Sytuacja na Bliskim Wschodzie szybko przekłada się na realne koszty funkcjonowania transportu w Europie. W Niemczech – największej gospodarce Unii Europejskiej i jednym z kluczowych hubów logistycznych kontynentu – branża już alarmuje, że skokowy wzrost cen oleju napędowego oraz rosnące stawki frachtu mogą w krótkim czasie doprowadzić część firm do poważnych problemów finansowych. Podobne sygnały płyną z innych krajów Europy.
Niemcy: diesel drożeje najszybciej w regionie
Niemieckie firmy transportowe zwróciły się do urzędu antymonopolowego o pilną analizę rynku paliw. Branża wskazuje, że tempo wzrostu cen diesla w Niemczech znacząco przewyższa dynamikę w innych państwach Europy.
W wypowiedzi na łamach „Handelsblatt” prezes Bundesverband Güterverkehr, Logistik und Entsorgung, Dirk Engelhardt, zwrócił uwagę na skalę podwyżek.
Niemcy odnotowały najwyższy wzrost cen spośród analizowanych krajów – i to w dynamice, której nie da się wyjaśnić wyłącznie zmianami cen ropy naftowej” – napisał Engelhardt w liście do prezesa urzędu antymonopolowego.
Z danych przywoływanych przez organizację wynika, że między 27 lutego a 4 marca ceny diesla w państwach sąsiednich rosły od 1,4 proc. w Luksemburgu do 14,6 proc. w Austrii, podczas gdy w Niemczech wzrost wyniósł 17–18 proc.
Branża ostrzega, że nawet krótkotrwałe podwyżki mogą szybko przełożyć się na koszty operacyjne firm transportowych. Według wyliczeń organizacji wzrost ceny diesla o 10 proc. podnosi całkowite koszty działalności przewoźników o ok. 3 proc., a przy podwyżce o 20 proc. koszty rosną już o ok. 6 proc. Przy niskich marżach w sektorze oznacza to realne ryzyko utraty płynności finansowej.
Drastyczne skoki cen doprowadzają wiele przedsiębiorstw na granicę ich możliwości ekonomicznych i zagrażają ich dalszemu istnieniu” – ostrzegają przedstawiciele organizacji.
Na problem zwracają uwagę także inne niemieckie organizacje branżowe. Bundesverband Möbelspedition und Logistik, Bundesverband Paket- und Expresslogistik, Bundesverband für Eigenlogistik & Verlader oraz BGL wspólnie zaapelowały do rządu federalnego o „krótkoterminowe działania odciążające branżę logistyczną”.
W ich ocenie obecne ceny diesla wywierają ogromną presję na firmy w całym łańcuchu logistycznym, a sytuacja jest szczególnie widoczna właśnie w Niemczech na tle innych państw Europy. Organizacje podkreślają jednak, że nie chodzi o stałe subsydiowanie sektora, lecz o czasowe ograniczenie kosztów paliwa w sytuacji kryzysowej, które pozwoli firmom przetrwać okres gwałtownych wahań cen.
Rosną koszty i chaos w łańcuchach dostaw
Konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa jednak nie tylko na transport drogowy. Niemieckie Stowarzyszenie Spedycji i Logistyki (DSLV) wskazuje na rosnące problemy w globalnych łańcuchach dostaw.
Zakłócenia w regionie Zatoki Perskiej powodują zmiany tras i gwałtowny wzrost kosztów transportu morskiego i lotniczego. Armatorzy zaczęli naliczać nadzwyczajne dopłaty.
Firmy żeglugowe pobierają od spedytorów nawet do 4 tys. dolarów za kontener transportowany przez Zatokę Perską – wielokrotność standardowej stawki frachtowej.
Część statków omija również Kanał Sueski i kieruje się wokół Przylądka Dobrej Nadziei, co dodatkowo wydłuża czas transportu i podnosi koszty.
