AdobeStock

Niemieckie plakaty nie wystarczyły polskim kierowcom. Firma ukarana za ponad 200 naruszeń

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 4 minuty

Ponad 200 naruszeń dotyczących czasu pracy, jazdy i odpoczynku kierowców wykryto w niemieckiej firmie transportowej z powiatu Ilm w Turyngii. Sąd Rejonowy w Mühlhausen uznał, że odpowiedzialność ponosi szef przedsiębiorstwa, mimo że część obowiązków została przekazana pracownikom. Kara wyniosła kilkanaście tys. euro. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Za tym tekstem stoi człowiek - nie sztuczna inteligencja. To materiał przygotowany w całości przez redaktora, z wykorzystaniem jego wiedzy i doświadczenia.

Najważniejsze informacje:

  • Kontrole w siedzibie firmy oraz w ciężarówkach przeprowadzono w 2025 r., wykazując ponad 200 naruszeń przepisów.
  • Landesamt für Verbraucherschutz wydał wcześniej sześć decyzji o karach na łączną kwotę około 22 tys. euro.
  • Sąd w Mühlhausen umorzył trzy pojedyncze zarzuty i wymierzył ponad 17 tys. euro grzywny.
  • Przedsiębiorca domagał się uniewinnienia, argumentując, że delegował zadania pracownikom.
  • Świadkowie potwierdzili, że kierowcy byli upominani, a dwóch z nich zwolniono.
  • Sąd uznał, że niemieckojęzyczne plakaty dotyczące czasu jazdy i przerw nie były wystarczające dla licznej grupy polskich kierowców.
  • Samo oprogramowanie wykorzystywane przez firmę nie wystarczało do skutecznego wychwytywania naruszeń.

Podczas kontroli u przewoźnika stwierdzono ponad 200 naruszeń dotyczących czasu pracy, jazdy i odpoczynku kierowców – donosi MDR Thüringen.

W związku z ustaleniami Landesamt für Verbraucherschutz wydał sześć decyzji o karach na łączną kwotę około 22 tys. euro. Przedsiębiorca złożył od nich sprzeciw, a sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Mühlhausen. W toku postępowania sąd umorzył trzy pojedyncze zarzuty i ostatecznie wymierzył grzywnę w wysokości ponad 17 tys. euro. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Szef firmy przekonywał przed sądem, że zadania związane z nadzorem przekazał pracownikom, a część kierowców mimo instrukcji samodzielnie przekraczała limity jazdy lub nie zachowywała wymaganych przerw. Świadkowie potwierdzili, że kierowcy byli upominani, a dwóch z nich zwolniono.

Obrońcy wnioskowali o uniewinnienie, wskazując również, że w decyzjach administracyjnych brakowało precyzyjnego opisu bezprawnego zachowania samego szefa firmy.

Delegowanie obowiązków nie zdejmuje odpowiedzialności

Sąd Rejonowy w Mühlhausen nie podzielił argumentacji obrony. W uzasadnieniu podkreślono, że jako Geschäftsführer przedsiębiorca pozostawał osobiście odpowiedzialny. Sędzia mówiła o poważnych naruszeniach „we wszystkich obszarach” i wskazała, że zarządzający powinien był zastosować skuteczniejsze środki nadzoru.

Z punktu widzenia przedsiębiorstw transportowych najważniejszy wniosek jest prosty: samo przekazanie części zadań pracownikom nie wystarcza, jeśli system kontroli w firmie nie działa skutecznie.

Sam program komputerowy to za mało

Sąd zwrócił uwagę również na narzędzia używane przez przewoźnika do monitorowania naruszeń. Według MDR stosowane w firmie oprogramowanie nie było wystarczające, aby samoistnie wychwytywać wszystkie nieprawidłowości.

To istotne z punktu widzenia firm korzystających z automatycznej analizy danych z tachografów. Program może wspierać nadzór, ale nie zastępuje reakcji organizacyjnych, szkoleń i działań podejmowanych wobec powtarzających się naruszeń.

Plakaty po niemiecku nie wystarczyły

Sąd odniósł się też do sposobu informowania kierowców o obowiązujących zasadach. W przedsiębiorstwie pracowało wielu polskich kierowców, a informacje o dopuszczalnym czasie jazdy i przerwach przekazywano m.in. na plakatach w języku niemieckim.

Zdaniem sądu było to niewystarczające. Szkolenia i instrukcje powinny być dostosowane do rzeczywistych problemów w firmie oraz do pracowników, których dotyczą.

Tym razem nieumyślność, następnym razem może być surowiej

Sąd zakwalifikował zachowanie przedsiębiorcy jako nieumyślne. Jednocześnie sędzia wskazała, że w przyszłości organ może przy podobnych naruszeniach przyjąć, że przedsiębiorca działał umyślnie. To ważny sygnał dla firmy po kontroli: jeżeli nieprawidłowości zostały już wykryte, a system nadzoru nie zostanie poprawiony, kolejne przypadki mogą być ocenione surowiej.

Odpowiedzialność nie kończy się na kierowcy

Sprawa z Turyngii pokazuje, że przy naruszeniach czasu jazdy i odpoczynku oceniane są nie tylko działania samych kierowców, ale również sposób organizacji nadzoru w przedsiębiorstwie. Znaczenie mają m.in. skuteczność stosowanego oprogramowania, sposób reagowania na naruszenia, szkolenia oraz to, czy instrukcje są rzeczywiście dostosowane do pracowników.

Choć wyrok Sądu Rejonowego w Mühlhausen nie jest jeszcze prawomocny, sprawa pokazuje wyraźnie, że delegowanie obowiązków nie oznacza automatycznego przeniesienia odpowiedzialności za skuteczność całego systemu nadzoru.

Tagi:

Zobacz również