Fot. DIICOT

Przejmowali ładunki przy użyciu własnych firm transportowych. Milionowe straty

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 7 minut

Około 70 przejętych ładunków o wartości 9 mln euro i rozbudowana sieć przestępcza działająca w kilku krajach Europy. Rumuńscy śledczy rozpracowują grupę, która miała wykorzystywać legalnie działające firmy transportowe do kradzieży towarów. Przestępcy nie ograniczali się do fałszowania dokumentów. Podmieniali naczepy, pozorowali awarie ciężarówek i zgłaszali fikcyjne kradzieże. Większość przestępstw miała miejsce w Belgii.

Za tym tekstem stoi człowiek - nie sztuczna inteligencja. To materiał przygotowany w całości przez redaktora, z wykorzystaniem jego wiedzy i doświadczenia.

Najważniejsze informacje:

  • Rumuńska prokuratura ds. przestępczości zorganizowanej (DIICOT) twierdzi, że grupa przejęła około 70 ładunków o łącznej wartości 9 mln euro.
  • Do większości kradzieży doszło poza Rumunią, głównie w Belgii.
  • Śledczy przeprowadzili 65 przeszukań, w tym 14 na podstawie europejskich nakazów dochodzeniowych wydanych przez belgijskie organy.
  • Podejrzani mieli posługiwać się fałszywymi dokumentami, podmieniać naczepy i zgłaszać fikcyjne kradzieże.
  • Sprawa wpisuje się w szerszy trend oszustw z udziałem fikcyjnych przewoźników na europejskim rynku transportu drogowego.

3 listopada 2026 r. rumuńska prokuratura ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej i terroryzmu (DIICOT) przeprowadziła wspólnie z policją 65 przeszukań w Bukareszcie oraz sześciu okręgach: Argeș, Dâmbovița, Ilfov, Dolj, Prahova i Bihor. Czternaście z nich wykonano na podstawie europejskich nakazów dochodzeniowych wydanych przez belgijskie organy ścigania.

Śledztwo prowadzone przez prokuratorów z Pitești dotyczy działalności zorganizowanej grupy przestępczej, oszustw powodujących szczególnie wysokie straty, fałszowania danych informatycznych oraz prania pieniędzy.

Według ustaleń DIICOT podejrzani mieli przejąć około 70 transportów z elektroniką, sprzętem gospodarstwa domowego, kosmetykami, napojami, zbożem, surowcami i innymi towarami. Łączne straty oszacowano na 9 mln euro.

Fot. DIICOT

Legalne zlecenia, ale towar nie docierał do odbiorcy

Grupa miała powstać w marcu 2024 r. Początkowo tworzyło ją pięć osób, jednak z czasem dołączyło do nich około 30 kolejnych podejrzanych.

Przestępcy mieli działać według szczegółowo opracowanego schematu. Część członków grupy odpowiadała za pozyskiwanie zleceń przewozowych w Rumunii i za granicą. Inni wyszukiwali ładunki o dużej wartości, które można było szybko sprzedać na nielegalnym rynku. Pozostali organizowali przeładunki, rozpoznawali trasy przejazdu ciężarówek i zajmowali się sprzedażą przejętych towarów.

Kluczową rolę w procederze odgrywały rzeczywiste firmy transportowe, prowadzone lub kontrolowane przez podejrzanych. To za ich pośrednictwem przyjmowano legalne zlecenia, dzięki czemu przewoźnicy mogli odbierać towary od nadawców bez wzbudzania podejrzeń.

Po załadunku transport nie docierał jednak do wskazanego odbiorcy. Towar przejmowali członkowie grupy, a następnie przygotowywali dokumentację, która miała ukryć rzeczywisty przebieg zdarzeń. Do realizacji przestępstw wykorzystywano między innymi podrobione dokumenty tożsamości, dokumenty przewozowe, dowody rejestracyjne i tablice rejestracyjne pojazdów.

Podmieniali naczepy i upozorowywali kradzieże

Rumuńscy śledczy opisali kilka metod stosowanych przez podejrzanych. Jedna z nich polegała na przeładowaniu towaru do innego pojazdu. Następnie kierowca zgłaszał na pobliskim komisariacie kradzież ładunku, próbując w ten sposób stworzyć pozory, że przewoźnik również padł ofiarą przestępstwa.

Fot. DIICOT

W innym wariancie przestępcy odłączali załadowaną naczepę i zastępowali ją pustą, o zbliżonym wyglądzie i takim samym kolorze. Przekładali również tablice rejestracyjne, aby utrudnić wykrycie podmiany.

