Masz newsa? Powiedz nam o tym!

70 proc. kierowców przyznaje, że było świadkiem wypadku drogowego, ale tylko 45 proc. twierdzi, że wie, co powinna w takiej sytuacji zrobić. Co więcej, jedynie 16 proc. podjęłoby się działania. Wśród tych, jak się okazuje, nielicznych, jest Antoni Mikołajczyk, dzięki któremu udało się uratować starszą kobietę. Reanimował mimo stresu i wrogiego zachowania kierowcy samochodu osobowego.

Na początku tego roku Mikołajczyk, kierowca zawodowy, w czasie wykonywania pracy nieopodal Ząbkowic Śląskich, na poboczu zauważył leżącą kobietę. O tym, jak wyglądała akcja ratunkowa, utrudniona między innymi przez napastliwego biznesmena, opowiada w wywiadzie z Fundacją Truckers Life, która prowadzi program HeroTrucker, opierający się m.in. na organizacji szkoleń z pierwszej pomocy.

Truckers Life: Pamiętasz dzień, kiedy to się stało? Jak znalazłeś się na tej trasie?

Antoni Mikołajczyk: To był zwykły dzień. Wstałem rano, pojechałem do pracy i był to pierwszy kurs, który miałem zaplanowany na ten dzień. Zobaczyłem na poboczu dziecięcy wózek. Zwrócił moją uwagę, bo był taki ładny, pstrokaty. Obok niego, na ziemi, leżała starsza kobieta.

Zazwyczaj niestety ludzie w takich sytuacjach myślą sobie, że ktoś śpi na chodniku, bo jest pod wpływem alkoholu, jednak ten ładny wózek nie pasował mi do tego rodzaju sytuacji.

Zatrzymałem się – to nic nie kosztuje, prawda? Kobieta nie dawała oznak życia. Krzyczałem: “Halo, halo, przepraszam”, chwyciłem ją za rękę, ale to nic nie dało. Zadzwoniłem pod 112. Na pytanie – “Gdzie jestem” nie potrafiłem udzielić odpowiedzi. Podbiegłem do tablicy z nazwą miejscowości. To były Bobolice. W międzyczasie obok mojej ciężarówki zatrzymała się kobieta jadąca samochodem osobowym. Podpowiedziała, że znajdujemy się obok szkoły, i taką wiadomość przekazałem dyspozytorowi. Ten zaczął mnie instruować, jak mam przeprowadzić resuscytację.

Zupełnie sam?

Kobieta z osobówki pomogła mi ułożyć poszkodowaną na plecach. Zacząłem reanimować. Ja naciskałem na klatkę piersiową, a tamta pani zaczęła dmuchać. Po około 5-6 minutach starsza kobieta ocknęła się. Otworzyła oczy i zaczęła oddychać.

To jednak nie potrwało długo. Po chwili kobieta znów zamknęła oczy, przestała reagować i oddychać. To był chyba najtrudniejszy moment, bo wtedy dotarło do mnie, co tak naprawdę się dzieje. Na dodatek wokół nas zaczęli gromadzić się ludzie, zatrzymywali się też inni kierowcy.

Dalej kontynuowałem reanimację. Usłyszeliśmy, że nadjeżdża karetka. Podszedł do mnie medyk i powiedział: “Dobrze, licz jeszcze głośniej”, po czym kiedy doliczyłem do 30, odsunął mnie i podjął akcję ratowniczą.

Skąd wiedziałeś, co należy robić w takiej sytuacji? Przechodziłeś wcześniej jakieś szkolenie?

Wielokrotnie. Od 14 lat jestem kierowcą zawodowym, pracowałem dla różnych firm i w każdej przeszedłem szkolenie z pierwszej pomocy.

Mam też wszystkie kategorie prawa jazdy, więc przy każdym kolejnym kursie przechodziłem takie szkolenie. Aż wreszcie – w zasadzie od technikum angażowałem się we wszystkie wolontariaty, związane z pomaganiem, również z ratowaniem. Jestem także członkiem Klubu Ośmiu, a w związku z tym za każdym razem kiedy jeździłem z ekipą do domów dziecka i hospicjów, przechodziliśmy kurs pierwszej pomocy.

