Tylko w 2016 r. liczba zawodowych kierowców z Ukrainy i Białorusi w polskich firmach transportowych podwoiła się. Polska powinna jednak sama zadbać o to, by przyciągnąć zwłaszcza młodych ludzi do tego zawodu. W przeciwnym razie zarówno branżę transportową jak i całą gospodarkę mogą czekać kłopoty.
Polski rynek pracy przyciąga coraz większą liczbę pracowników zza wschodniej granicy. Widać to w większości branż. Polska jest dla Ukraińców pożądanym miejscem pracy dla ze względu na bliskość granicy, a także atrakcyjne z ich punktu widzenia zarobki: przeciętna pensja na Ukrainie to dzisiaj równowartość około 190 euro, czyli prawie pięć razy mniej niż w Polsce.
Szacuje się, że w całym ubiegłym roku w Polsce pracowało mniej więcej 1 mln Ukraińców. Przyciągają ich zarobki, które później w większości wysyłają swoim rodzinom. Narodowy Bank Polski ocenia, że w 2015 r. Ukraińcy zarobili w Polsce 8 mld zł i jednocześnie wytransferowali do swoich rodzin około 5 mld zł. Nie bez przyczyny firmy zajmujące się przekazami pieniężnymi w ogromnej mierze kierują swoją ofertę do Ukraińców – wszak jeden przekaz opiewa średnio na 1,8 tys. zł.
Jak podają autorzy raportu NBP, prace wykonywane przez ukraińskich imigrantów w Polsce zwykle nie są adekwatne do ich wykształcenia. Najczęściej podejmują się zajęć fizycznych, np. w branży budowlanej (mężczyźni) lub jako pomoce domowe, sprzątaczki (kobiety).
Imigranci „łatają” niedobory w transporcie
Warto zwrócić uwagę, że branżą, w której również pojawiło się wielu Ukraińców, jest transport. Nie ma jednak mowy o tym, by ukraińscy kierowcy zabierali miejsca pracy Polakom. W branży brakuje bowiem rąk do pracy. Ukraińcy ratują ją więc przed poważnym hamowaniem.
Tę tezę potwierdza ostatni raport firmy doradczej PwC, która przyjrzała się temu, jak wygląda rynek pracy dla zawodowych kierowców w Polsce. Okazało się, że w transporcie brakuje obecnie około 100 tys. kierowców. Trzeba przyznać, że ta liczba robi wrażenie, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż prognozy na kolejne lata wcale nie pokazują poprawy.
Analitycy PwC wskazują bowiem, że co roku z zawodu odchodzi około 25 tys. kierowców. W tym samym czasie kwalifikacje uzyskuje około 35 tys. osób. Tymczasem – by wypełnić lukę – potrzebnych byłoby co najmniej 60 tys. nowych kierowców rocznie. I to przy ostrożnym założeniu, że branża będzie rosnąć w tempie 2,5-3 proc. rocznie.
Problem niedoboru kierowców w polskich firmach transportowych rozwiązują na razie Ukraińcy i Białorusini. Okazuje się, że tylko w minionym roku ich liczba podwoiła się w porównaniu do 2015 roku. Na polskim rynku nie brakuje już teraz firm, które wyspecjalizowały się w pozyskiwaniu kierowców ze wschodu. Według danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego w Polsce pracuje teraz około 20 tys. kierowców spoza Unii Europejskiej, głównie są to właśnie osoby z Ukrainy i Białorusi.
Jak praca, taka płaca?
Co ciekawe, argumentem za tym, by zatrudniać kierowców z Ukrainy, wcale nie są wynagrodzenia. Właściciele firm transportowych nieoficjalnie przyznają, że popyt na dobrych kierowców jest tak duży, że pensje utrzymują się na wysokim poziomie, bez względu na to, kto tę pracę podejmuje. Kierowca jest w stanie zarobić 4-5 tys. zł netto. Niektórzy pracodawcy podkreślają, że imigranci chętniej podejmują się dłuższej, cięższej pracy po to, by zarobić więcej.
Problemem dla pracodawców jest natomiast spora rotacja pracowników z Ukrainy. Jak tłumaczy NBP, wynika to w dużej mierze z „cyrkulacyjnego” charakteru imigracji z Ukrainy.
Większość imigrantów rozpoczyna pracę w Polsce w oparciu o oświadczenie pracodawcy o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi. O tym, że Ukraińcom nie jest trudno dostać pracę w Polsce, może świadczyć m.in. to, że liczba wspomnianych oświadczeń od pracodawców z roku na rok rośnie w bardzo szybkim tempie. Jeszcze w 2010 r. pracodawcy zgłosili 169 tys. oświadczeń. Tymczasem w 2015 r. ta liczba wzrosła już 763 tys. Jednocześnie warto zauważyć, że oznacza to wzrost o ponad 100 proc. w ujęciu rocznym (373 tys. w 2014 r.).
Ukraińców zastąpią kierowcy z Kazachstanu?
Z drugiej strony trzeba też wspomnieć o biurokracji związanej z zatrudnianiem kierowców-cudzoziemców. Tutaj nie na szczególnych ułatwień.
Wśród tych barier eksperci wymieniają czas potrzebny do uzyskania wymaganej od kierowców-cudzoziemców tzw. kwalifikacji wstępnej, czyli kursu potrzebnego do tego, by można pracować jako kierowca. Ten czas to zwykle około 1,5 miesiąca. Jeszcze większym problemem okazuje się fakt, że test po takim szkoleniu jest przeprowadzany tylko po polsku.
To jednak nie koniec barier. Eksperci wskazują dodatkowo, że często dla pracodawców problematyczne są kontakty z ZUS-em w celu zgłoszenia kierowcy do ubezpieczenia społecznego. A bez zaświadczenia z ZUS nie ma szans na kluczowe dla kierowcy spoza UE tzw. świadectwo kierowcy – taki dokument wydaje Główny Inspektorat Transportu Drogowego i jest on niezbędny, by kierowca mógł legalnie prowadzić samochód ciężarowy po drogach UE.
Ostatnio na forum Parlamentu Europejskiego forsowany jest pomysł zniesienia wiz dla Ukraińców. Chociaż nie dotyczy on pozwoleń na pracę, to można założyć, że politycy będą zmierzać w stronę większej liberalizacji rynku dla Ukraińców.
Co jednak ciekawe, może okazać się – że zanim zmiany wejdą w życie – to również sama Ukraina zostanie wydrenowana z zawodowych kierowców. Analitycy PwC wskazują, że w ciągu najbliższych 2-3 lat liczba zawodowych kierowców z Ukrainy przestanie rosnąć. Kolejnym krajem, z którego polscy przewoźnicy będą pozyskiwać kierowców, jest Kazachstan. Eksperci wskazują, że tamtejsza branża transportowa zatrudnia setki tysięcy kierowców, wśród których większość zna język rosyjski – a to w zaleta, zwłaszcza dla polskich pracodawców, którzy współpracują z przedsiębiorstwami zza wschodniej granicy.
Eksperci wskazują, że imigranci nie rozwiążą problemu niedoboru pracowników w branży transportowej. Wśród działań, które są absolutnie niezbędne do tego, by poprawić sytuację, wymieniają oni m.in.: konieczność zapewnienia dofinansowania dla kształcenia młodych kierowców w szkołach zawodowych, a także konieczność promocji samego zawodu kierowcy już na poziomie szkoły podstawowej.
Na razie bowiem wyniki badań wskazują, że odsetek kierowców planujących zmienić branżę lub pracodawcę jest całkiem spory, bo aż 20 procent. To duży problem dla firm, które muszą liczyć się ze sporą rotacją pracowników. Co ciekawe, powodem odejść wcale nie są pieniądze. Kierowcom często przeszkadza zbyt długa rozłąka z rodziną, jakość współpracy z przełożonymi, czy wyposażenie samochodów ciężarowych.
Foto: blogtransportowy.pl