Obie zwaśnione strony ustaliły, że przewoźnicy powinni wrócić do swoich krajów do 15 lutego br. Ci, którzy tego zrobić nie zdążą, skierowali swoje pojazdy na Litwę, do Kłajpedy.
Na granicy pusto
Vaidotas Vyšniauskas, dyrektor generalny w firmie UAB Transimeksa mówi, że firma, którą zarządza, już od dekady pracuje tak, że ciężarówki zarejestrowane na Litwie jadą na Zachód, natomiast te z rejestracją rosyjską – na Wschód.
Najczęściej jest tak, że ciężarówka z litewską rejestracją jedzie na Zachód po ładunek, skierowany na rynek rosyjski. Na Litwie zmienia się ciągnik na ten z rosyjską rejestracją i następnie cały skład wraz z naczepą jest wysyłany do Rosji.
V. Vyšniauskas jest pewny, że pojazdy, nieposiadające pozwoleń na przejazd przez Polskę, nie będą czekać w kolejkach na przejściach. Większość będzie szukać innego rozwiązania. W tym przypadku – drogi morskiej.
Przepełnione promy
Na prom prawdopodobnie dostaną się nie wszyscy. Przedstawiciel AB DFDS Seaways twierdzi, że już w zeszłym tygodniu rosyjscy przewoźnicy dopytywali się o wolne miejsca.
Vaidas Klumbys, szef Działu Marketingu DFDS Seaways opowiada, że jeśli nawet przewoźnicy zdążą z rezerwacją miejsc na promach, to i tak nie unikną kolejek, ponieważ promy są już przepełnione.
“Właśnie skończył się sezon świąteczny, handel znowu się ożywił. Mamy więcej ładunków, dlatego wolne miejsca są szybko zajmowane. Przewoźnicy są wciągani na listę oczekujących”, – opowiada V. Klumblys.
Najpopularniejszym kierunkiem rosyjskich przewoźników jest niemiecki port w Kilonii
Autor: Bartłomiej Nowak