Problemy pojawiają się także w lotnictwie cargo. Dubaj, Abu Zabi i Doha – kluczowe huby logistyczne regionu – mierzą się z ograniczeniami operacyjnymi, a linie lotnicze odwołują część lotów lub wstrzymują przyjmowanie rezerwacji.
Prezes DSLV Frank Huster zwraca uwagę, że rosnące koszty szybko przełożą się na ceny towarów.
To koszty, które teraz trzeba przerzucić na klientów logistycznych. Konsumenci w końcu odczują skutki tych zakłóceń w łańcuchu dostaw na półkach sklepowych” – podkreśla.
Organizacja krytykuje jednocześnie wysoki poziom podatków energetycznych w Niemczech.
Podatki energetyczne i opłaty za emisję CO₂ są w Niemczech zasadniczo za wysokie. To uderza szczególnie mocno w czasach kryzysu” – ostrzega Huster.
Spedytorzy mogą szybko stracić płynność
Na rosnące napięcia finansowe w sektorze wskazują również sami przedsiębiorcy.
Lukas Petrasch, prezes firmy spedycyjnej Cargoboard, podkreśla, że transport musi płacić za paliwo natychmiast, podczas gdy korekty cen w kontraktach z klientami często pojawiają się dopiero z opóźnieniem.
Gwałtownie rosnące ceny oleju napędowego bezpośrednio wpływają na przewoźników. Za każdy litr oleju napędowego trzeba zapłacić natychmiast – jednak korekty cen są często opóźnione. W tym czasie firmy transportowe muszą same ponosić dodatkowe koszty” – wskazuje.
Według Petrascha przy obecnej dynamice podwyżek może to szybko doprowadzić do poważnych problemów z płynnością finansową, a w skrajnych przypadkach nawet do upadłości firm transportowych i zakłóceń w łańcuchach dostaw.
“Skoki cen są absurdalne”
Skutki rosnących cen paliw widać już na poziomie lokalnych przedsiębiorstw transportowych. Jak opisuje portal „Trierischer Volksfreund”, firmy logistyczne w regionie Nadrenii-Palatynatu alarmują o gwałtownych wzrostach kosztów.
Nadja Geiter, właścicielka spedycji Johann Müller w Mülheim nad Mozelą, zużywa w swojej firmie około 1,2 mln litrów diesla rocznie. Każdy cent podwyżki ma więc bezpośredni wpływ na wynik finansowy przedsiębiorstwa.
W ciągu tygodnia cena diesla wzrosła – jak podkreśla – o około 20 proc., a paliwo stanowi blisko 30 proc. całkowitych kosztów działalności firmy.
Niektóre przedsiębiorstwa są częściowo chronione przez tzw. klauzule paliwowe w umowach z klientami. Jednak w wielu kontraktach – zwłaszcza przy stałych stawkach – korekta cen jest niemożliwa.
To obciąża nas ekstremalnie. To są skoki cen poza wszelką skalą” – mówi Jerry Bodry, dyrektor firmy GTS Logistik w Traben-Trarbach, której flota liczy 35 pojazdów.
Polscy rzewoźnicy liczą straty, rząd ograniczony przepisami UE
Rosnące ceny oleju napędowego odbijają się również na polskich przewoźnikach. Część firm decyduje się na tymczasowe wstrzymanie działalności w najbliższych dniach, próbując ograniczyć straty operacyjne. Jak wskazuje Maciej Wroński, prezes związku Transport i Logistyka Polska, branża oczekuje wsparcia państwa, ale możliwości są w Polsce ograniczone ze względu na obowiązujące regulacje unijne.
Jest rzeczą oczywistą, że w sytuacji, gdy z dnia na dzień drastycznie wzrasta cena oleju napędowego, jednego z głównych elementów kosztów operacyjnych przedsiębiorstw transportowych, branża oczekuje wsparcia ze strony Rządu. Aczkolwiek trzeba mieć oczywiście na uwadze obowiązujące ograniczenia w tym obszarze. Dlatego trudno oczekiwać w Polsce odczuwalnego obniżenia akcyzy, gdyż unijna dyrektywa energetyczna (2003/96/WE), pozwala państwom członkowskim na zwrot podatku, ale tylko do poziomu unijnego minimum, które wynosi 330 euro za 1000 litrów oleju napędowego. Ponieważ polskie stawki akcyzy tradycyjnie oscylują na granicy tego absolutnego unijnego minimum, przestrzeń na zwrot jest w Polsce praktycznie zerowa. Podobna sytuacja dotyczy stawki podatku VAT, którego obniżenia zabraniają unijne regulacje” – komentuje Maciej Wroński, prezes związku Transport i Logistyka Polska .
Według Macieja Wrońskiego dobrym rozwiązaniem mogłoby być interwencyjne uwalnianie rezerw strategicznych (RARS) w celu wyrównania podaży z popytem, ale w przypadku rezerw MAE (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) wymagałoby to koordynacji międzynarodowej.
W mojej ocenie jest natomiast realna przestrzeń do takich działań, jak zawieszenie poboru opłaty paliwowej (zasilającej Krajowy Fundusz Drogowy) oraz opłaty emisyjnej (zasilającej NFOŚiGW). Takie działanie byłoby suwerenną decyzją państwa naszego państwa, nie wymagającą akceptacji Brukseli i nie naruszającą unijnego prawa. Rząd może też praktycznie natychmiast obniżyć stawki opłaty za przejazd autostradami i drogami ekspresowymi (w systemie e-TOLL) dla pojazdów ciężarowych. Np. cofając lutowe podwyżki tych opłat. Zawieszenie i/lub obniżenie tych danin w sposób znaczący zrekompensowałoby wzrost cen paliwa”- dodaje prezes TLP.
Branża apeluje o obniżkę podatków od paliw
W odpowiedzi na rosnące koszty organizacje transportowe w Europie apelują o działania rządów. Postulaty dotyczą przede wszystkim ograniczenia obciążeń podatkowych na paliwach.
Niemieckie organizacje branżowe wskazują, że ewentualna pomoc powinna polegać przede wszystkim na zrekompensowaniu dodatkowych wpływów podatkowych państwa wynikających ze wzrostu cen energii, w tym z podatków i opłat związanych z emisją CO₂. Jak podkreślają przedstawiciele sektora, państwo nie powinno w tej sytuacji stawać się beneficjentem kryzysu kosztem przedsiębiorstw i podatników.
Podobne postulaty pojawiają się także w Hiszpanii. Tamtejsza federacja transportowa Fenadismer zwraca uwagę, że cena diesla dla transportu zawodowego wzrosła w ciągu kilku dni o ponad 15 centów za litr, a część podwyżek – zdaniem organizacji – ma charakter spekulacyjny.
Hiszpańska branża domaga się powrotu do rozwiązań zastosowanych po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 r., gdy wprowadzono dopłatę 20 centów do litra paliwa oraz bezpośrednie wsparcie finansowe dla firm transportowych.
Portugalia już reaguje
Pierwsze decyzje fiskalne w Europie już zapadły. Rząd Portugalii zdecydował o czasowym i nadzwyczajnym obniżeniu podatku od produktów naftowych i energetycznych na olej napędowy.
Z danych sektora wynika, że bez tej decyzji cena diesla wzrosłaby od 9 marca o 23,4 centa na litrze. Wprowadzona ulga podatkowa oznacza obniżkę o 3,55 centa na litrze, co – po uwzględnieniu podatku VAT – daje realną oszczędność 4,37 centa na litrze.
Rząd w Lizbonie zapowiedział jednocześnie dalsze monitorowanie sytuacji na rynku paliw i możliwość kolejnych interwencji, jeśli ceny będą nadal rosły.
Dla europejskiego transportu może to być sygnał, że podobne decyzje fiskalne będą w najbliższych tygodniach jednym z głównych narzędzi łagodzenia skutków kryzysu energetycznego wywołanego napięciami na Bliskim Wschodzie.









