Masz newsa? Powiedz nam o tym!

– Jako kierowca zawodowy regularnie najeżdżam na wypadki drogowe i po prostu chcę pomagać – przekonuje Tomasz Bartkowiak, strażak OSP i kierowca zawodowy w transporcie międzynarodowym. Zbiera pieniądze na sprzęt do ratowania osób po zatrzymaniu krążenia. Jak tłumaczy, rozpoczęcie reanimacji metodą uciskową zwiększa o 50 proc. szansę poszkodowanego na przeżycie. Użycie automatycznego defibrylatora podnosi ją o kolejne 25 proc.

Natalia Janiszewska, Fundacja Truckers Life: Na portalu Zrzutka.pl prowadzisz zbiórkę środków na zakup specjalistycznego automatycznego defibrylatora zewnętrznego (AED). Skąd taka potrzeba?

Tomasz Bartkowiak: Pomysł nie pojawił się znikąd. Od lat wożę ze sobą specjalistyczną torbę ratowniczą. Jako kierowca zawodowy regularnie najeżdżam na wypadki drogowe i po prostu chcę pomagać. Rozpoczęcie reanimacji metodą uciskową zwiększa szansę poszkodowanego na przeżycie o 50 proc.. Użycie AED podnosi ją o kolejne 25 proc..

Nieczęsto się zdarza, aby kierowca chociaż słyszał o tak profesjonalnym sprzęcie, a co dopiero posiadał go w szoferce. Jak to się stało, że tak mocno wciągnęło cię ratowanie innych na drogach?

Głównym problemem występującym przy wypadkach drogowych jest obojętność świadków tych zdarzeń. Wiem to również dlatego, że sam tego doświadczyłem. W 2016 roku miałem wypadek motocyklowy. Obok miejsca zdarzenia przejechało kilkanaście samochodów. Żaden z nich nie zatrzymał się. Obiecałem sobie, że nigdy nie będę jednym z takich właśnie kierowców. Zwłaszcza, że jestem kierowcą zawodowym i strażakiem. Przeszedłem specjalistyczne szkolenia z pierwszej pomocy i wiem, jak ważna jest pomoc świadków zanim na miejscu pojawią się służby ratunkowe. Dlatego systematycznie i na własny koszt uzupełniam wyposażenie mojej torby ratowniczej. Nadszedł moment, by uzupełnić ją właśnie o AED.

Kiedy jesteś już na miejscu zdarzenia i udzielasz pierwszej pomocy, z jakimi reakcjami świadków najczęściej się spotykasz?

Obojętność, niestety. Najechałem kiedyś na wypadek na autostradzie A2. Nie byłem jego bezpośrednim świadkiem – wydarzył się już wcześniej, ale zauważyłem co najmniej kilka pojazdów, które po prostu zwolniły i pojechały dalej. To ja byłem tą osobą, która zatrzymała się jako pierwsza i niestety jedyna, mimo że poszkodowani biegali po jezdni i to, że potrzebują pomocy, było oczywiste. Co bardzo smutne, niestety wśród tych, którzy zdawali się niczego nie dostrzegać, byli też kierowcy ciężarówek. Cóż, dla niektórych wymijanie i szukanie objazdu jest po prostu najważniejsze. Co więcej, to wcale nie był groźnie wyglądający wypadek. Zanim jednak dojechały służby ratunkowe okazało się, że jedna z poszkodowanych cierpiała na cukrzycę i w pewnym momencie źle się poczuła. Jej mąż, ewidentnie w szoku, nie wiedział w jaki sposób należy zareagować.

Czego jeszcze, poza obojętnym mijaniem uczestników wypadków, twoi koledzy po fachu zdecydowanie nie powinni robić?

Bardzo często kierowcy zawodowi wrzucają na branżowe fora i grupy zdjęcia z wypadków wraz z lokalizacją, w której miały miejsce. Kiedy je oglądam, to zawsze zastanawiam się, czy autor danego zdjęcia choć przez sekundę pomyślał co by było, gdyby to zdjęcie zobaczyła córka, syn lub żona ofiary wypadku. Nie sądzę, niestety. W dzisiejszych czasach internet daje możliwość szybkiego, łatwego i pozbawionego konsekwencji oceniania i wyśmiewania czyichś błędów i niepowodzeń. Wszyscy popełniamy błędy na drogach. Dla niektórych z nas mogą zakończyć się tragicznie. Nie wiem czy to jest dobry temat do żartów i “szerowania” tych treści.

-
+

Fot. Natalia Janiszewska, Fundacja Truckers Life

W 2019 roku trafiłeś na 42 wypadki i zdarzenia drogowe. Czyli średnio jeden na tydzień. To sporo!.

To wcale nie jest duża liczba. Myślę, że to przeciętna liczba zdarzeń, na które mogą najechać kierowcy zawodowi. Nasza praca to bycie w trasie. Większość tych zdarzeń miała miejsce na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Czas dotarcia służb ratunkowych jest dużo dłuższy, niż na zwykłą drogę krajową. Więc często ta pierwsza pomoc może być też ostatnią pomocą.

Ilu osobom uratowałeś życie?

Pierwsza pomoc nie zawsze polega na ratowaniu życia. To często po prostu okazanie zainteresowania drugą osobą, która wydaje się potrzebować pomocy. Bezpośrednio udało mi się uratować życie 3 osobom. Myślę, że to tylko 3 i aż 3 osoby.

Dlaczego kierowcy powinni interesować się zagadnieniami związanymi z pierwszą pomocą?

To bardzo proste. Po pierwsze, kto o godzinie drugiej w nocy, w małej wiosce, będzie w stanie pomóc osobie leżącej na poboczu? Tylko kierowca i przeważnie będzie to kierowca zawodowy, który nadal jest w pracy. Po drugie i chyba najważniejsze: my, kierowcy, często jesteśmy w trasie, poza domem. Nasza rodzina – dzieci, żony, bliscy – są tutaj, na miejscu. I to właśnie oni mogą potrzebować pomocy, kiedy my będziemy daleko. A ja wierzę, że dobro wraca. Czasami naprawdę wystarczy zadzwonić po służby ratunkowe, umówmy się – takie działanie nie wymaga heroicznej odwagi. Wymaga minimalnej wiedzy i ludzkiego odruchu.

Wywiad został przeprowadzony podczas jednego z serii bezpłatnych szkoleń z pierwszej pomocy dla kierowców zawodowych realizowanych przez Fundację Truckers Life. Podczas akcji HeroTrucker 2020 przeprowadzono w sumie 7 szkoleń, podczas których ratownictwa nauczono 60 kierowców zawodowych.

Fot. Natalia Janiszewska, Fundacja Truckers Life

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu