Subiektywnym okiem: Dumping socjalny – troska o los polskich pracowników czy wymówka dla Europy Zachodniej, by chronić swój rynek?

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 5 minut

“Dumping socjalny i płacowy” to chwytliwe hasło używane przez kraje “starej” Unii w odniesieniu do praktyk wschodnioeuropejskich firm na rynku transportowym. Czy zachodowi rzeczywiście leży na sercu los “uciśnionych” kierowców, czy może raczej zależy mu na pozbyciu się konkurencji ze wschodu? Piszemy subiektywnie o granicy między wyzyskiem a zarabianiem na życie w polskich realiach.

Dumping socjalny wg definicji Parlamentu Europejskiego to “szeroko rozumiane, zamierzone praktyki i obchodzenie obowiązującego prawa europejskiego i krajowego, które przyczyniają się do rozwoju nieuczciwej konkurencji, prowadząc do sprzecznego z prawem minimalizowania kosztów pracy i naruszania praw pracowniczych oraz wyzysku pracowników”.

W ostatnich latach “dumping socjalny” był hasłem-kluczem, które służyło populistycznym politykom i związkom zawodowym do walki z “tanią siłą roboczą” z biedniejszych krajów UE. W zachodnich mediach wręcz roi się od reportaży i doniesień o “dramatycznych warunkach”, w jakich pracują i żyją kierowcy z Polski i innych krajów Europy Wschodniej. Prasa i telewizja “trąbią” o koczownictwie przy autostradach i pensjach na poziomie kilkuset euro miesięcznie.

Kolejne kraje wprowadzają różne przepisy mające poprawić warunki pracy kierowców, choć nierzadko ją komplikują (np. poprzez obowiązek wożenia ze sobą stosu dokumentów). Członkowie Unii za plecami innych zawierają porozumienia (Sojusz drogowy) i podejmują wspólnie protekcjonistyczne działania. Wszystko po to, aby położyć kres wyzyskowi pracowników… i “w białych rękawiczkach” zwalczać konkurencję ze Wschodniej Europy.

Nie jesteśmy naiwni, żeby uwierzyć w dobre serce Niemców czy Francuzów, w ich wspaniałomyślność oraz troskę o sytuację polskich, rumuńskich i bułgarskich kierowców. Zachód w ostatnich latach stracił ogromny udział w rynku transportowym i to troska o ich “własne podwórko” motywuje ich do wszelkich działań prosocjalnych w sektorze. Dzięki tej sprytnej retoryce kraje “starej” Unii chcą odzyskać “swój kawałek tortu”.

fe7cd655-e699-4e66-a6ae-e0d82d100827?server=place3

Skoro Niemcowi i Francuzowi tak zależy na wyrównaniu płac w Europie, dlaczego np. kasjerce w polskim Lidlu czy Auchan nie zapłaci tyle, ile jej koleżance po fachu za naszą zachodnią granicą? Jak się ma do tego chwytliwe hasło stosowane przez unijnych notabli: „ta sama praca, w tym samym miejscu, wymaga tej samej zapłaty”?

Swobodny przepływ usług i towarów tylko w jedną stronę?

Od lat zachodnie koncerny korzystając z prawa do swobodnego przepływu towarów sprzedają do Polski tańsze produkty i wypierają z rynku naszych lokalnych producentów. Zachodowi jednak wyraźnie przeszkadza, że polscy przedsiębiorcy świadczą tańsze usługi transportowe w Europie w oparciu o drugą z czterech swobód stanowiących podstawę wspólnego rynku europejskiego (swoboda przepływu towarów, usług, kapitału i osób).

Zdaje się, że obowiązujące w UE zasady odpowiadają zachodowi tylko w ograniczonym zakresie. Trudno nazwać to inaczej niż hipokryzją.

Ile rzeczywiście zarabia polski kierowca?

Zachodnie media donoszą o “dramatycznie niskich” pensjach kierowców i przytaczają kwoty w granicach 500 – 1700 euro z dietami włącznie. Informują przy tym, że na Zachodzie Europy kierowca zarabia przeciętnie 2500 euro.

Owszem, polscy kierowcy zarabiają mniej niż ich koledzy z zagranicy, ale czy znacie kogoś, kto jeździłby w zagraniczne trasy za wspomniane 500 euro, czyli 2100 brutto (z dietami włącznie)?

Wg danych GUS średnia pensja kierowcy ciężarówki wyniosła w 2014 r. 3392,10 zł brutto. Mowa tu oczywiście o samej podstawie, bo większa część wynagrodzenia to dodatki. Po zsumowaniu wszystkich składników pensja polskiego kierowcy wynosi nawet 8 000 zł (czyli ok. 1900 euro).

Nie jest to wprawdzie tyle, co zarabia Niemiec, ale należy uwzględnić tu szereg innych czynników. Polskiej gospodarce jeszcze daleko do niemieckiej i czeka nas długa droga do osiągnięcia zbliżonego choćby poziomu. Wg danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat Niemcy w 2016 roku wygenerowały 21,1% całego PKB Unii Europejskiej, podczas gdy Polacy zaledwie 2,9%. Gospodarczo Niemcy są więc ponad 7 razy więksi od nas. Powodów jest wiele – zbyt zawiłe i niesprzyjające rozwojowi przedsiębiorczości prawo, warunki i koszty prowadzenia działalności w naszym kraju, przyzwyczajenia z epoki komunizmu, szara strefa, korupcja itd.

Oczywistym jest też fakt, że nie tylko w polskim transporcie zarabia się mniej. Różnice w wynagrodzeniach dotyczą wszystkich innych branży. Przykładowo wspomniana wcześniej kasjerka w Polsce otrzymuje średnio ok. 2300 zł brutto miesięcznie, podczas gdy na kasie w markecie w Niemczech zarabia się ponad 1500 euro (ok 6300 zł). To jest dopiero prawdziwa przepaść.

Zmiany są potrzebne, ale zadbajmy o nie sami

Nad sytuacją kierowców należy się pochylić i kwestia ich wynagrodzenia wymaga nowych regulacji, lecz nie można pozwolić, aby stała się ona kartą przetargową bogatszych krajów Unii w walce z polską “nieuczciwą” konkurencją na rynku transportowym.

Zachęcamy też do obejrzenia materiału, gdzie dowiecie się nieco więcej w temacie. Kliknij >>> TUTAJ

Foto: pixabay.com

Zobacz również