Trudna sytuacja gospodarcza w regionie Europy Wschodniej dotyczy zarówno przedsiębiorców, jak i zwykłych obywateli. Jak w takiej sytuacji będzie się rozwijać rynek przewozu ładunków? Czy nastąpi otwarta wrogość pomiędzy przewoźnikami UE a Euroazjatycką Unią Gospodarczą?
Kryzys transportowy na Wschodzie
Lata 2015-2016 były dla Rosji bardzo trudne. Tylko w I półroczu 2016 r. do Federacji przetransportowano o 6 proc. mniej ładunków, niż w 2015 r. Pogorszyła się współpraca z sąsiadami: w tym okresie z Polski do Rosji import spadł o ponad 13 proc., z Litwy o 23 proc., Finlandii – również o 13 proc. Rosja stanęła przed widmem ogólnokrajowego kryzysu, zwłaszcza, że spadek przepływu ładunków odnotowano także i w Obwodzie Kaliningradzkim – średnio o 19 proc. na poziomie jednego kwartału. Rząd w Moskwie spodziewał się z tej strony dużego napływu ładunków i zleceń dla krajowych firm przewozowych, jednak porty w Gdańsku i Kłajpedzie skutecznie go zablokowały. Skierowane do tego regionu Europy towary przejęli polscy i litewscy przewoźnicy drogowi.
Embargo, jakie Rosja nałożyła na produkty z Turcji, Ukrainy i Białorusi, tylko pogorszyło sytuację w kraju. Federacja zablokowała już niemal wszystkie kierunki, którymi mogła importować towary z Zachodu. Jedyne, co mógł zrobić rząd Putina, to pilnie szukać nowych partnerów handlowych. Znalazł ich na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i Chinach. I choć handel z nowymi krajami od początku współpracy był bardzo intensywny, nie zrekompensował całkowicie strat, jakie poniosła Rosja.
Kraj zaczął cierpieć na brak towarów, a lokalni właściciele ładunków (producenci, handlowcy, eksporterzy) utracili rynki zbytu. Ceny dóbr konsumenckich wzrosły o kilkanaście procent. Jednym z wielu kół ratunkowych dla budżetu państwa miało być wdrożenie opłat drogowych w postaci systemu Płaton, ale spowodowało to wybuchy protestów przewoźników w całym kraju, pogłębiając już i tak ponure nastroje rosyjskich przedsiębiorców i ich niechęć do działań rządu.
Członkowie Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, której głównym założycielem jest Rosja, zaczęli zadawać sobie pytania: co dalej? Władze Białorusi i Kazachstanu stanęły przed trudnym wyborem: czy wspierać działania Moskwy, czy podążać własnym torem.
Odwilż na rynku Federacji Rosyjskiej
Koniec 2016 r. przyniósł jednak pewne dobre wieści. Jak podała w grudniu ubiegłego roku rosyjska Służba Statystyczna Rosstat i Federalna Agencja Drogowa Rosavtodor, w ciągu pierwszych 10 miesięcy 2016 r. w Rosji odnotowano wzrost przetransportowanych ciężarówkami ładunków o 1,8 proc. (w porównaniu z 2015 rokiem).
Ponadto rosyjscy ekonomiści przewidują nadejście odwilży w stosunkach Unii Europejskiej i Rosji. Spodziewają się, że w tym roku świat zachodni odwoła sankcje, jakie zostały nałożone na Rosję za aneksję Krymu i wywołanie wojny na Ukrainie. W związku z tym eksperci zapowiadają, że struktura rynku transportowego Federacji zmieni się tak bardzo, że transport drogowy całkowicie zdominuje przewóz ładunków.
Zgodnie z prognozą Instytutu Badań Problemów Transportu Kolejowego, udział transportu drogowego w Rosji w 2017 r. wyniesie aż 69,5 proc. Kolejowego – 15,5 proc., rurociągowego – 12 proc., rzecznego – 2,5 proc., morskiego – 0,4 proc., lotniczego – 0,1 proc. Już w ubiegłym roku sektor kolejowy odnotował straty w postaci 215 mld rubli (ok. 13 mld zł.). z powodu utraty ładunków na rzecz sektora transportu drogowego. Od początku 2016 r. ciężarówki przejmują od kolei około 100 tysięcy ton ładunków miesięcznie, co jest podyktowane elastycznością cenową ze strony przewoźników drogowych i szybkim czasem dostawy. Po otwarciu granic Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej najważniejszym czynnikiem nawiązywania współpracy z przewoźnikami będzie właśnie wysokość stawek transportu i czas dostarczania towarów.
Walka o ładunki
Wojna handlowa, jaka nastąpiła po aneksji Krymu przez Rosję, dotknęła najbardziej sektor transportowy Europy Środkowej i Wschodniej – polski, litewski, ukraiński, białoruski, rumuński. Przedsiębiorstwa zorientowane na rynek Federacji zmieniły kierunki i zaczęły konkurować na rynkach Wspólnoty. W momencie, kiedy ruch transportowy pomiędzy Unią Europejską a Rosją zostanie przywrócony do poziomu sprzed 2014 roku, przedsiębiorstwa transportowe z Polski, Rosji czy Litwy ruszą aktywnie do zdobywania poszczególnych segmentów rynkowych. Wszyscy będą chcieli zdominować tę część Europy pod względem ilości przewożonych ładunków i przywrócić swój udział w transporcie drogowym Rosji.
Ekonomiści europejscy i rosyjscy zgodnie twierdzą, że współpraca handlowa pomiędzy Federacją a światem zachodnim nigdy już nie będzie taka sama. To było bolesne doświadczenie na wszystkich państw, które zrozumiały, że każdy najmniejszy nawet kryzys polityczny i gospodarczy może przynieść dla kraju ogromne straty. Rosyjski rząd, idąc śladem Niemiec, Francji czy Włoch, będzie dążyć do tego, by krajowy rynek przewozu całkowicie oddać własnym przedsiębiorcom. Z kolei sąsiedzi Federacji nie będą ryzykować ponownym uzależnieniem od jednego rynku, ale żaden z nich nie pozwoli sobie na rezygnację z udziału w tak dużym i tłustym rynku, jakim jest dla nich Rosja.
Foto: pixabay.com










