Masz newsa? Powiedz nam o tym!

Kierowcy samochodów ciężarowych, maszyniści i operatorzy maszyn i urządzeń dźwigowo-transportowych, inżynierowie ds. przemysłu i produkcji – to tylko niektóre z zawodów, jakie znalazły się na liście rekomendowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Lista ta będzie zawierać fachowców, których będzie można sprowadzić do pracy w Polsce na uproszczonych zasadach. 

Lista została zaprezentowana na Radzie Rynku Pracy, która jest organem opiniodawczo-doradczym ministra. To na razie wyłącznie rekomendacje ministerstwa dotyczące zawodów, jakie powinny się znaleźć w ostatecznym zestawieniu. Wymienionych zostało 20 profesji, które jednak, jak zauważają eksperci, są bardzo pojemne, można więc ostatecznie poszerzyć je aż do 200 zawodów – donosi “Rzeczpospolita”.

Kierowcy, owszem, ale magazynierów zabrakło

Tak bardzo duża ogólność nie wszystkim się jednak podoba.

– W czym tkwi problem? Łatwo to wyjaśnić. Na liście pojawili się na przykład programiści. Ale co to właściwie znaczy? Pojęcie jest tak szerokie, że mieści wiele rodzajów specjalistów. Podobnie jest w innych branżach. A to kolejny argument przemawiające za tym, by przestać mówić o zawodach, a zacząć definiować wiązki kwalifikacji charakterystyczne dla branż – Jakub Gontarek z Departamentu Pracy, Dialogu i Spraw Społecznych Konfederacji Lewiatan komentuje w rozmowie z Trans.INFO propozycje resortu.

Kontrowersje wzbudza również dobór wymienionych profesji. – Mówi się, że lista ma wspomóc ważne dla polskiej gospodarki branże. Tymczasem znaleźli się na niej kierowcy, ale już magazynierów czy logistyków brakuje. Dlaczego? Skoro rynek potrzebuje i jednych i drugich? – zastanawia się Gontarek.

– W branży transportowej obecnie jest bardzo duże zapotrzebowanie na specjalistów od programowania i zarządzania procesami logistycznymi przy wykorzystywaniu najnowocześniejszych rozwiązań, jak uczące się algorytmy i sztuczna inteligencja. To się staje światowym trendem. Tymczasem kogoś takiego też nie ma na liście. A może jest, tylko powinniśmy go traktować jako „odmianę” wspomnianego programisty? – zastanawia się przedstawiciel Lewiatana.

 

Zobacz reportaż o kierowcach z Ukrainy:

Eksperci poszukiwani

Jakub Gontarek nie krytykuje samego pomysłu. Jego zdaniem lista zawodów jest krokiem w dobrą stronę. Do samej realizacji jednak przydałoby się podejść nieco inaczej.

– Powinna powstać lista kwalifikacji, która miałaby charakter bardziej praktyczny. Ponadto pozwoliłoby to na wykorzystanie kompetencji cudzoziemców w różnych branżach. Niestety, aby to zrobić, potrzebny jest dobrze działający system kwalifikacji. Kluczowe jest zwiększenie wysiłków zmierzających do tworzenia Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji we współpracy z pracodawcami. Dlatego potrzebne są środki na promocję tego narzędzia oraz wsparcie organizacji branżowych w definiowanie kwalifikacji branżowych – tłumaczy.

Odpowiednie wyznaczenie specjalistów, na których zależy polskiej gospodarce jest o tyle kluczowe, że w założeniu autorów pomysłu, ma realnie doprowadzić do tego, by ściąganie pracowników z zagranicy było dużo prostsze. Wobec tych, którzy będą na liście, nie będzie bowiem konieczne przeprowadzenie tak zwanego testu rynku pracy. Czyli, mówiąc w skrócie, pracodawca nie będzie musiał udowadniać, że wśród rodaków nie ma osób, które mogłyby się podjąć jakiegoś zajęcia.

Jak widać po wstępnej liście, rekomendowanej przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej, najważniejsi dla naszej gospodarki mają być ci, którzy posiadają specjalne umiejętności i kwalifikacje, potrzebne u nas, a będące towarem deficytowym. Nie będzie ważne, z jakiego kraju pochodzą. Dzięki temu ma być prostsze sprowadzanie pracownika nie tylko z krajów ościennych (na przykład z Ukrainy), ale również z dużo bardziej odległych państw, jak Filipiny czy Indie.

Potrzebne większe zmiany

Pytanie jednak, na ile sprowadzanie ekspertów z zagranicy jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Zdaniem Marcina Wolaka z TransJobs.eu, czyli platformy rekrutacyjnej, ułatwiającej przewoźnikom znalezienie kierowcy, pomysł ministerstwa jest dobry, ale wyłącznie wówczas, gdy traktować go będziemy jako rozwiązanie tymczasowe. Jego zdaniem konieczna jest bowiem zmiana całej polityki resortu pracy.

– Powinna się ona skupić na podnoszeniu kwalifikacji zawodowych wszystkich zainteresowanych. Urzędy Pracy jako instytucje, które pomagają znaleźć pracę, przepalają pieniądze na aktywizację niezatrudnionych, z uwagi na panujące obecnie, rekordowo niskie bezrobocie. Tymczasem na rynku pracy jest mnóstwo ludzi, którzy chcieliby się szkolić, zdobywać nowe umiejętności i w efekcie więcej zarabiać. Tymczasem nie mogą często skorzystać z usług urzędów pracy czy ze środków z programów unijnych, bo już są gdzieś zatrudnieni – tłumaczy. – Dotyczy to również transportu, bo kandydatów na kierowców z pewnością byłoby więcej, gdyby nie to, że niektórych po prostu nie stać na opłacenie drogich kursów i kwalifikacji – zaznacza Marcin Wolak.

Fot. iStock

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu