Polski transport nie boi się kryzysu

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 3 minuty

Pomimo, że wskaźnik menedżerów logistyki PMI polskiego sektora przemysłowego uplasował się na najniższym od października zeszłego roku miejscu, to nie przełożyło się to jednak na przyszłoroczne oczekiwania branżowców. – Zakładamy, że sytuacja makroekonomiczna Polski będzie wciąż stymulowała rozwój naszych usług – prognozuje prezes DHL Express Poland, Tomasz Buraś. – Sądzimy, że sumarycznie liczba przesyłek powinna wzrosnąć o około 10 proc. powyżej poziomu z 2011 r. – tłumaczy głowa firmy, której egzystencja w dużej mierze zależy od koniunktury. Podobny ton wyrażają przedstawiciele innych przedsiębiorstw, jak chociażby Wojciech Balczun, prezes "DGP": – Rok 2012 dla PKP Cargo powinien upłynąć pod znakiem stabilizacji przewozów – mówi przedstawiciel prywatyzowanej właśnie firmy.

– Dopinamy kontrakty na 2012 r. i w rozmowach z klientami nie zauważyłem oznak lęku. Jest dokładnie na odwrót – tłumaczy Jacek Machocki z Pekaesu. – W ostatnich tygodniach przeważa raczej spory optymizm – i jest to bardzo ważna informacja, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Pekaes wozi towary dla dużych i średnich przedsiębiorstw, zajmując się m.in. zagranicznymi producentami elektroniki i AGD, którzy linie produkcyjne ulokowali w Polsce. Mówimy zatem o branży szczególnie wrażliwej na objawy kryzysu, ponieważ konsumpcja w znacznym stopniu zależy od nastrojów.

Śmiałe spoglądanie w przyszłość branży transportowo-logistycznej to dobry znak dla całej polskiej gospodarki. – Jeżeli gdzieś zaczyna się spowolnienie wzrostu lub dostrzegalne są zalążki kryzysu, natychmiast znajduje to przełożenie na wolumeny transportowanych towarów – mówi Włodzimierz Rydzkowski, ekspert z Uniwersytetu Gdańskiego. – Jeśli firmy transportowe i logistyczne zapowiadają na 2012 r. wzrost, nic dramatycznie złego w gospodarce nie powinno mieć miejsca.

Główny ekonomista BZ WBK, Maciej Reluga, nie jest jednak takim optymistą – Polska będzie miała wzrost, ale nie ma co liczyć na boom czy choćby powtórkę tegorocznych wyników – tłumaczy i podkreśla zarazem, że negatywny wpływ na naszą gospodarkę może mieć sytuacja krajów strefy euro i osłabienie konsumpcji wśród naszych zagranicznych sąsiadów. Miałoby to wpływ na sytuację wewnętrzną Polski, a co za tym idzie inwestycje w firmach, zatrudnienie, płace i sprzedaż detaliczną. – Scenariuszy na 2012 r. jest co najmniej kilka. Losy naszego wzrostu zależą nie tylko od nas.

Autor: Łukasz Majcher

Zobacz również