Według wstępnych danych duńskiego operatora systemu opłat– spółki Sund & Bælt – duńskie służby wystawiają średnio 1,2 tys. mandatów tygodniowo za brak prawidłowej opłaty drogowej. Daje to prognozę ponad 62 tys. kar rocznie. Od 1 lipca br. wysokość mandatu za brak wniesienia opłaty została podwojona do 9 tys. koron duńskich, co jeszcze bardziej zwiększyło ciężar finansowy dla przewoźników.
Jednak już pierwsze półrocze pokazało, że skala naruszeń jest jeszcze większa. Færdselsstyrelsen (Duńska Agencja Transportu) informuje, że tylko między styczniem a czerwcem wystawiono około 37 tys. mandatów, co w przeliczeniu na cały rok daje nawet 75 tys. spraw – znacznie powyżej założeń. Duńska organizacja przewoźników Dansk Transport og Logistik (DTL) szacuje, że kary za nieuiszczone myto w tym roku sięgną łącznej wartości ponad 560 mln koron duńskich (ok. 320 mln zł).
Zagraniczne firmy na celowniku
Najwięcej problemów z nowym systemem mają przewoźnicy zagraniczni. Choć odpowiadają za mniej niż 25 proc. ruchu ciężarowego w Danii, to właśnie na nich przypada ok. 2/3 wszystkich kar.
W statystykach szczególnie wyróżniają się przewoźnicy z Polski. Polskie ciężarówki otrzymały w pierwszym półroczu 7 133 mandaty, a opłaconych zostało 1 393. To oznacza, że blisko 80 proc. kar nie zostało uregulowanych.
Podobny problem dotyczy przewoźników z Rumunii i Bułgarii – odpowiednio 2 476 i 2 240 mandatów, z czego uregulowano zaledwie 349 i 434. Dla porównania, w przypadku ciężarówek z Niemiec ściągalność jest wyższa: z 4 307 mandatów opłacono 1 572.
Krytyka branży i problemy z egzekucją
Duńska organizacja przewoźników DTL alarmuje, że system działa zbyt restrykcyjnie, a proces odwoławczy jest chaotyczny. Organizacja wskazuje przypadki, w których identyczne naruszenia były raz anulowane, a raz podtrzymywane – co generuje dodatkowe koszty i obciążenia administracyjne zarówno dla firm, jak i organów ścigania.
Nie powinno tak być, że mandaty są rozpatrywane indywidualnie, a nie w odpowiednich sprawach zbiorczych, jeśli chodzi o ten sam błąd w tej samej lokalizacji, który doprowadził do wystawienia wielu mandatów w ciągu kilku dni. Istnieją przykłady, w których ten sam incydent doprowadził do anulowania jednej grzywny, a utrzymania drugiej. To stwarza dodatkową pracę dla wszystkich: przewoźników i władz, w tym prokuratury i sądów – podkreśla Ove Holm, szef działu polityki gospodarczej w DTL.
Według organizacji kolejnym problemem jest ściągalność kar od firm spoza Danii.
Jest jasne, że egzekucja w przypadku przewoźników zagranicznych będzie wyzwaniem. Mamy złe doświadczenia z niezapłaconymi mandatami parkingowymi i obawiamy się powtórki tego scenariusza – dodaje Holm.
Kary dotkliwe, ale skuteczność wątpliwa
Mandat w wysokości 9 tys. koron duńskich (ok. 5 400 zł) to kara, która może mocno uderzyć w budżet małych i średnich firm transportowych. Dla przewoźników powtarzające się mandaty za błędy w obsłudze systemu mogą oznaczać koszty liczone w dziesiątkach tysięcy złotych.
Jednak bez skutecznych narzędzi do egzekucji kar od firm zagranicznych duński system może w praktyce karać głównie przewoźników krajowych, podczas gdy część zagranicznych firm – w tym z Polski – unika faktycznej odpowiedzialności.
Naruszenia systemu myta w Danii – I półrocze 2025
Kraj pochodzenia ciężarówki | Liczba mandatów | Liczba zapłaconych mandatów | Odsetek zapłaconych |
Bułgaria | 2 240 | 434 | 19,4 proc. |
Dania | 11 881 | 3 155 | 26,6 proc. |
Niemcy | 4 307 | 1 572 | 36,5 proc. |
Polska | 7 133 | 1 393 | 19,5 proc. |
Rumunia | 2 476 | 349 | 14,1 proc. |
Pozostałe kraje | 9 060 | 3 140 | 34,6 proc. |
Łącznie | 37 097 | 10 043 | 27,1 proc. |