Za kilka tygodni projekt trafi do marszałka Sejmu. Z pewnością wywoła on liczne protesty ze strony miast i gmin, które w wyniku wdrożenia projektu stracą znaczną część wpływów do budżetu.
Autorzy projektu wyjaśniają, że celem ich działań jest oczyszczenie funkcji fotoradarów, które z całą pewnością nie powinny być traktowane przez gminy jako źródło dochodów. Po wprowadzeniu zmian, pieniądze z mandatów mają trafiać na konto Krajowego Funduszu Drogowego. Projekt wpłynie także na funkcjonowanie ITD, która straci możliwość fotografowania aut z ukrytych, mobilnych urządzeń i nagrywania kierowców z nieoznakowanych samochodów. Taki przywilej zachowa jedynie policja, która jako jedyna będzie mogła także punkty karne.
Projekt zakłada, że za zdjęcie z fotoradaru kierowca nie otrzyma punktów karnych. W zamian ulegnie podwyższeniu kwota mandatu. Karę za przekroczenie prędkości płacić będzie właściciel samochodu, a nie kierowca. Im wyższe będzie przekroczenie prędkości, tym wyższy mandat. Kwoty grzywien będą zależały od średniego wynagrodzenia. Przykładowo; w przypadku przekroczenia prędkości do 11 km/h mandat wyniesie 1,5 % średniego wynagrodzenia. Przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym będzie wiązało się z podwojeniem kary. W przypadku, kiedy kierowca załamie przepisy po raz czwarty w tym samym roku, czwarty i każdy kolejny mandat będzie kosztował go o połowę więcej niż zazwyczaj. Wynika z tego, że maksymalna kwota mandatu z fotoradaru może wynieść nawet 2200 zł.
źródło: motoryzacja.interia.pl
Autor: Bogumił Paszkiewicz





![Dokręcanie śruby przewoźnikom trwa. Kto przetrwa i co musi zmienić? [WYWIAD]](https://cdn-trans.info/uploads/2026/03/a1289a0f8705bc4be556ae72978-1024x640.webp)



