócić. Zewsząd słychać bowiem głosy przewoźników, którzy wybierają boczne drogi celem ograniczenia kosztów. Trasy te nie są jednak dostosowane ani do wagi, ani do rozmiarów pojazdów ciężarowych.
O przyszłość belgijskiego sektora transportu ciężarowego obawiają się także organizacje transportu ciężarowego. Uważają, że istnieje realna groźba spadku konkurencyjności belgijskich przedsiębiorstw. Ich zdaniem spowoduje to także wzrost bezrobocia i zubożenie kraju. Co więcej wskazują one na nieprawidłowe działanie systemu naliczania opłat. Przedsiębiorstwo odpowiedzialne za wdrożenie systemu temu co prawda temu nie zaprzecza, lecz także zapewnia, że problemy zostały już prawie rozwiązane.
Comeos, będąca organizacją reprezentującą interesy handlu w Belgii, natomiast popiera sam pomysł wdrożenia podatku dostrzegając w nim narzędzie, które pozwoli zmniejszyć zatory drogowe. Proponuje zatem, aby od kwietnia 2017 roku wyższą opłatę za kilometr płacili ci, którzy zdecydują się na jazdę w godzinach szczytu…







