Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Parlament Europejski i kraje członkowskie Wspólnoty Europejskiej porozumiały się w sprawie dyrektywy o pracownikach delegowanych. To nie jest dobra wiadomość. – Niestety polskiemu rządowi nie udało się poprawić szczególnie niekorzystnych zapisów – komentuje kształt nowych zapisów europosłanka PO Danuta Jazłowiecka, członkini Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych.

Zgodnie z nowymi przepisami, okres delegowania będzie wynosił tylko 12 miesięcy, a nie 24, jak wcześniej proponował Parlament Europejski, a na czym bardzo zależało polskim firmom. W wyjątkowych przypadkach ten okres będzie mógł zostać wydłużony o dodatkowe sześć miesięcy. Później pracownika będzie już dotyczyć tylko prawo obowiązujące w kraju, do którego został wydelegowany.

Potężna biurokracja

To nie jedyna, ważna zmiana. Emocje wzbudza również fakt, że państwa europejskie będą mogły stosować wobec firm delegujących pracowników „układy zbiorowe reprezentatywne dla danego obszaru geograficznego lub sektora” – czytamy w komentarzu europoseł. W takich dokumentach mogą być zawarte informacje dotyczące stawek (dużo wyższych, niż wynikające z prawa krajowego) lub czasu pracy. To rodzi ogromne, biurokratyczne problemy, nie tylko ze względu na to, że dokumentów mogą być setki w każdym kraju Wspólnoty.

– Układy zbiorowe często liczą kilkaset stron, nie zawsze są podawane do wiadomości publicznej i brak jest ich tłumaczeń na języki UE. W Parlamencie wywalczyliśmy zapis, aby obowiązywały tylko układy zbiorowe opublikowane na jednolitych stronach internetowych. Niestety zapis na ten moment nie znalazł się w porozumieniu – alarmuje Jazłowiecka.

Co z wynagrodzeniami?

Co więcej, w porozumieniu znalazł się również zapis mówiący o tym, że właściciele firm wysyłających pracowników do innych krajów Unii Europejskiej, będą musieli płacić nie tylko stawkę minimalną, ale również identyczne dodatki, jakie otrzymują miejscowi. Dla samych pracowników może być to dobra wiadomość, niestety nie dla firm.

– Problemem jest dostęp do informacji na temat tego, z czego składa się wynagrodzenie. Jednolite strony internetowe nadal nie działają tak jak należy, a bez jasnej informacji firmom będzie trudno przestrzegać wszystkich praw pracowniczych – ostrzega europoseł dodając przy tym, że w regulacji pojawiła się klauzula ochronna, którą będzie można stosować w sytuacji, gdy na jednolitych stronach internetowych pojawią się błędy lub też nie będzie w ogóle jakichkolwiek informacji dotyczących wynagrodzeń.

Zmiany dwa razy szybciej

Co to wszystko oznacza dla branży? – Te nowe zasady zaczną także obejmować usługi transportowe w momencie wejścia w życie Pakietu Mobilności, nad którym obecnie pracujemy. Do tego czasu przedsiębiorcy będą musieli nadal radzić sobie z niejasnością czy i jak stosować prawa krajowe dotyczące minimalnego wynagrodzenia – wynika z oświadczenia, przesłanego Trans.INFO przez Danutę Jazłowiecką.

– Obecnie w Parlamencie pracujemy nad Pakietem Mobilności, w ramach którego mamy wypracować zasady, według których w przyszłości wobec kierowców i firm transportowych będziemy stosowali dyrektywę o delegowaniu. W przypadku transportu piłka jest więc nadal w grze. Niezmiernie ważne będą decyzje dotyczące tego czy i na jakich zasadach delegowanie będzie obejmowało tranzyt, transport międzynarodowy czy kabotaż. Ważny będzie także zakres stosowania zasad regulujących delegowanie. W rewizji przewidziano specjalne wymogi dotyczące delegowania długoterminowego oraz możliwość stosowania wobec firm układów zbiorowych reprezentatywnych dla danego obszaru geograficznego oraz sektora. Ważne, aby przynajmniej te zasady nie obowiązywały transportu, gdyż wygenerują ogromne obciążenia administracyjne szczególnie dla sektora MŚP – dodaje europoseł.

Na początek jednak porozumienie w sprawie dyrektywy o pracownikach delegowanych musi jeszcze zaakceptować Rada UE (czyli poszczególne kraje, bowiem jak na razie porozumienie, w imieniu wszystkich, zawarła Bułgaria, pełniąca prezydenturę we Wspólnocie) oraz większość Parlamentu Europejskiego – czytamy na stronie eppgroup.eu. Jak szacuje Jazłowiecka, może to nastąpić „na przełomie kwietnia i czerwca”.

W październiku sprzeciw wobec wielu zapisów dyrektywy o delegowaniu pracowników wyraziła nie tylko Polska, ale również Węgry, Łotwa i Litwa. Jeśli dyrektywa zostanie zaakceptowana, wówczas jej zapisy będą musiały być przestrzegane już po dwóch latach od jej wejścia w życie.

– Nie udało się utrzymać 4-letniego okresu przejściowego, co dawałoby firmom więcej czasu na dostosowanie się. W zeszłym tygodniu przekazałam moje uwagi zarówno minister Rafalskiej oraz ministrowi Szymańskiemu, a także negocjatorce z ramienia Parlamentu Europejskiego – Elisabeth Morin-Chartier. Niestety polskiemu rządowi nie udało się poprawić szczególnie niekorzystnych zapisów – komentuje w oświadczeniu Danuta Jazłowiecka.

KOMENTARZ REDAKCJI

Zaproponowane zmiany to silne uderzenie w firmy ze wschodniej części Wspólnoty Europejskiej, przede wszystkim w Polskę. Skomplikowane i niejasne regulacje mogą poważnie utrudnić, a może nawet uniemożliwić pracę wielu firm. Danuta Jazłowiecka mówi wprost: “Dostosowanie się do nowych zasad będzie szczególnie trudne dla małych i średnich przedsiębiorstw, gdyż będzie wymagało to doskonałej znajomości prawa obowiązującego w krajach UE”. A tych przecież w transporcie nie brakuje.

Wiele kontrowersji wzbudza konieczność płacenia stawek minimalnych kierowcom, może się jednak okazać, że dużo większym problemem dla branży będzie biurokracja, niosąca za sobą konieczność poniesienia ogromnych kosztów, z którymi mali przedsiębiorcy mogą sobie nie poradzić. Tym bardziej, że jak pokazuje chociażby kwestia układów zbiorowych, wymogi dyrektywy nakładają moc obowiązków, nierzadko absurdalnych, ale nie zapewniają żadnych narzędzi, które mogłyby umożliwić ich dopełnienie.

Fot. Pixabay/MonikaP

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu