Niemiecki portal transportowy verkehrsrundschau.de przeprowadził wywiad z europosłem Michałem Bonim na temat zbliżających się wyborów do Bundestagu w Niemczech oraz wspólnych interesów Polski i jej sąsiada z Zachodu.
W wywiadzie dla VR były minister cyfryzacji, obecnie europoseł, Michał Boni wypowiada się na temat zadań przyszłego kanclerza i znaczenia wyborów do Bundestagu dla całej UE. Wg Boniego wybory te należą do najważniejszych w Unii, ponieważ Niemcy reprezentują ogromny rynek.
Padło też kilka słów o transporcie
Boni opowiada o wspólnych interesach gospodarczych Polski i Niemiec w zakresie rozwiązań IT w przemyśle, automatyzacji procesów produkcyjnych czy robotyki. Zauważa jednak, że Polaków i Niemców dzieli podejście do transportu:
Polska i Niemcy reprezentują odmienne interesy z pewnością w kwestii zastosowania dyrektywy o delegowaniu pracowników w sektorze transportu. Jeśli kierowca ciężarówki będzie traktowany jako pracownik delegowany, przyniesie to daleko idące konsekwencje dla polskich przedsiębiorstw, które realizują przynajmniej jedną czwartą transportu towarów w Europie.”
Nie sposób nie zgodzić się z powyższą wypowiedzią, niemniej jednak dalszy przebieg rozmowy VR z Michałem Bonim może wprowadzić czytelnika w pewną konfuzję. Czyje interesy reprezentuje polski europoseł?
Na pytanie, czy Europa i Polska domagają się, by Merkel i Niemcy pełniły wiodącą rolę w Unii Europejskiej, były szef resortu cyfryzacji odpowiada:
Niemcy są nie tylko centralnym politycznym członkiem UE, to także centralna gospodarka. Fakt, że Niemcy są największą potęgą gospodarczą w UE, zobowiązuje jednocześnie do przejęcia odpowiedzialności na płaszczyźnie gospodarczej. Jednocześnie Niemcy są gwarantem wartości leżących u podstaw UE: praw człowieka, wolności, praworządności. Niemcy są członkiem UE, z którego Unia nie może zrezygnować. Niemcy nie tylko powinny odgrywać wiodącą rolę w Europie, ale także się od nich tego oczekuje”.
Komentarz redakcji:
Tak, europoseł Boni ma rację – Niemcy są potęga gospodarczą. Są potęgą między innymi dlatego, że bez względu na opcję polityczną, Niemcy bezkompromisowo bronią interesów swojej gospodarki. Jedną z form tej obrony jest właśnie lobbing na rzecz dyrektywy o delegowaniu pracowników.
Podobnej solidarności i determinacji brakuje natomiast nam i to w momencie, gdy ich najbardziej potrzebujemy. Kuriozalna wypowiedź europosła Boniego może być tego najlepszym przykładem i jest wyjątkowo groźna szczególnie w kontekście transportu. Brzmi jak wywieszenie białej flagi jeszcze zanim potyczka się rozpoczęła.
I nie chodzi tu o jakiś bezsensowny opór czy prowokowanie konfliktów. Taka taktyka prowadzi tylko do izolacji, a to z kolei nie pomaga w wypracowywaniu kompromisów. Chodzi o zbudowanie szerokiego frontu, konsekwentnej strategii, która stanowiłaby silną przeciwwagę dla polityki Niemiec czy Francji. Cała nasza nadzieja w europosłach (nie tylko zresztą polskich, ale ogólnie rzecz biorąc – wschodnich), którzy są najbliżej tematu w instytucjach europejskich. Ale to właśnie my – przewoźnicy, przedstawiciele organizacji transportowych, mediów – powinniśmy ich (równie solidarnie) motywować, dostarczać argumentów i danych, jeśli trzeba do wywierać presję. Bez tego – oczekiwanie europosła Boniego o przewodniej roli Niemiec – szybko się ziści.
Foto: flickr.com











