Do tej pory minister infrastruktury nie afiszował się ze swoją osobą. Okazją do ponownego pokazania się w mediach było właśnie otwarcie 62-kilometrowego odcinka autostrady A1 wiodącej z Torunia na wybrzeże. – To wielka frajda kończyć budowę tego fragmentu autostrady. To my podpisaliśmy umowę ze spółka GTC i w czasie rządów Donalda Tuska droga została zbudowana, a teraz możemy udostępnić ja kierowcom – chwalił się Grabarczyk.
Zapytany o swoje stanowisko, odpowiedział, iż żegna się z nim. – To będzie ostatni otwierany przeze mnie odcinek, ale zrobię to z dużą satysfakcją. To jest sztafeta, ktoś przygotowuje, ktoś buduje, ktoś otwiera. Mój potencjał został odpowiednio wykorzystany. Cztery lata to dużo. Przede mną tak długo wytrzymał na funkcji ministra odpowiedzialnego za transport minister Liberadzki, ale on niewiele budował – tłumaczył minister.
Trzeba przyznać, że spośród wszystkich ministrów w rządzie Tuska, to właśnie Grabarczyk cieszył się najmniejszą popularnością. Zasługa w tym chaosu na kolei i zastojów w budowie autostrad. Nawet przed wyborami pojawiały się głosy, że w następnej kadencji funkcji tej nie będzie już pełnić.
Autor: Łukasz Majcher










