REKLAMA
Mytracko

Przewoźnicy niechętni do obniżania stawek, mimo niskich cen paliwa

Odsłuchaj artykuł

Ten artykuł przeczytasz w 3 minuty

Firma pana Krzysztofa zajmuje się importem palet (m.in. z Włoch). Jego klientami są zakłady produkcyjne. Palety są duże i ciężkie, a potrzeba ich sporo. Dlatego przyjeżdżają do Polski tirami. Pan Krzysztof korzysta z usług zewnętrznych przewoźników.

– Dokładnie rok temu zamawiałem taki sam transport z tego samego miejsca. Kosztowało to około 1,7 tys. euro. Kiedy teraz szukałem przewoźnika, liczyłem, że będzie taniej. Przecież ceny paliwa mocno poszły w dół. Ale nic z tego. Musiałem zapłacić tyle samo – dziwi się właściciel firmy.

W lipcu ubiegłego roku litr oleju napędowego kosztował 5,45 zł. Teraz – 4,65 zł. Różnica wynosi więc 80 gr na litrze. Od wakacji kierowcom w portfelach systematycznie zostawało coraz więcej pieniędzy. W grudniu cena paliwa przebiła magiczną barierę 5 zł. Spadała aż do lutego, kiedy to osiągnęła najniższy poziom 4,3 zł za litr diesla. Dla branży transportowej była to nieoczekiwana i miła niespodzianka. Do tej pory ceny paliw zazwyczaj szły w górę i transportowcy narzekali.

Muszą sobie odbić

W biznesie transportowym paliwo to około 40 proc. kosztów. Dlatego pan Krzysztof miał prawo spodziewać się, że stawki na rynku nieco spadną. Nic z tego. Obecnie za przejechany kilometr ciągnika z naczepą trzeba zapłacić około 3 zł. Czyli dokładnie tyle, ile przed obniżką cen paliwa. Dlaczego?

– Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy kiedy cena oleju napędowego rosła, razem z nią rosły stawki za fracht? – pyta Michał Gawin, dyrektor logistyki w firmie Spedcont.

Zdaniem dyrektora do tej pory firmy transportowe nie podnosiły stawek adekwatnie do wzrostów cen paliwa. Dlatego teraz odbijają sobie czas, gdy jeździli z niższą marżą.

Tadeusz Wilk, dyrektor departamentu transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, przypomina kryzys, który dotknął branżę w 2009 roku. Wiele firm padło, inne z problemami finansowymi borykają się do dzisiaj. Niższe ceny dały im możliwość odbicia się od dna.

– Tańsze paliwo nie spowodowało poprawy kondycji polskich firm przewozowych. Dało im jedynie lekki oddech – dodaje dyrektor Wilk.

W transporcie porównywanie cen nie jest takie proste. Nie ma czegoś takiego jak średnia cena za przejechany kilometr. Stawka zależy od wielu czynników. Im dłuższa trasa, tym niższy koszt jednostkowy. Liczy się też, którędy jedziemy. Jeśli na trasie jest dużo płatnych odcinków, klient będzie musiał dodatkowo zapłacić za przejazd nimi. Znaczenie ma również to, co wieziemy. Jeśli ładunek jest bardzo ciężki, po drodze mogą się znaleźć mosty, którymi nie wolno jechać. Wtedy trzeba wydłużyć trasę, co od razu przekłada się na cenę usługi. 

Cały artykuł można przeczytać tutaj >>>

Autor: Bartłomiej Nowak

Zobacz również