Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Przewoźnicy z Katalonii zapowiedzieli protest, w ramach którego jutro kierowcy będą jechać powoli i blokować prawy pas ruchu na katalońskich drogach.

W ten sposób przedsiębiorcy z sektora przewozowego chcą zwrócić uwagę na ich trudną sytuację. Jednym z powodów protestu jest przekierowanie ruchu ciężarowego e w prowincjach Tarragona, Barcelona, Castellón, oraz Lleida z dróg N240 i N340 na płatne autostrady – AP-7 i AP-2. Choć rozwiązanie to miało na celu poprawę bezpieczeństwa i płynności ruchu na drogach krajowych, to od początku budziło sprzeciw przewoźników. Obiema drogami krajowymi przejeżdżało dziennie ok. 4 tys. ciężarówek.

Jak podkreśla związek transportowy FEAT, przekierowanie ruchu kosztuje przewoźników dodatkowe 300-600 euro miesięcznie.

Nie zgadzamy się na traktowanie przewoźników jak kryminalistów powodujących wypadki, co wprowadza stosowanie tego typu środków” – czytamy w komunikacie związku o ogranizowanym proteście. FEAT podkreśla również, że sytuacja branży jest coraz trudniejsza m.in. za sprawą ciągłych podwyżek cen paliw.

Do akcji katalońskich przewoźników dołączają związki branżowe z całej Hiszpanii (np. Fetrama z Alicante).

Powolny “marsz” ciężarówek rozpocznie się w czwartek 11 października o godzinie 17. na terenie katalońskich prowincji: Tarragona, Barcelona, Lleida, Girona oraz w Terres de’l Ebre.

Chaos po wprowadzeniu zakazów

Już w pierwszym tygodniu obowiązywania zakazów hiszpańskie organizacje donosiły o chaosie, jaki powstał na autostradach. Okazało się bowiem, że liczba miejsc odpoczynku jest przy autostradach niewystarczająca dla tak dużego natężenia ruchu.

Przez zakaz ruchu ciężarówek na N-340 i N-240 zapełniają się oba parkingi przy AP-7 (La Ribera i la del Baix Ebre). To zaś uniemożliwia lub utrudnia kierowcom stosowanie się do przepisów regulujących czas pracy i odpoczynku.

 

TransParking

Fot. Trans.INFO

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu