Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Obecnie głównymi przeszkodami we wdrażaniu visibility w branży TSL nie są już ani cena, ani technologia. Przedsiębiorcy obawiają się za to, że będą śledzeni i pociągani do odpowiedzialności za ewentualne spóźnienia lub niedociągnięcia. To teraz największa bariera dla upowszechnienia visibility. – A tak naprawdę w większości przypadków odbiorca chce zwyczajnie wiedzieć, kiedy spodziewać się towaru i jak ustalić harmonogram dnia – mówi Jacek Tarkowski, wiceprezes Trans.eu Group. Na szczęście nieufne podejście się zmienia i coraz częściej firmy widzą, że monitoring w transporcie przynosi wartość dodaną, która może im dać przewagę nad konkurencją.

Justyna Skorupska: Ciągle słyszymy, że automatyzacja i inteligentne zarządzanie łańcuchem dostaw to przyszłość branży, ale na czym właściwie polegają? Kiedy możemy mówić, że firma jest zautomatyzowana?

Jacek Tarkowski, wiceprezes i dyrektor sprzedaży w Trans.eu Group SA: Cały czas się mówi, że cyfryzacja jest przyszłością branży, ale tak naprawdę to już się dzieje. W proces digitalizacji na początku weszły duże koncerny, które jako tak zwane “early birds” zauważyły możliwość zyskania przewagi konkurencyjnej i możliwość szybkiego zwrotu z inwestycji. Sytuację zmieniła natomiast pandemia wymuszając obsługę bezkontaktową – zrozumieliśmy, że cyfryzacja powinna przyspieszyć i musi dotyczyć też małych i średnich firm. 

Czy polskie firmy chętnie sięgają po te nowości, szczególnie w obliczu obecnej pandemicznej sytuacji? 

W zasadzie, w obecnej sytuacji, przedsiębiorcy nie mają wyboru i zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy coraz chętniej sięgają po nowe technologie. Polskie firmy są natomiast raczej naśladowcami, a nie innowatorami.

Zawsze trochę ostrożnie i z dystansem podchodziliśmy do nowości. Patrzymy głównie na Zachód – jeśli coś tam się przyjęło, powoli wprowadzamy to również u siebie. Wpływ na to ma też specyfika polskich przedsiębiorstw, które w przeciwieństwie do francuskich czy niemieckich, są mocno rozdrobnione. A przecież automatyzujemy procesy powtarzalne, czasochłonne – w dużych przedsiębiorstwach po prostu szybciej zauważa się taką potrzebę. Mniejsze firmy zmiany te implementują wolniej.

Pandemia pokazała jednak, że czynnik ludzki da się zastąpić i że nawet administracja państwowa w jakimś stopniu radzi sobie z cyfryzacją. Przedsiębiorcy interesują się więc tymi rozwiązaniami, bo jeśli nawet urzędom udało się wprowadzić takie bezkontaktowe, bezobsługowe procesy, to dlaczego u nich miałoby to nie zadziałać? Administracja państwowa wyznacza więc firmom nowy trend digitalizacji.

A w branży TSL?  

Transport jest jedną z tych dziedzin, w których automatyzacja powinna być priorytetem. Branżowi pionierzy chętnie testują nowe rozwiązania, widząc ich długofalowe korzyści. Takie inwestycje pomagają im być zawsze o krok przed konkurencją. Mniejsze firmy czekają natomiast na tak zwany “proof of concept” – jeśli duzi korzystają, a do tego rozwiązanie przyniosło firmie konkretny worek korzyści, chcą wprowadzać je u siebie.

Na pewne rozwiązania robi się więc moda, a później okazuje się, że ta moda tak zrewolucjonizowała rynek, że nie potrafi on już bez nich funkcjonować. Takie zapotrzebowanie wymaga jednak od nas, czyli od firm, które te innowacje tworzą, większej dostępności i elastyczności, również cenowej.

To jakie rozwiązania są teraz na topie? 

Gorącym tematem jest na pewno visibility. Jeśli takie rozwiązanie doskonale przyjęło się w prywatnym życiu i dzięki aplikacji możemy np. śledzić każdy etap podróży naszej przesyłki aż do momentu dostarczenia jej pod drzwi przez kuriera, to dlaczego nie robić tego również w przypadku ładunków przewożonych przez ciężarówki, które w większości i tak mają już wbudowane systemy GPS?

Wiele jednak zależy od zmiany myślenia. Jeszcze kilka lat temu baliśmy się włączać w telefonach lokalizację GPS, bo nie chcieliśmy być śledzeni przez różnego typu aplikacje. Dziś dostrzegamy zalety i chyba nie wyobrażamy sobie już życia bez nawigacji, aplikacji znajdujących najbliższy przystanek, sklep, aptekę czy miejsce parkingowe. Podobnie jest z monitoringiem ładunków – staje się on po prostu potrzebą odbiorcy i to od załadowcy, a dalej od przewoźnika będzie zależeć, czy podwyższą poziom obsługi dla swoich klientów.

Obecnie przeszkodami nie są już ani cena, ani technologia. Przedsiębiorcy wciąż boją się tego, że będą śledzeni i pociągani do odpowiedzialności za ewentualne spóźnienia czy niedociągnięcia. A tak naprawdę w większości przypadków odbiorca chce zwyczajnie wiedzieć, kiedy spodziewać się towaru i jak ustalić harmonogram dnia. Jednak takie podejście na szczęście się zmienia i coraz częściej widzimy w monitoringu wartość dodaną, którą możemy wykorzystać jako przewagę.

