Trwające od wczoraj protesty są odpowiedzią na coraz bardziej rygorystyczne egzekwowanie zasady 90 dni pobytu w ciągu 180 dni oraz wdrażanie elektronicznego systemu wjazdu i wyjazdu EES. Kierowcy i firmy transportowe alarmują, że nowe realia traktują ich jak turystów, a nie pracowników, co prowadzi do deportacji, zatrzymań i realnych strat finansowych.
Gdzie stanął transport? Kluczowe przejścia i terminale pod blokadą
Blokady objęły jednocześnie kilka państw Bałkanów Zachodnich. W Macedonii Północnej sparaliżowano dziesięć przejść granicznych, w tym największe na styku z Unią Europejską. W Gewgeliji, kluczowym przejściu między Grecją a Macedonią Północną, około 100 ciężarówek zablokowało terminal cargo.
Równolegle protesty wybuchły w Serbii, Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze. W Serbii zablokowano 15 przejść granicznych z Chorwacją, a kolumny ciężarówek sięgały około kilometra. W Bośni i Hercegowinie ciężarówki zatrzymały się na przejściach prowadzących do Chorwacji, natomiast w Czarnogórze blokadą objęto także port Bar nad Adriatykiem, istotny punkt logistyczny dla regionu.
Według organizatorów, w protestach bierze udział około 75 tysięcy ciężarówek z Macedonii Północnej, Serbii, Bośni i Hercegowiny oraz Czarnogóry. Ruch pasażerski odbywa się bez większych zakłóceń, a przepuszczane są transporty leków, zwierząt, służb ratunkowych, wojskowych oraz ładunki niebezpieczne.
Zasada 90/180 i EES: kierowcy mówią o nierównym traktowaniu
Źródłem konfliktu jest zasada 90 dni pobytu w ciągu 180 dni w strefie Schengen, która – w połączeniu z nowym systemem EES – zaczęła być egzekwowana znacznie bardziej rygorystycznie. Elektroniczny system wjazdu i wyjazdu, uruchomiony etapowo 12 października 2025 r., zastępuje stemple w paszportach automatyczną rejestracją, pobiera dane biometryczne i samodzielnie wylicza dopuszczalny czas pobytu.
Dla kierowców regularnie realizujących przewozy międzynarodowe oznacza to szybkie wykorzystanie limitu dni i brak możliwości pracy na stałych trasach przez długie okresy. W samym ubiegłym r. deportowano ponad 100 kierowców, a w ostatnich tygodniach ogłoszono kolejne decyzje o wydaleniu.
To zagraża naszej gospodarce i gospodarce całych Bałkanów. Kierowcy mogą stracić pracę, firmy transportowe zostaną zamknięte” – powiedział Filip Stojanov, kierowca ciężarówki z Macedonii Północnej.
Polska w centrum krytyki przewoźników
W protestach pojawia się także polski wątek, istotny z punktu widzenia rynku transportowego UE. Przedstawiciele bałkańskich firm wskazują Polskę jako jedno z państw, w których kontrole są szczególnie surowe.
Polska jest jednym z krajów o najbardziej rygorystycznym systemie, gdzie kierowcy są zatrzymywani, a następnie wysyłany jest kolejny kierowca, aby ich odwieźć do miejsca przeznaczenia, a do uwolnienia kierowcy zatrudniani są prawnicy. Dlatego koszty rosną. To, co dzieje się z kierowcami, jest bezwzględne” – powiedziała Emilia Arnaudova Hristov na łamach macedońskiego serwisu informacyjnego svobodnaevropa.mk.
Według przewoźników takie działania generują dodatkowe koszty, dezorganizują łańcuchy dostaw i uderzają nie tylko w firmy z Bałkanów, ale również w partnerów z Unii Europejskiej.
„Chcemy prawa do pracy, nie przywilejów”
Protestujący podkreślają, że ich postulaty nie dotyczą zniesienia kontroli granicznych, lecz uznania specyfiki pracy kierowców zawodowych. Żądają wyłączenia ich spod zasad obowiązujących turystów lub wprowadzenia specjalnych rozwiązań wizowych.
Przykro nam, że doszło do takiej sytuacji, ale nie mieliśmy wyboru. W tym proteście domagamy się wyłącznie prawa do pracy – niczego więcej. Prosimy o cierpliwość, bo nie pozostawiono nam innej możliwości” – powiedział tureckiemu portalowi Daily Sabah kierowca ciężarówki Amir Hadzidedic podczas protestu na przejściu granicznym Svilaj między Bośnią a Chorwacją.
Podobne stanowisko prezentują kierowcy autobusów, którzy wskazują, że zatrzymanie kierowcy oznacza pozostawienie pasażerów bez opieki na wiele godzin.
Reakcje polityczne i ostrzeżenia dla gospodarki
Komisja Europejska przyznaje, że obserwuje sytuację. Rzecznik KE Markus Lammert zaznaczył w Brukseli, że choć zasada 90 dni nie jest nowa, Unia jest świadoma, iż kierowcy, sportowcy czy artyści koncertowi mogą potrzebować dłuższego pobytu.
Na poziomie krajowym presja rośnie. Premier Serbii apelował o nadanie kierowcom regionalnym specjalnego statusu, ostrzegając przed „całkowitym sparaliżowaniem” firm transportowych. Z kolei w Macedonii Północnej wsparcie protestującym okazał wicepremier i minister transportu Aleksandar Nikoloski, wskazując trzy możliwe rozwiązania: odroczenie wdrożenia EES, zwiększenie limitu dni pobytu do co najmniej 250 lub wprowadzenie specjalnych regulacji dla kierowców zawodowych, podobnych do rozwiązań stosowanych w Szwajcarii.
Serbska Izba Handlowa przypomina, że ponad 60 proc. wymiany handlowej regionu odbywa się z Unią Europejską, a długotrwałe blokady zagrażają kontraktom, terminowym dostawom i stabilności łańcuchów dostaw – także po stronie unijnych partnerów.
Blace: rząd Macedonii Północnej otwarcie popiera przewoźników
Poparcie dla protestujących przewoźników wyraził także rząd Macedonii Północnej. Wicepremier i minister transportu Aleksandar Nikoloski pojawił się osobiście na przejściu granicznym Blace, gdzie trwała blokada, podkreślając, że protest ma charakter ostrzegawczy i jest sygnałem skierowanym bezpośrednio do państw strefy Schengen.
Chciałbym wyrazić poparcie w imieniu własnym i rządu dla tego protestu przewoźników i dlatego jestem dziś na tym przejściu granicznym, ponieważ ten protest jest ostrzeżeniem. Przewoźnicy chcą pokazać, co będzie się działo od 10 kwietnia. To ostrzeżenie i uważam, że nadszedł czas, aby wykorzystać luty i marzec, a także państwa członkowskie strefy Schengen, na znalezienie rozwiązania” – powiedział Nikoloski.
Minister wskazał trzy możliwe scenariusze wyjścia z impasu. Pierwszym jest odroczenie wdrożenia elektronicznego systemu ewidencji dla przewoźników. Drugim – zwiększenie liczby dni, które kierowcy zawodowi mogą spędzić w strefie Schengen, z obecnych 180 do 250 dni, odpowiednio podzielonych na cykle. Trzecim rozwiązaniem jest traktowanie kierowców zawodowych nie jak turystów, lecz jak profesjonalistów, poprzez wyłączenie ich spod obecnych zasad lub zastosowanie wiz pracowniczych, podobnie jak ma to miejsce w Szwajcarii.
Nikoloski ostrzegł, że brak zmian będzie miał poważne konsekwencje nie tylko dla gospodarki Macedonii i całego regionu, ale również dla gospodarki europejskiej.
Nie zapominajmy, że większość inwestycji zagranicznych w całym regionie pochodzi z krajów Unii Europejskiej i strefy Schengen. To właśnie oni produkują tu głównie półprodukty, które są następnie eksportowane. Nie zapominajmy o produktach rolnych, tranzycie, o tym, co produkuje Grecja i co trafia na północ, a także o głównym korytarzu handlowym Europy Południowo-Wschodniej, czyli Korytarzu 10, który jest krwiobiegiem całej gospodarki” – podkreślił.
Wicepremier zapowiedział również działania dyplomatyczne, informując, że rozmawiał już z ministrem transportu Grecji, a w kolejnych dniach planuje wizytę w Zagrzebiu oraz kontakty z innymi państwami, by wywrzeć dodatkową presję w tej sprawie.
Ostrzegaliśmy od roku, rozmawialiśmy z przedstawicielami Komisji Europejskiej, ale do tej pory nas nie słuchali. Myślę, że po tym sygnale posłuchają i znajdą rozwiązanie, aby nie zahamować rozwoju gospodarki Macedonii, regionu, a nawet Europy” – dodał Nikoloski.
Transport na granicy załamania
Protesty mają charakter bezterminowy i – jak zapowiadają organizatorzy – potrwają do momentu znalezienia realnego rozwiązania. Przewoźnicy ostrzegają, że dalsze ignorowanie problemu doprowadzi do odpływu kierowców z zawodu i załamania sektora transportowego w całym regionie, z konsekwencjami odczuwalnymi daleko poza Bałkanami.
Dla europejskiego rynku transportowego, w tym dla Polski, jest to kolejny sygnał, że zasady mobilności i kontroli granicznych coraz mocniej wpływają na realną zdolność realizacji przewozów międzynarodowych – i że problemu nie da się zamknąć w granicach jednego regionu.













