Najważniejszym sektorem eksportowym jest transport. Problemy w handlu z Rosją nie zatrzymały rozwoju tej sfery. Przychody z tytułu eksportu usług transportowych wyniosły 46,3 mld zł – to o 10 proc. więcej, niż rok wcześniej. Transport to w statystykach NBP tak przewóz samochodowy, jak i morski, lotniczy czy kolejowy. Kwalifikują się też usługi pocztowe i kurierskie, oraz przesył energii elektrycznej i rurociągi.
Najważniejszy odbiorcą usług transportowych z Polski to Niemcy. O tym, czy wprowadzona przez nich płaca minimalna odbije się na całej gospodarce, okaże się za trzy miesiące, po opublikowaniu danych za I kw. Jak to się stało, że decyzje Kremla nie odbiły się negatywnie na naszej gospodarce? Odbiorcy spoza Unii Europejskiej odpowiadają za niewiele ponad 20 proc. naszych przychodów z usług transportowych. Co więcej, największym nieunijnym kontrahentem jest nie Rosja, a Szwajcaria (ubiegłoroczna wartość: 2,4 mld zł, wzrost o 30 proc.).
Inne sektory istotne z punktu widzenia eksportu usług to turystyka i pozostałe usługi biznesowe. Tu kryją się dochody z centrów usług otwieranych w Polsce przez międzynarodowe koncerny. Według Polskiej Agencji Inwestycji Zagranicznych w końcu ub.r. w tym sektorze pracowało 150 tys. osób. W 2004 r. usługi biznesowe dawały 13 proc. przychodów z eksportu usług. W ubiegłym roku ich udział był prawie dwa razy większy. „Podróże zagraniczne” przed dekadą były naszym najważniejszym źródłem dochodów z eksportu usług. W tym czasie ich udział spadł z 38 do 23 proc.
Dla wyników bilansu płatniczego ważne jest jednak nie tyle to, jak duże notujemy wpływy, ile uzyskiwane saldo. Pod tym względem najlepiej wypada również transport. W ub.r. dał nam on 20,2 mld zł. Na drugim miejscu jest obrót uszlachetniający, na którym gospodarka zarobiła 10,8 mld zł. – Nie brak międzynarodowych koncernów, które przysyłają do nas wyroby do dalszej obróbki i wykorzystują w ten sposób niskie koszty pracy w Polsce – komentuje Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Nie w każdym typie usług nasza sytuacja jest tak korzystna. Duże deficyty notujemy w usługach finansowych (np. w ubezpieczeniach czy w usługach dla ludności). Najwięcej kosztują nas jednak opłaty z tytułu użytkowania własności intelektualnej. Mowa np. o kosztach patentów, znaków towarowych wykorzystywanych przez zarejestrowane w Polsce spółki córki zagranicznych koncernów oraz wyprodukowanego za granicą oprogramowania czy też praw autorskich do sprzedawanych w Polsce książek, filmów i muzyki. W ubiegłym roku za zagraniczną własność intelektualną zapłaciliśmy ponad 9,4 mld zł – to o 11 proc. więcej niż rok wcześniej. I prawie 10 razy więcej niż wartość praw, jakie za granicę udało się sprzedać podmiotom z Polski w minionym roku. W 2004 r. przewaga zagranicy była jednak niemal 30krotna, więc i w tej kwestii widać postęp.
źródło: gazetaptawna.pl
Autor: Bartłomiej Nowak









