Makam-Trans (zdjęcie poglądowe)

Bałkańscy przewoźnicy znów grożą blokadami granic. Bruksela ma czas do 1 września

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 6 minut

Przewoźnicy z Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry oraz Macedonii Północnej odłożyli kolejną falę protestów na granicach z Unią Europejską. Protesty mają pozostać zawieszone co najmniej do spotkania z Komisją Europejską zaplanowanego na 1 września w Brukseli. Jeśli rozmowy nie przyniosą rozwiązania sporu o limit 90 dni pobytu w strefie Schengen w ciągu 180 dni, blokady mogą wrócić.

Za tym tekstem stoi człowiek - nie sztuczna inteligencja. To materiał przygotowany w całości przez redaktora, z wykorzystaniem jego wiedzy i doświadczenia.

Najważniejsze informacje:

  • Protesty na granicach zostały na razie wstrzymane do spotkania z Komisją Europejską 1 września.
  • Spór dotyczy zasady 90 dni pobytu w strefie Schengen w ciągu 180 dni, stosowanej także wobec zawodowych kierowców z państw spoza Unii Europejskiej.
  • Według danych przywoływanych przez media problem może dotyczyć około 100 tys. kierowców z Bałkanów Zachodnich.
  • Przewoźnicy domagają się jednolitych zasad liczenia pobytu i specjalnych rozwiązań dla kierowców wykonujących transport międzynarodowy.
  • Brak porozumienia może doprowadzić do kolejnych blokad przejść granicznych, zatorów i opóźnień w przewozach między Bałkanami a Unią Europejską.

Na razie granice pozostają otwarte, ale konflikt nie został rozwiązany. Po spotkaniu przedstawicieli sektora transportowego 11 sierpnia w Skopje organizacje przewoźników zdecydowały, że nie rozpoczną od razu nowych blokad. Najpierw chcą poczekać na rozmowy z Komisją Europejską.

Kluczowa data to 1 września. Wtedy w Brukseli ma odbyć się spotkanie, po którym przewoźnicy zdecydują, czy wracają do protestów.

90 dni, które stają się barierą w pracy

Źródłem sporu jest obowiązująca w strefie Schengen zasada, zgodnie z którą obywatele państw trzecich mogą przebywać na jej terytorium maksymalnie 90 dni w okresie 180 dni.

Dla turysty takie ograniczenie jest stosunkowo proste. W transporcie międzynarodowym sytuacja wygląda inaczej. Kierowcy z Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry czy Macedonii Północnej regularnie wykonują przewozy do państw Unii Europejskiej i znaczną część czasu pracy spędzają właśnie na terenie strefy Schengen.

W efekcie kolejne wjazdy i dni spędzone na trasach międzynarodowych wliczają się do dopuszczalnego limitu pobytu. Po jego przekroczeniu kierowca może mieć problemy z ponownym wjazdem do strefy Schengen, mimo że posiada uprawnienia zawodowe, umowę o pracę i dokumenty wymagane do wykonywania transportu.

Przewoźnicy wskazują więc na paradoks: pojazd i ładunek mogą legalnie kontynuować transport, ale kierowca może wyczerpać limit pobytu wynikający z przepisów migracyjnych.

EES zaostrza problem z liczeniem dni pobytu

Znaczenie sporu rośnie wraz z wdrażaniem unijnego Entry/Exit System (EES), czyli elektronicznego systemu rejestracji wjazdów i wyjazdów obywateli państw trzecich.

Dotychczas kontrola czasu pobytu była związana m.in. z analizą stempli w paszportach. Elektroniczna rejestracja pozwala dużo precyzyjniej ustalać, ile dni dana osoba faktycznie spędziła w strefie Schengen.

Według organizacji transportowych właśnie dokładniejsze liczenie pobytu sprawia, że istniejąca od dawna zasada staje się coraz większym problemem operacyjnym. Przedsiębiorstwa muszą uwzględniać nie tylko dostępność pojazdów i ładunków, ale także liczbę dni, które poszczególnym kierowcom pozostały do wykorzystania. Utrudnia to planowanie tras, grafików i terminów dostaw.

Około 100 tys. kierowców może być objętych problemem

Skala sporu wykracza poza pojedyncze przedsiębiorstwa. Według danych cytowanych przez agencję MIA w samej Macedonii Północnej problem ma dotyczyć około 17 tys. kierowców. W całym regionie Bałkanów Zachodnich liczba może sięgać około 100 tys. osób.

Neđo Mandić, przedstawiciel serbskiego sektora transportowego, wskazywał, że część kierowców już zaczęła unikać wybranych tras międzynarodowych z obawy przed problemami podczas kontroli granicznych.

Przewoźnicy nie domagają się przy tym wyłącznie prostego zniesienia limitu. Jednym z głównych postulatów jest jasne i jednolite stosowanie zasad we wszystkich państwach, ponieważ – według przedstawicieli branży – obecnie praktyka na poszczególnych przejściach granicznych może się różnić.

Kierowca zawodowy jak pracownik transgraniczny?

Organizacje transportowe chcą, by sytuacja kierowców międzynarodowych była traktowana inaczej niż zwykły pobyt turystyczny. Ich argument sprowadza się do charakteru wykonywanej pracy. Kierowca nie jedzie do Unii Europejskiej na wypoczynek ani po to, by się tam osiedlić. Przekracza granicę, ponieważ realizuje przewóz, dostarcza ładunek, odbiera kolejny i wraca.

Wśród rozważanych rozwiązań pojawiają się specjalne zasady pobytowe, odrębne zezwolenia lub inne ułatwienia dla zawodowych kierowców. Podobna kwestia trafiła również do Parlamentu Europejskiego, gdzie Komisję pytano o możliwość stworzenia wiz długoterminowych lub specjalnego systemu dla kierowców z Bałkanów Zachodnich. Na razie jednak nie ma rozwiązania, które usuwałoby problem z codziennej działalności przewoźników.

Protesty już raz zatrzymały ciężarówki na granicach

Obecna groźba blokad nie jest pierwszą odsłoną konfliktu. W styczniu przewoźnicy z Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry oraz Macedonii Północnej przeprowadzili skoordynowane protesty na wielu przejściach towarowych prowadzących w kierunku strefy Schengen. Akcja została później zawieszona po rozpoczęciu rozmów z Brukselą i pojawieniu się możliwości stworzenia szczególnych zasad dla kierowców zawodowych. Do połowy sierpnia takie rozwiązanie nie zostało jednak wdrożone.

Dlatego obecne zawieszenie protestów nie kończy sporu. Przewoźnicy dali Komisji Europejskiej czas do spotkania 1 września, ale w przypadku braku konkretnych ustaleń mobilizacja może zostać wznowiona.

Blokady uderzyłyby w kluczowe korytarze transportowe

Skutki ewentualnych protestów nie ograniczałyby się do firm z Bałkanów Zachodnich. Region jest ważnym elementem lądowych połączeń pomiędzy Europą Środkową, południem kontynentu i Adriatykiem. Przez tamtejsze przejścia graniczne przebiegają regularne potoki transportowe obsługujące przemysł, handel i porty. Blokady głównych przejść mogłyby przynieść kolejki pojazdów ciężarowych, opóźnienia dostaw i zakłócenia na korytarzach handlowych między Bałkanami a Unią Europejską.

Dodatkowym problemem może być ograniczenie dostępności kierowców. Jeżeli część z nich będzie zmuszona rezygnować z określonych tras z powodu wykorzystanego limitu pobytu, zdolność przewozowa firm może się zmniejszyć nawet bez formalnego zamknięcia granic.

Wszystko rozstrzygnie się po 1 września

Na razie nowe blokady nie zostały formalnie zapowiedziane. Przewoźnicy deklarują, że chcą kontynuować dialog, ale oczekują jasnych zasad i rozwiązania, które będzie można stosować w codziennej działalności transportowej. Komisja Europejska pozostaje otwarta na rozmowy o problemach sektora, ale jednocześnie podtrzymuje, że obowiązujące zasady Schengen pozostają w mocy.

Dlatego spotkanie 1 września może przesądzić o dalszym rozwoju sytuacji. Jeśli nie pojawi się rozwiązanie akceptowalne dla przewoźników, na granice mogą wrócić protesty znane już z początku 2026 r.

Spór, który na pierwszy rzut oka dotyczy przepisów pobytowych, coraz wyraźniej staje się problemem organizacji transportu międzynarodowego. W centrum pozostaje pytanie, jak pogodzić reguły Schengen z charakterem pracy kierowców, którzy zawodowo regularnie przemieszczają się między państwami.

 

Tagi:

Zobacz również