Zatrzymajmy się przy korzyściach. Finalnie, odbiorca zyskuje transparentność. Co jeszcze zapewni mu monitoring?

W niektórych branżach wiedza na temat tego, gdzie znajduje się towar i kiedy trafi do odbiorcy jest zwyczajnie niezbędna, a ewentualne opóźnienia wiążą się z ogromnymi kosztami. Odbiorca musi zaplanować harmonogram prac, na odpowiednią godzinę zorganizować sprzęt lub pracowników do rozładunku albo zarezerwować miejsce w magazynie. W tym ostatnim przykładzie, visibility w zestawieniu z rezerwacją okien czasowych w magazynach daje możliwość znacznej optymalizacji czasu pracy i kosztów.

Na takim połączeniu skorzystają wszystkie strony łańcucha dostaw. Mając wiedzę o planowanym czasie dotarcia do magazynu, zlecający jest w stanie zarezerwować okno czasowe w magazynie i nie płacić kar za przestoje. Przewoźnik nie musi czekać na załadunek czy rozładunek, a odbiorca jest w stanie zarządzać miejscem tak, by jak najlepiej wykorzystać możliwości magazynu. Większość tych rozwiązań jest już dostępna na Platformie Trans.eu

 Przewoźnik pewnie zapyta: “a co ja będę z tego monitoringu miał?”

Dla przewoźnika to możliwość lepszego zarządzania czasem kierowcy. Poza tym, zyskuje wirtualne “proof of delivery” – potwierdzanie dostarczenia odbywa się w systemie, nie trzeba więc dodatkowej dokumentacji, stempli i podpisów. Można tu mówić o wirtualnym CMR czy eCMR.

Każdy etap transakcji i przewozu jest automatycznie potwierdzany i natychmiast trafia do systemu, a co za tym idzie przyspiesza płatność, którą za realizację zlecenia otrzymuje przewoźnik. Dodatkowo, skraca się czas obsługi transportu. Przewoźnik nie musi cały czas informować telefonicznie zleceniodawcy gdzie jest i kiedy przewiduje dostawę, bo może on sprawdzić to w swoim narzędziu do monitorowania. 

Według badania firmy analityczno-badawczej Gartner, visibility jest jedną z technologii, w które końcowi użytkownicy łańcucha dostaw inwestują najchętniej. Według raportu tej firmy do 2023 roku 50 proc. wiodących światowych przedsiębiorstw zainwestuje w rozwiązania zapewniające widoczność transportu w czasie rzeczywistym. Jaką przyszłość przewidujesz visibility w Polsce?

Następne 10 lat upłynie pod hasłem przyspieszonej cyfryzacji całej branży logistycznej. I będzie to ogromny przeskok. Dla przykładu, jak dużo może wydarzyć się w technologii w dekadę, przypomnijmy sobie, jak wyglądał i jakie funkcje miał iPhone dawniej, a jakie ma obecnie.

W branży logistycznej jesteśmy obecnie po fazie pionierów, którzy widzieli wiele korzyści w cyfryzacji i przetarli wiele ścieżek. Teraz czas na tych, którzy tymi ścieżkami masowo będą podążać. Moim zdaniem, do 2030 roku cały proces “end-to-end” będzie już cyfrowy.

Aby ta cyfryzacja działa i przynosiła oczekiwane efekty, każdy etap procesu musi być w pełni zautomatyzowany. Jeśli choćby 1-2 proc. nie będzie cyfrowe, efektywność nie będzie wzrastać tak gwałtownie, bo proces ciągle będzie napotykał na jakieś utrudnienia. Monitoring będzie tu odgrywać jedną z głównych ról. Moim zdaniem jednak punkt ciężkości przeniesie się właśnie na odbiorcę, który ostatecznie jest właścicielem towaru i będzie oczekiwał informacji o tym, gdzie ten towar aktualnie się znajduje. I będzie to standardem, jak nowe modele samochodów ciężarowych z GPS i komputerami pokładowymi umożliwiającymi wgranie określonych aplikacji do zarządzania transportem.

Uczestnicy sieci muszą się jednak ujawnić – udostępnić sygnał – aby w optymalny sposób tym zarządzać. Korzyści odczują wszyscy. Sieci robiące “predictive analytics” będą potrafiły wyliczyć, gdzie ciężarówka ma dalej pojechać albo jaką trasę ma wykonać, aby firma maksymalnie na tym skorzystała. Musi nastąpić jednak przełom w myśleniu i branża powinna zdecydowanie dążyć do tej transparentności, jaką daje visibility.

Jacek Tarkowski 

Wiceprezes zarządu i dyrektor sprzedaży w Trans.eu Group SA, menedżer z 28-letnim stażem w szeroko pojętej logistyce, zarządzaniu, restrukturyzacji procesów biznesowych. Od ponad 13 lat zarządza procesami sprzedażowymi w firmach dostarczających oprogramowanie klientom z branży TSL. Zanim dołączył do Trans.eu Group SA, w jego CV znalazły się takie marki, jak Grupa Alpega, Transporeon, Philip Morris, Kronospan i C.Hartwig. Prywatnie pasjonat wina, także z własnej winnicy.

Fot. Trans.eu

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu