Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Z początkiem roku zima zaatakowała w Europie i to gwałtownie. Ciężarówki stały w potężnych korkach, niekiedy zostawały unieruchomione w śniegu na poboczu. Od początku stycznia aż dwukrotnie zamykano przejście graniczne w Jakuszycach, na wiele godzin. Nic nie wskazuje na to, by pogoda zaczęła wkrótce rozpieszczać kierowców. Dlatego opóźnienia, utrata łatwo psującego się towaru, to realny problem. Co powinni zrobić przewoźnicy, by uniknąć strat z tego powodu?

8 stycznia, droga krajowa nr 78 – z powodu zasypanej jezdni ciężarówki nie mogły wjechać pod górę. Pojazdy stały w korku kilkadziesiąt minut. Dzień wcześniej portale zalały zdjęcia z Dolnej Austrii, na których samochody stały niemal całkowicie zakopane w śniegu. W kolejnych dniach podobne obrazki można było zobaczyć z wielu innych miejscach, m.in. w Austrii, Czechach, Polsce… Ciężarówki osuwały się do rowów, stawały zablokowane w śniegu, tkwiły w kilkugodzinnych korkach.

Ryzyko przewoźnika. Jak go uniknąć?

Opóźnienia w dostawach w takich sytuacjach są niemal pewne. Dodatkowo jeśli ciężarówka wiezie towar szybko psujący się, właściciel może go stracić. I choć przewoźnik nie miał wpływu na to, co się wydarzyło na drodze, bardzo często ponosi odpowiedzialność.

– Zarówno przepisy prawa przewozowego, stosowane w Polsce, jak i konwencja CMR, odnosząca się do rynku międzynarodowego, uznają, że utrudnienia takie jak korki, wyjątkowo obfite opady czy wręcz śnieżyce, nie zdejmują z przewoźnika odpowiedzialności za towar i jego terminowe dostarczenie – przypomina Paulina Eliasz-Pietrusewicz, starszy prawnik w kancelarii TransLawyers. – Teoretycznie bowiem to wszystko można przewidzieć, w końcu jest zima. W praktyce, jak wiemy, nie zawsze jest to możliwe, jednak praca przewoźnika jest w tej sytuacji oparta na zasadzie ryzyka – dodaje.

Oczywiście przewoźnik może próbować uwolnić się od odpowiedzialności. Stoi za nim prawo.

– W kontaktach z załadowcą, a później, ostatecznie, w sądzie, może powoływać się na to, że wystąpiły okoliczności, których nie mógł uniknąć i których następstwom nie mógł zapobiec, co opisane jest w art. 17 ust. 2 konwencji CMR – tłumaczy Paulina Eliasz-Pietrusewicz.

Takie samo rozwiązanie zakłada również prawo przewozowe. Trzeba jednak pamiętać, że obie z wymienionych przesłanek muszą być spełnione. Jeśli jedna z nich nie jest, wówczas nie ma co liczyć na to, że przewoźnik uniknie poniesienia odpowiedzialności.

Wiele zależy od kierowcy

To nie wszystko. I tak nie ma pewności, że w każdym przypadku uda się uniknąć tej odpowiedzialności.

– Niestety mamy taką sytuację, że żadna ustawa nie wymienia konkretnych, szczegółowo opisanych przypadków, kiedy przewoźnik nie ponosi odpowiedzialności za opóźnienie. Nie znajdziemy zapisu, mówiącego, że np. wskutek śnieżycy i zamknięcia granicy kierowca może czekać na poboczu na dalszą drogę i przewoźnik nie ponosi z tego powodu żadnych konsekwencji – dodaje ekspertka. – Ostatecznie w sądzie każdy przypadek będzie analizowany indywidualnie.

Bardzo duża odpowiedzialność spoczywa na kierowcy i spedytorze. To oni muszą reagować natychmiast, gdy zauważą utrudnienia.

– Rozważmy sytuację, gdy nagle zostaje zamknięta granica, z powodu intensywnych opadów śniegu. Kluczowa będzie odpowiedź na pytanie, czy w momencie, kiedy kierowca dowiedział się o tym, miał jeszcze możliwość zmiany trasy. Czy spedytor mógł wyznaczyć objazd. Jeśli tak, przewoźnik będzie musiał ponieść odpowiedzialność za opóźnienie – tłumaczy Marta Jurga z Transbrokers, firmy zajmującej się sprzedażą ubezpieczeń. – To spedytor sprawuje bowiem pieczę nad przewożonym towarem. A jego kierowca, kiedy dojeżdża do punktu, w którym z różnych powodów nie będzie mógł nagle zmienić trasy, musi się upewnić, że droga jest przejezdna, nim ruszy dalej.

Bezdyskusyjne wyłączenie odpowiedzialności przewoźnika za opóźnienia w dostawach lub zepsucie się towaru

Bez wątpienia okolicznością wyłączającą odpowiedzialność przewoźnika za utratę, ubytek, uszkodzenie przesyłki lub jej nieterminowe dostarczenie jest siła wyższa. To na przewoźniku ciąży obowiązek udowodnienia, że taka okoliczność zaszła. Za siłę wyższą po pierwsze należy uznać wystąpienie zdarzeń wywołanych działaniem sił przyrody – czyli powodzie, sztormy, trzęsienia ziemi czy erupcje wulkanów. Przewoźnik jest również zawsze obowiązany do wykazania, że tego zdarzenia nie można było się spodziewać. Innymi zdarzeniami uznawanymi za siłę wyższą będą: wszelkiego rodzaju działania wojenne, zamachy terrorystyczne, a także zakazy i nakazy określonego zachowania się wydane przez określone organy państwowe, np. zamknięcie granic państwa lub wprowadzenie zakazu poruszania się przez określone terytoria. Zdarzenia te muszą być nagłe i niemożliwe wcześniej do ustalenia – tłumaczy Paulina Eliasz-Pietrusewicz z kancelarii Translawyers.

Upominaj się o oświadczenia, rób zdjęcia

Z tego też powodu przewoźnicy powinni uczulić kierowców, jak mają się zachować w sytuacji nagłej trudności na drodze, spowodowanej atakiem zimy. Przede wszystkim należy od razu poinformować załadowcę (lub spedytora), co się dzieje. Jeśli wiozą towar łatwo psujący się, domagać się instrukcji, co z nim zrobić. I to instrukcji udzielonej pisemnie – SMS-owo, mailowo, lub za pomocą komunikatora na giełdzie, nie ustnie.

– Dodatkowo może się przydać pisemne oświadczenie celnika, jeśli opóźnienie wynika z zamknięcia granicy. Lub kwit wystawiony przez policję, jeśli chodzi o wypadek. Dobrze również zrobić zdjęcia ilustrujące, jak wyglądała sytuacja na drodze. To wszystko może potem stanowić materiał dowodowy – radzi Paulina Eliasz-Pietrusewicz. Podobnie jest z wydrukami z tachografów i GPS-ów.

Ostatecznie jednak trzeba pamiętać, że prawo reguluje, jak wysokiego odszkodowania za opóźnienia może się domagać załadowca. W przypadku przewozów krajowych, jeśli nie doszło do rażącego niedbalstwa, czyli np. właśnie wówczas, kiedy kierowca utknął na zamkniętej z powodu śnieżycy granicy, maksymalna stawka odszkodowania to dwukrotność frachtu. Prawo międzynarodowe jest jeszcze łagodniejsze – tam załadowca może się domagać maksymalnie jednokrotności frachtu.

– Jeśli będzie chciał obciążyć przewoźnika wyższym roszczeniem, musi wykazać, że doszło do wspomnianego rażącego niedbalstwa – zauważa Eliasz-Pietrusewicz.

W przypadku przewożenia towarów szybko psujących się warto pamiętać z kolei o jeszcze jednej, dodatkowej przesłance, która pomaga w uniknięciu odpowiedzialności.

– Chodzi o specyficzne, naturalne właściwości towaru. Jeśli przewoźnik udowodni, że podczas realizacji transportu utrzymywał urządzenia, chłodzące lub grzejące, w zakontraktowanych warunkach, wówczas jest chroniony przed roszczeniami – dodaje Marta Jurga.

Nie chcą psuć kontaktów z załadowcami. I cierpią

Co ważne, jak zapewnia ekspertka, w razie problemów przewoźnik może liczyć na pomoc ubezpieczyciela.

– Ubezpieczyciel badając okoliczności zdarzenia w pierwszej kolejności bada przesłanki uwalniające klienta od odpowiedzialności. Spedytor czy też załadowca nie mogą obciążać przewoźnika roszczeniami, które nie znajdują uzasadnienia w przepisach prawa – tłumaczy.

Ubezpieczyciel zawsze na podstawie przedstawionych dokumentów i dowodów będzie się starał zapewnić klientowi uniknięcie odpowiedzialności. Nawet wówczas, gdy temu… wcale na tym nie zależy.

A to się zdarza. Jak przyznaje przedstawicielka Transbrokers, obecnie przewoźnicy bardzo często biorą na siebie odpowiedzialność, nawet mimo tego, że mogliby jej uniknąć.

– Nie chcą sobie psuć kontaktów z załadowcami – tłumaczy.

Banał, ale ważny – czytaj, co podpisujesz

To nie jedyny problem. Zdarza się, że przewoźnicy cierpią również przez to, że nie czytają dokładnie umów. A tam mogą się znaleźć bardzo niekorzystne zapisy, np. takie, które wymagają, żeby przewoźnik w razie szkody zapłacił załadowcy pełną wartość towaru.

– Nawet mimo tego, że konwencja CMR mówi, że odpowiedzialność wynosi 8,33 SDR (SDR – międzynarodowa jednostka walutowa, pieniądz bezgotówkowy, który ułatwia rozrachunki między np. bankami czy instytucjami finansowymi – przyp.red.) za brakujący kilogram (o ile nie mamy do czynienia z rażącym niedbalstwem lub winą umyślną) – taki zapis będzie miał moc prawną – ostrzega Marta Jurga. – Po prostu zgodnie z konwencją przewoźnik w ramach polisy OCPD będzie odpowiadał do kwoty zapisanej w tym prawie, a pozostała kwota, o ile nie narusza postanowień Konwencji, dochodzona będzie na gruncie prawa cywilnego.

Trzeba również uważać na zapisy związane z opóźnieniami. Bywa, że zleceniodawcy wpisują np. że w razie postoju na granicy nie będą płacić kierowcy dodatkowej stawki dziennej.

– Jeśli przewoźnik zgodzi się na takie rozwiązanie, musi pamiętać, że bez względu na to jaka jest przyczyna wystąpienia sytuacji – przejście zostanie zamknięte z powodu śniegu, czy też gdy celnicy będą prowadzić szeroko zakrojoną akcję kontroli ciężarówek i zatrzymywać je na dłuższy czas, by sprawdzać towar, co się przecież zdarza – zastrzeżenie takiej kary jako opóźnienia w dostawie jest nieważne, o ile narusza odpowiedzialność wskazaną w przepisach prawa. W takiej sytuacji nałożenie kary musi być poprzedzone wykazaniem przez kontrahenta wyliczeniem wysokości poniesionej szkody. Tylko gdy wartość zostanie wykazana, możliwe jest dokonanie potrącenia – przestrzega ekspertka.

Fot. Pixabay/KristianIvanco/public domain

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu