Branża transportowa na Ukrainie i w UE okiem ukraińskiego eksperta.
Ukraina. Kraj wychodzi z kryzysu, gospodarka powoli zaczyna się podnosić, a razem z nią i rynek przewozu ładunków. Jak on będzie się rozwijać w tym roku, zależy od jego uczestników. Jednak jeszcze bardziej zależy to od rządu, który powinien być zainteresowany tym, by ukraińscy przewoźnicy mogli utrzeć nosa europejskim konkurentom.
Liczba pojazdów pozostała ta sama – zmniejszyła się ilość ładunków
W latach 2008-2009 ukraiński rynek transportowy przeżywał istny rozkwit. Gospodarka odczuwała nieduży, ale nieustanny wzrost, popyt i podaż były zrównoważone. Ponadto uczestnicy rynku posiadali łatwy dostęp do tanich kredytów, co pozwalało Ukraińcom rozwijać biznes transportowo-logistyczny.
Niestety, nadszedł kryzys i okazało się, że podaż jest większa od popytu. W końcu liczba środków transportu pozostała taka sama, a ilość ładunków drastycznie spadła. Po przekonaniu się, że rynek już nie jest rentowny, przewoźnicy zaczęli go opuszczać. Taka sytuacja panowała do pierwszej połowy 2016 roku.
Inwestycje w rozwój firmy nie są opłacalne – ważne są tylko znajomości
To wtedy właśnie w wyniku niewielkiego wzrostu PKB rynek się ożywił. Jak się jednak okazało, przewoźnicy wcale nie byli na to przygotowani. Funkcjonujących pojazdów brakowało, dostępu do kredytów nikt nie posiadał. Transportowcy sami musieli szukać rozwiązań, jak przygotować swoje ciężarówki do ponownego użytkowania i jak od nowa budować sieć klientów.
Ponadto nadal pozostał odwieczny wróg – zamknięty charakter rynku transportu towarów. To w Europie jest tak, że najlepsze zlecenia otrzymuje ta firma, która funkcjonuje w branży od dawna, oferuje doskonały poziom usług i może poszczycić się zaufaniem stałych klientów.
Na Ukrainie jest nieco inaczej. Tam najbardziej “tłuste kawałki” otrzymuje ten, kto ma najlepsze znajomości i kontakty. W wyniku tego przewoźnicy dochodzą do wniosku, że inwestowanie w odnowienie parku lub podniesienie jakości usług wcale im się nie opłaca. Jeśli nikt z potencjalnych klientów nie bierze tego pod uwagę, to rzeczywiście – po co? Dużo ważniejsze jest poszukiwanie odpowiednich pleców.
Można? Można! Czyli jak to się robi w Europie?
Jest jeszcze jeden czynnik, który skutecznie blokuje rozwój ukraińskiego rynku transportowego: brak wsparcia finansowego ze strony władz i dostępu do segmentów finansowych.
Zwróćmy uwagę, jak to się robi w UE. W większości państw funkcjonują programy leasingowe na zakup pojazdu (4 proc. w skali rocznej). Kredyty w Unii są tanie i łatwo dostępne. Europejscy przewoźnicy wiedzą, że mogą liczyć na wsparcie władz, jeśli zachodzi potrzeba odnowienia floty ciężarowej czy inwestycji w inne obszary funkcjonowania firmy. Być może gdyby podobna sytuacja zaistniała na Ukrainie, to lokalni przewoźnicy dawno by już wyprzedzili swoich europejskich kolegów?
Ukraina na razie nie może liczyć na pomoc Unii Europejskiej…
Odwrotnie, w tej chwili wiele przedsiębiorstw, w tym z Polski, wycofuje się z tego kraju. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę koszt nowego europejskiego pojazdu ciężarowego i porównamy to z rentownością ukraińskich przewozów, to można śmiało stwierdzić, że wydatek na taką maszynę…nigdy się nie zwróci!
Teoretycznie można wziąć pod uwagę pojazdy używane. Ale tylko na Ukrainie przewoźnicy korzystają z lumpeksów, nie zwracając nawet uwagi na kwestie bezpieczeństwa. W Europie tak się nie pracuje. W Polsce trudno jest znaleźć kierowcę nawet do nowego pojazdu, jeśli ten nie spełnia odpowiednich standardów. Na przykład chętnych do pracy w europejskich firmach, w których się jeździ na Iveco Stralis czy Renault Premium, jest dużo mniej niż tam, gdzie korzystają z Volvo lub Scanii. Tym bardziej już żaden kierowca nie usiądzie za kierownicą 7-letniego pojazdu. Właśnie dlatego Ukraina nie musi się obawiać konkurencji ze strony Polski i innych państw członkowskich. To po prostu niemożliwe.
Przełomowy rok 2017. Czego się należy spodziewać?
Pomimo tego sytuacja na ukraiński rynku powoli się poprawia. Jeśli przewidywania ekspertów co do wzrostu ukraińskiego PKB się sprawdzą, to pracy u przewoźników będzie więcej, a rentowność biznesu wzrośnie. Transportowcy będą chcieli podnieść swoje znaczenie na ogólnoeuropejskim rynku i pójdą śladem swoich kolegów z zachodu: zaczną inwestować w odnowienie floty ciężarowej, pracowników, poprawienie wizerunku.
Dziś struktura kosztów ukraińskich usług wygląda następująco:
- 60%: paliwo;
- 35%: amortyzacja;
- 5%: marża przewoźnika;
W tym roku na Ukrainie można się spodziewać rekordowego wzrostu cen za usługi transportowe. Wskazują na to następujące czynniki:
- spodziewany wzrost cen na paliwo,
- zapowiedziane zwiększenie płacy minimalnej do 3200 hrywien (ok. 500 złotych)
- zwiększenie wydatków na amortyzację.
Aby rynek transportu Ukrainy mógł się upodobnić do rynków zachodnich i stać się bardziej jakościowym i cywilizowanym, trzeba wykonać następujące kroki.
1. Zakazać poruszania się przeładowanym pojazdom po zniszczonych drogach.
Istnieje nadzieja, że kiedy ukraińskie drogi się odbudują, kierowcy będą się czuć bezpieczniej. Poza tym po zmniejszeniu poziomu przeładowania przewoźnicy będą potrzebować więcej ciężarówek, co zwiększy liczbę miejsc pracy. W wyniku tego do budżetu kraju wpłynie więcej pieniędzy.
2. Zwiększyć dostępność kredytów.
Ukraińcy nie mogą i nie chcą się czuć tym “gorszym sortem” Europejczyków. Należy ułatwić firmom możliwość zaciągania kredytów, otworzyć rynek dla europejskich przedsiębiorców i dać możliwość inwestowania w tabor.
3. Obowiązkowo zmniejszyć ceny paliwa.
40% wartości paliwa to podatki. Przy odrobinie wysiłku można częściowo je zmniejszyć.
4. Analizować i badać rynek.
Ukraińscy przewoźnicy są mocno zagubieni, nie mają dostępu do żadnych analiz i prognoz rynkowych, nie są w stanie przewidzieć, jaki ruch należy wykonać.
5. I ostatni, najważniejszy krok: integracja transportu z państwami Unii Europejskiej.
Współpraca i integracja z rynkami UE, zwiększenie potencjału Ukrainy, przekazywanie doświadczenia. To są właśnie czynniki, na które powinny zwrócić uwagę władze Kijowa i Brukseli.
Foto: pixabay.com










