Zanosi się na to, że kierowcy jeżdżący po drogach w Polsce odetchną z ulgą. Wszystko dlatego, że montaż nowych fotoradarów i innych urządzeń do mierzenia prędkości jazdy ma zostać zawieszony co najmniej do 2018 r.
Polskie drogi oplecione kamerami
Obecnie siecią urządzeń CANARD, które czuwają w Polsce nad tym, by kierowcy zdejmowali nogę z gazu, zarządza Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD). Ma do dyspozycji ok. 500 urządzeń, m.in. fotoradarów i sprzętu do odcinkowego pomiaru prędkości.
Budowa tego systemu była dość kosztowna, bo rachunek wyniósł blisko 200 mln zł. Lwią część tej kwoty pokryło jednak dofinansowanie z Unii Europejskiej, która dorzuciła ok. 160 mln zł.
Fotoradary zablokowane przez biurokrację
GITD planuje zrealizować kolejny projekt współfinansowany przez UE, dzięki któremu sieć fotoradarów i innych urządzeń do pomiaru prędkości jazdy aut w Polsce zostałaby rozwinięta. Tutaj jednak pojawiają się problemy.

Taka zmiana będzie wymagała m.in. połączenia systemów informatycznych, co zahamuje inwestycje.
Po drugie – jeśli inspektorat zachowa swoje dzisiejsze obowiązki, sam przetarg (m.in. przygotowanie dokumentów i wybór lokalizacji dla nowych fotoradarów) potrwa długie miesiące.
Kierowcy boją się mandatów
Rozwijany przez ostatnie lata system CANARD okazał się być skutecznym hamulcem dla rajdowych dusz. Wizja nieuchronnego otrzymania listu z mandatem za zbyt szybką jazdę odbiera ochotę do wciskania pedału gazu w aucie.
