Trzeci sposób opierał się na pozorowaniu awarii pojazdu. Kierowca utrzymywał, że z powodu usterki musiał pozostawić naczepę, a ciągnik siodłowy skierować do warsztatu. Później zgłaszał kradzież ciągnika.

W każdym z tych przypadków celem było nie tylko przejęcie ładunku, lecz także ukrycie odpowiedzialności za jego zniknięcie.

Fot. DIICOT

Belgia głównym obszarem działalności grupy

Choć postępowanie prowadzą rumuńskie organy ścigania, większość przestępstw miała zostać popełniona poza Rumunią, przede wszystkim w Belgii.

Skala działalności podejrzanych doprowadziła do zacieśnienia współpracy obu państw. W lutym 2026 r. rumuńscy i belgijscy śledczy powołali pod auspicjami unijnej Agencji ds. Współpracy Wymiarów Sprawiedliwości w Sprawach Karnych (Eurojust) wspólny zespół dochodzeniowo-śledczy.

DIICOT wskazuje, że działalność grupy mogła obejmować również inne państwa Unii Europejskiej.

Belgijski wątek nie jest przypadkowy w kontekście zagrożeń dla europejskiego transportu drogowego. Region Beneluksu od lat przyciąga grupy specjalizujące się w kradzieżach ładunków, między innymi ze względu na dużą koncentrację przewozów i znaczenie tamtejszych ośrodków logistycznych.

W raporcie opublikowanym w 2026 r. ubezpieczyciel TT Club wskazał na szczególne zagrożenia w rejonie portów Antwerpia-Brugia i Rotterdam oraz na autostradach E19, E17, A67 i A2.

“rzestępczość związana z kradzieżami ładunków w Beneluksie osiągnęła bezprecedensową skalę – ostrzegł Josh Finch, menedżer ds. ryzyka logistycznego w TT Club.

Według ubezpieczyciela grupy przestępcze coraz częściej wykorzystują podrobione dokumenty, fałszywe dane uwierzytelniające tworzone z użyciem sztucznej inteligencji oraz giełdy transportowe, by podszywać się pod wiarygodnych przewoźników.

Fałszywi przewoźnicy coraz większym zagrożeniem

O rosnącej skali oszustw transportowych alarmowały również w lutym 2026 r. Międzynarodowa Unia Ubezpieczeń Morskich (IUMI) oraz organizacja zajmująca się bezpieczeństwem ładunków TAPA EMEA. Z danych TAPA wynika, że w latach 2022-2024 odnotowano około 160 tys. przestępstw związanych z ładunkami w 129 państwach.

Organizacje zwróciły uwagę na coraz bardziej zaawansowane metody podszywania się pod legalnie działające przedsiębiorstwa transportowe.

Fałszywe adresy e-mail, domeny internetowe niemal identyczne z prawdziwymi oraz podrobione certyfikaty ubezpieczeniowe stają się coraz powszechniejsze – wskazał Thorsten Neumann, prezes TAPA EMEA.

Zdaniem Larsa Langego, sekretarza generalnego IUMI, szczególna odpowiedzialność spoczywa na operatorach giełd transportowych, którzy powinni zapobiegać wykorzystywaniu swoich platform przez oszustów podających się za przewoźników.

Sama weryfikacja dokumentów może nie wystarczyć

Sprawa prowadzona przez rumuńskich śledczych pokazuje szczególnie niebezpieczny wariant oszustwa transportowego. Podejrzani nie musieli posługiwać się wyłącznie fikcyjnymi przedsiębiorstwami ani podszywać pod istniejących przewoźników. Mieli do dyspozycji firmy, które rzeczywiście funkcjonowały na rynku i mogły legalnie przyjmować zlecenia.

Dla spedytorów i załadowców oznacza to, że sprawdzenie dokumentów rejestrowych i ubezpieczeniowych kontrahenta nie zawsze pozwala wykryć zagrożenie. Znaczenie ma również historia współpracy z przewoźnikiem, zgodność danych kierowcy i pojazdu z informacjami przekazanymi przed załadunkiem oraz kontrola nietypowych zmian podczas realizacji przewozu.

Rumuńskie śledztwo wpisuje się w serię spraw dotyczących zorganizowanych kradzieży towarów w europejskim transporcie drogowym. Na początku listopada 2026 r. hiszpańska policja rozbiła grupę, która wykorzystywała skradzione ciężarówki do napadów na inne pojazdy na parkingach i w miejscach obsługi podróżnych.

Oba przypadki pokazują odmienne metody działania sprawców: od bezpośrednich napadów na ciężarówki po przejmowanie towaru w ramach pozornie prawidłowo realizowanych zleceń przewozowych.

Tagi:

Zobacz również