Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Aleksander Łukaszenka coraz częściej wspomina o zmianach tras dla białoruskich towarów. Najpierw oznajmił, że planuje część ładunków przekierować do portów rosyjskich, teraz zainteresował się tranzytem i ciężarówkami z Unii Europejskiej. A wszystko w jednym celu – żeby omijać “wrogich sąsiadów”.

O planie wstrzymania eksportu towarów przez porty sąsiadów i skierowania ich do rosyjskich – Ust-Ługa nieopodal granicy z Estonią i Petersburga, najważniejszego rosyjskiego portu na Bałtyku – Łukaszenka mówił jeszcze w sierpniu. W taki sposób prezydent Białorusi chce zmienić trasy transportowe, by ominąć Litwę i Łotwę, które “podpadły” mu po ogłoszeniu sankcji. 

Jak się okazuje, Rosja jest zainteresowana tym pomysłem. Zdaniem prezydenta Białorusi, obecnie “trwają negocjacje w sprawie przekierowania białoruskich ładunków (produktów ropopochodnych, nawozów potasowych i innych towarów) do portu Ust-Ługa”. Potwierdził to rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak, który zaznaczył, że Rosja rzeczywiście “opracowuje warunki”. To dobra wiadomość dla Łukaszenki, który takim sposobem może obejść również porty polskie. Białoruski prezydent już dał do zrozumienia, że na sankcje każdego państwa odpowie kontrsankcjami i wstrzymaniem tranzytu – w tym także dla Polski.

Łukaszenka na tym jednak nie poprzestaje. Kilka dni temu podczas spotkania z szefem Komitetu celnego Białorusi wyraził “zainteresowanie sytuacją na granicach z Litwą, Łotwą i Polską” i omówił kwestię reorientacji białoruskich ładunków także w transporcie drogowym. 

– 40 proc. ciężarówek, wjeżdżających na teren Białorusi, przyjeżdża z Litwy i Łotwy. Jeśli weźmiemy się za ten potok, litewskie centra logistyczne stracą jedną czwartą tego wolumenu – oznajmił w rozmowie z Jurijem Senko, szefem Komitetu Celnego.

-
+

Aleksander Łukaszenka na spotkaniu z Jurijem Senko, szefem Komitetu Celnego Białorusi/Fot. Belta.by

Czy to już na poważnie?

W ubiegły poniedziałek na białoruskich przejściach granicznych z Litwą, Łotwą i Polską w kolejkach oczekiwało prawie 1,1 tys. ciężarówek. Litewscy przewoźnicy przypuszczają, że to oznacza, iż Łukaszenka właśnie się “wziął” za ten transport. Litwa zarzuca Białorusi celowe blokady, choć strona białoruska to neguje.

– Przestojom na granicach winni są sami przewoźnicy i kierowcy, przede wszystkim litewscy. Są firmy, które starają się unikać opłat celnych i nie deklarują towarów lub zaniżają ich wartość – informuje białoruska służba celna. Jednocześnie podaje, że w ciągu doby funkcjonariusze wykrywają ponad tysiąc takich naruszeń.

Celnicy zwracają uwagę na nielogiczne trasy przepływu ładunków. Ciężarówki z towarami jadą z Litwy, podczas gdy ich krajem produkcji są inne państwa członkowskie UE. Na przykład, towary z Polski są najpierw wysyłane na Litwę, a stamtąd – na Białoruś. 

– Zatem co się dzieje? Firmy narzekają na przerwy w dostawach, spowodowane kontrolami na granicach, a same aktywnie naruszają prawo. Nie możemy na to pozwolić – powiedział Edward Daniłowicz, szef Departamentu ds. Zwalczania Kontrabandy Komitetu Celnego.

Zaostrzenie kontroli przewoźników drogowych na Białorusi doprowadziło do tego, że litewskie firmy zaczęły wysyłać część swoich ładunków przez granicę łotewsko-rosyjską, omijając Białoruś. Problem polega jednak na tym, że rosyjskie przejście nie jest przystosowane do takiego ruchu. “Zaczęły się pojawiać zatory również i na granicy Łotwy z Rosją” – powiedział Romas Austinskas, prezes zrzeszenia przewoźników drogowych Linawa.

Choć sytuacja się unormowała i od dwóch tygodni na granicach z Białorusią panuje względny spokój, przedsiębiorcy szykują plany awaryjne. Dotąd litewskie ciężarówki oczekiwały na granicach nawet po trzy dni. Dla Litwy to strata w wysokości 280 tys. euro za każdy dzień przestoju. Na razie Litwini mają jedną możliwość pominięcia Białorusi – przez Łotwę. W grę wchodzi również długa trasa przez Polskę, choć ten objazd wynosi około 350 km, jest mało opłacalny i będzie dostępny do momentu, aż Białoruś nie ograniczy ruchu również na granicy z Polską.

Sojusz, ale gdzie logika?

Na początku września Aleksander Łukaszenka przyznał, że ​​reorientacja przepływu towarów  z portów Litwy do Federacji Rosyjskiej byłaby nieopłacalna, choć “stawki zawsze można negocjować”. Czy zdrowy rozsądek przegra z urażoną dumą? Wiele wskazuje na to, że Łukaszence chodzi już tylko o zaszkodzenie sąsiadom, niezależnie od tego, czy jego działania mają ekonomiczną rację bytu.

Jako przykład takiego podejścia można podać propozycję zbudowania białoruskiego portu w obwodzie leningradzkim w Rosji, który byłby w stanie obsługiwać potrzeby śródlądowej Białorusi. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś zamierzał budować nowy port, choć Rosja wyszła z propozycją zainwestowania w terminale istniejące lub będące w budowie. Władze obwodu leningradzkiego zaproponowały Łukaszence trzy terminale w porcie Ust-Ługa – dla ładunków uniwersalnych, nawozów mineralnych i towarów kontenerowych.

Wiele wskazuje na to, że Łukaszenka może się zgodzić na takie rozwiązanie. Białoruś ma już podobne doświadczenie z portem Kłajpeda na Litwie, w który skutecznie inwestuje od ponad dekady. W 2013 r. przepływ białoruskich ładunków przez litewski port wyniósł 9 mln ton ładunków, w 2019 r. już ponad 16 mln ton.

W okresie od stycznia do sierpnia przez granicę celną Białorusi z krajami bałtyckimi, Polską i Ukrainą przetransportowano 71 mln ton towarów – 15 proc. mniej, niż w tym samym okresie ubiegłego roku. “Winę” za to ponosi częściowo Rosja, która ograniczyła sprzedaż produktów ropopochodnych do państw Europy Zachodniej. Poza tym na początku roku Moskwa wstrzymała dostawy rosyjskiej ropy na Białoruś, przez co władze w Mińsku musiały dokonać dużych zakupów ropy w Stanach i Norwegii. Dostarczono ją właśnie przez port w Kłajpedzie. 

Zdaniem Algisa Latakasa, szefa portu w Kłajpedzie, z punktu widzenia politycznego reorientacja przepływu białoruskich ładunków oczywiście może nastąpić, jednak “nie nastąpi szybko”. 

– Na to potrzeba parametrów technicznych, zorganizowanego łańcucha logistycznego, specjalistycznych terminali. To nie może się wydarzyć w najbliższej przyszłości. W każdym razie, logiki w tych działaniach nie ma – stwierdził Algis Latakas.

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu