Rzeczpospolita donosi o problemach z jakimi borykaj się zarówno transportowcy, jak i mieszkańcy przydrożnych miejscowości, których tranzyt wręcz "zalewa".
– 1 lipca wszystkie moje samochody, 18 ciężarówek, zjechały z autostrad na bezpłatne drogi krajowe – powiedział gazecie Artur Judkowiak, przewoźnik z Wielkopolski.
Transportowiec zauważa, że stawki pobierane przez urządzenia viatoll nie pozwalają patrzeć optymistycznie na biznes. Rzeczywiście, jeśli nie wzrosną ceny frachtów, przedsiębiorca będzie zmuszany do szukania innych rozwiązań. Nistety drogi alternatywne, nigdy nie były przystosowane do takiego najazdu ciężarówek. Najbardziej zauważają to urlopowicze, którzy nieświadomie wybierają trasy będące obecnie tańszym rozwiązaniem dla tranzytu.
Artykuł kwituje Eugeniusz Barski, również przewoźnik:
W całym cywilizowanym świecie najpierw buduje się porządną infrastrukturę drogową, a potem się każe za nią płacić. Tymczasem u nas stawia się sprawę od ogona – kasujemy, gdzie się da, a tam, gdzie się nie da, stawiamy znaki ograniczające prędkość albo zakazy wjazdu. A przecież jakoś towar trzeba dowieźć, prawda?
Zarządcy dróg uważają że jest to sytuacja chwilowa. Być może już w niedalekiej przyszłości alternatyw nie będzie, za to pojawią się nowe znaki drogowe. Znaki, które będą informować o ograniczeniu tonażowym…
Autor: Bogumił Paszkiewicz











