To przestępstwo nie mogło się udać. Przynajmniej nie w dobie nawigacji satelitarnej i wszechobecnego monitoringu. Dzmitry K. pracuje dla rosyjskiej firmy transportowej posiadającej filię w Polsce. 16 lipca wyjechał z transportem (do Niemiec) prawie trzystu telewizorów plazmowych. Ich łączna wartość to ponad 330 tys. zł. Następnego dnia rano udał się na podłódzką stacji paliw mówiąc, że zrabowano mu TIR-a między Głownem a Łowiczem. Na policji zeznał, że w nocy drogę zajechał mu ciemny samochód – volkswagen passat lub skoda octavia – z niebieskim "kogutem" na dachu. Mężczyzna w troju policjanta kazał mu przesiąść się do osobówki. Tam z kolei spojono go alkoholem, po którym zasnął. Następnego dnia obudził się w lesie, z którego dotarł na stację paliw.
"Skradzionego" pojazdu nie trzeba było długo szukać. Odnalazł się na leśnym parkingu, ale bez transportu telewizorów. Mercedes był wyposażony w system GPS. Policja sprawdziła, że nadajnik został zdjęty 16 lipca o godz. 23:55. Wcześniej auto zatrzymało się o 22.42 w pobliżu stacji paliw w miejscowości Dachowa. To właśnie zapisy kamer z tej stacji stały się przysłowiowym gwoździem do trumny sprawców. Okazało się bowiem, że kilkadziesiąt minut wcześniej pojawiło się tam dwóch mężczyzn w audi i mercedesie, rozmawiających przez telefony komórkowe i obserwujących trasę. Po zatrzymaniu się TIRa, podjechali do niego. Z audi korzystał Krzysztof S., a mercedesa – Michał K. Policjanci znaleźli przy nich telefony komórkowe, z których kontaktowali się ze sobą. Na ich nieszczęście aparaty logowały się w stacjach bazowych wzdłuż trasy przejazdu TIR-a.
Analiza zapisów z GPS i kamer, logowania telefonów komórkowych i połączeń dała jasny wniosek – to Dzmitry K., Krzysztof S. i Michał K. ukradli ciężarówkę z towarem. Jednak żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy.
Autor: Łukasz Majcher