Jestem także zapalonym motocyklistą i często uczestniczę w szkoleniach z pierwszej pomocy na różnych zlotach.

Spore doświadczenie.

Jasne, mam wiedzę. Okazało się jednak, że kiedy przychodzi co do czego, masa tej wiedzy ulatuje z głowy. Wiedziałem, jak sprawdzić czy kobieta oddycha, w którym miejscu należy ułożyć ręce podczas resuscytacji, ale przez stres nie potrafiłem sobie przypomnieć, ile razy należy ucisnąć, ile zrobić wdechów. Kiedy trenowałem “na sucho”, nie miałem z tym problemu. Na szkoleniach każdy to pamięta. Ale kiedy już ktoś leży przed tobą i nie oddycha…

Kiedy ta pani się ocknęła, zeszła ze mnie cała adrenalina i poczułem ulgę. Wtedy jednak znów zamknęła oczy, a mnie dopadł największy stres. Nigdy nie uważałem siebie za tchórza, ale w tym momencie naprawdę nie wiedziałem co dalej. Szczęśliwie, nie spanikowałem, udało mi się działać dalej.

Jak bardzo pomogło ci, że obok znajdował się ktoś jeszcze, gotowy by pomóc?

Bardzo. Bez tej pani z osobówki nie byłbym w stanie zająć się tym wszystkim naraz. Bardzo mi pomagała!

Niestety byli też ludzie, którzy przeszkadzali. Kiedy prowadziłem reanimację, słyszałem, że w tle toczy się awantura. Dopiero później dowiedziałem się, co się stało. Moja ciężarówka stała na prawym pasie, a tuż przy lewym leżała kobieta, którą reanimowałem. Jadący z przeciwka kierowcy zatrzymali się, aby nikt na nas nie najechał. Wtedy jednak z jednego z aut wyskoczył jakiś człowiek, któremu bardzo spieszyło. Krzyczał, że jest biznesmenem i zażądał, abym natychmiast odjechał ciężarówką, a reanimacją zajął się ktoś inny. Pomiędzy nim a gapiami wywiązała się awantura. W końcu tłum go stamtąd wypchnął.

Straszne. Z perspektywy czasu, co byś poradził innym kierowcom, którzy znaleźliby się w podobnej sytuacji? Ratować jednak, jechać dalej?…

Oczywiście, że ratować! To jest stresujące, ale naprawdę nie możemy być obojętni na drugiego człowieka. Myślę, że nie ma ludzi lepszych czy gorszych, a właściwie każdy z nas ma rodzinę, przyjaciół i bliskich i każdy chciałby, aby ktoś w razie potrzeby udzielił im pomocy.

Nie potrafię zrozumieć zachowania ludzi, którzy wcześniej tamtędy przejechali. Jak można kogoś tak po prostu zostawić, ominąć? Z tego co wiem, ta kobieta miała zawał, właśnie szła do przedszkola, aby odebrać wnuczka. Dlatego na szczęście wózek był pusty. A co, gdyby było w nim małe, bezbronne dziecko, a obok umierała jego babcia?

Zresztą, niezależnie od sytuacji ratować po prostu trzeba. Nasze prawo mówi, że za nieudzielenie pierwszej pomocy grożą konsekwencje. I to poważne. Ale zostawmy prawo, bo nie chodzi już nawet o przepisy, ale po prostu o bycie człowiekiem. Dlatego nie czuję się bohaterem. Zrobiłem, co trzeba było.

HeroTrucker

– to wieloletni program zainicjowany przez Fundację Truckers Life, która zajmuje się wspieraniem kierowców zawodowych. W 2020 roku w ramach projektu przeprowadzona zostanie seria szkoleń z pierwszej pomocy w wypadkach drogowych. Celem programu jest również edukacja, uświadamianie i motywowanie do działania. Tym samym – poprawa niewesołych statystyk dotyczących gotowości do ratowania.

Aby uświadomiać uczestnikom ruchu, jak ważne są pierwsze minuty tuż po wystąpieniu zdarzenia drogowego, wrocławska Fundacja poszukuje HeroTruckerów – kierowców, którzy podjęli odpowiednie działania, a tym samym uratowali czyjeś życie.

Fot. Archiwum prywatne

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu