Masz newsa? Powiedz nam o tym!

W trakcie trwania epidemii wiele koncernów ogranicza działalność lub nawet całkowicie zamyka fabryki. Ale nie Amazon. Amazon działalność rozszerza, zatrudnia kolejnych pracowników. Wśród których już są pierwsze przypadki koronawirusa.

Pod koniec marca głośno było o akcji pracowników polskich magazynów Amazona, którą chcieli zwrócić uwagę na fakt, że firma, delikatnie mówiąc, niedostatecznie dba o zabezpieczenia przeciwko rozprzestrzenianiu się wirusa. Postulowali, aby całkowicie zamknąć centra logistyczne Amazona, ponieważ charakter pracy w nich, w zasadzie uniemożliwia wprowadzenie odpowiednich środków bezpieczeństwa. I choć sama akcja  odbywała się pod okropnymi hasłami “Kichaj na managera”, które mogą być odczytywane jako nawoływanie do świadomego zwiększania ryzyka zarażeń, to bez wątpienia nagłośniła pewien ważny dylemat. Gdzie jest granica między zapewnieniem ciągłości dostaw, a bezpieczeństwem pracowników?

Amazon skomentował sprawę we właściwy dla siebie, wymijający sposób. W oficjalnym komunikacie poinformował, że bezpieczeństwo pracowników jest priorytetem, ale firma ma też misję dostarczania produktów swoim klientom w tych trudnych czasach (na marginesie: polskie magazyny Amazona nie dostarczają produktów tzw. “pierwszej potrzeby” jeśli nie liczyć niektórych kosmetyków). Zwiększono liczbę autobusów dowożących pracowników do pracy, aby zmniejszyć zagęszczenie pasażerów, wprowadzono zalecenia co do higieny osobistej, zwiększono dystans między pracownikami w toaletach i stołówkach itp.

Rzecznicy Amazona posunęli się nawet do podkreślenia, że Amazon dostarcza usługi chmurowe AWS, które ułatwiają całemu światu pracę zdalną oraz przekazał 1 mln euro organizacjom wspierającym walkę z epidemią. Wspomniana kwota to mniej więcej tyle, ile szef Amazona – Jeff Bezos zarabia w kwadrans. Ani słowa o możliwości ograniczenia intensywności działalności.

Rekrutacja mimo epidemii

W tym samym czasie firma, aby sprostać popytowi, zamierza zrekrutować do swoich centrów logistycznych w Stanach Zjednoczonych około 100 tys. pracowników. Podobne rekrutacje (na mniejszą skalę) odbywają się w Europie np. w Niemczech. Aby zachęcić kandydatów podniesiono stawkę godzinową o 2 dolary ( 2 euro w Europie). Łączne inwestycje w nowe miejsca pracy w niektórych krajach europejskich i Stanach Zjednoczonych szacuje się na 350 mln dolarów.

Amazon jednak nie tylko zatrudnia. Również zwalnia. Zwolnił na przykład Christiana Smallsa, który pracował w magazynie firmy w Staten Island przez pięć lat. Został on zwolniony wkrótce po tym, jak zorganizował protest przeciwko brakowi sprzętu ochronnego i wynagrodzenia za zagrożenie dla pracowników. W oficjalnym komunikacie Amazon informuje, że to nie protest był bezpośrednią przyczyną zwolnienia, ale to, że został on przez Smallsa zorganizowany w trakcie, gdy powinien on odbywać zaleconą przez firmę kwarantannę (po tym jak miał on kontakt z innym pracownikiem zarażonym COVID-19). To zresztą nie jedyny przypadek koronawirusa w magazynach firmy po drugiej stronie Atlantyku. W zeszłym tygodniu wykryto go u pracowników przynajmniej 19 centrów logistycznych firmy w Stanach Zjednoczonych.

Koronawirus w Amazonie

Potwierdzone przypadki zakażenia koronawirusem odnotowano również w centrach logistycznych Amazona w Polsce. Przynajmniej w trzech – w Sosnowcu, Kołbaskowie i Pawlikowicach pod Łodzią. Przynajmniej, ponieważ firma odmawia udzielenia konkretnych danych o wszystkich przypadkach – potwierdziła tylko te, o których informacje trafiły do mediów od pracowników firmy. Zarażenie innych osób pracujących w magazynach to nie jedyne ryzyko w tej sytuacji. Naukowcy nie są zgodni co do okresu, ale COVID-19 stosunkowo długo potrafi przetrwać na powierzchniach – od kilku godzin do nawet kilku dni, w zależności od warunków i rodzaju materiału. Stanowi to więc również ryzyko dla klientów firmy odbierających paczki.

Podczas gdy większość “naziemnych” sklepów została zmuszona do ograniczenia działalności, handel elektroniczny przeżywa niespotykany wcześniej rozkwit. Amazon i bez tego już od kilku lat, krok po kroku, staje się liderem e-commerce (a wkrótce może i logistyki) w kolejnych krajach i w kolejnych kategoriach. Epidemia, może tylko przyspieszyć i utrwalić ten trend. Gigant e-handlu doskonale zdaje sobie z tego sprawę i zamierza wykorzystać szansę. Mógłby przecież ograniczyć funkcjonowanie w obszarach, które teraz nie są kluczowe, a generują ryzyko. Robi coś dokładnie odwrotnego. Dla Amazona jest jasne, że podczas epidemii klienci w ciągu chwili zmieniają nawyki i podejmują decyzje, nad którymi w normalnych warunkach zastanawialiby się całymi miesiącami. To, co handel elektroniczny osiągnie teraz, zostanie na lata. Pytanie – jakim kosztem?

Biznes ma sumienie?

Oczywiście w mediach, w głównej mierze obrywa się Amazonowi, ponieważ to on ma największy wpływ na rynek i moc do inicjowania wręcz ogólnoświatowych zmian, a co za tym idzie oczekuje się od niego największej odpowiedzialności. Jednocześnie jego polityka informacyjna nie należy do najbardziej transparentnych.

A problem dotyczy nie tylko Amazona. Dotyczy każdego przedsiębiorstwa sprzedającego produkty online, każdego operatora logistycznego, każdej firmy zarządzającej swoimi magazynami, które przez charakter wykonywanych w nich zadań, są dobrym środowiskiem do rozprzestrzeniania się wirusa. Istnieje szereg dobrych praktyk, które mogą zminimalizować to ryzyko (pisze o nich na naszym angielskim serwisie Rob O’Byrne). Ostatecznie jednak wszystko zależy od sumienia zarządu, rachunku zysków i strat dla klientów, elastyczności procesów czy fundamentów finansowych każdego przedsiębiorstwa. Kto jak kto, ale te ostatnie Amazon akurat ma silne – jest jedną z najcenniejszych spółek w Stanach Zjednoczonych obok Apple, Microsoftu i Alphabetu (Google).

Fot. Amazon

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu