Ostatnie odroczenie interwencji zatrzymało wzrost cen, jednak na stacjach będzie drożej – pisze dziś w „Rzeczpospolitej” Danuta Walewska. Choć Syria nie produkuje znaczących ilości ropy, to jednak przez jej terytorium przebiegają kluczowe rurociągi, dlatego każda wiadomość o możliwości eskalacji konfliktu w tym kraju natychmiast przenosi się na kurs ropy naftowej.
Dziennik podaje, powołując się na zdania analityków rynków energetycznych w Societe Generale, że amerykańsko -brytyjski atak na Syrię wywindowałby ceny ropy do 125 dol. za baryłkę Brenta. W przypadku gdyby kolejna wojna na Bliskim Wschodzie rozlała się na przykład na Irak, to kurs ropy mógłby szybko dojść do 150 dol. za baryłkę.
W ocenie Jakuba Boguckiego z portalu e-petrol.pl polscy producenci paliw już częściowo przenieśli podwyżki kursu ropy na swoje hurtowe paliwowe cenniki, najbardziej jest to odczuwalne w przypadku oleju napędowego.
Więcej o ryzyku eskalacji konfliktu w Syrii i możliwych zawirowaniach cen na rynkach naftowo-paliwowych można dziś przeczytać na stronach ekonomicznych „Rzeczpospolitej”.
źródło: e-petrol.pl
Autor: Bogumił Paszkiewicz











