Masz newsa? Powiedz nam o tym!

80 zł za 1000 litrów benzyny silnikowej lub oleju napędowego – to stawka nowej „opłaty emisyjnej”, którą chce wprowadzić Ministerstwo Energii. Resort przekonuje, że „nie powinno to skutkować bezpośrednim wzrostem cen dla klientów detalicznych.” Eksperci są jednak sceptyczni.

“Opłata emisyjna” to jedna z nowości, jakie zakłada nowelizacja m.in. ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych. Środki z niej uzyskane mają pójść na Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (85 proc.) oraz również wprowadzony przez nowelizację Fundusz Niskoemisyjnego Transportu (15 proc.).

Cel? Finansowanie projektów związanych z rozwojem elektromobilności oraz transportu opartego na paliwach alternatywnych i realizacja projektów skierowanych na walkę z zanieczyszczeniem powietrza – przekonuje ministerstwo. I wymienia korzyści, jakie ma przynieść projekt: rozwój transportu zero- i niskoemisyjnego, wzrost liczby pojazdów napędzanych paliwami alternatywnymi czy wzrost zapotrzebowania na paliwa gazowe.

Największą kontrowersję budzi jednak wspomniana, nowa opłata.

Do tej kieszeni najłatwiej sięgnąć

Na stronie ministerstwa czytamy, że opłata emisyjna nie powinna doprowadzić do wzrostów cen na stacjach benzynowych. Eksperci są ostrożniejsi.

– Wydaje mi się, że ministerstwo opiera się na optymistycznym założeniu, że koncerny, producenci czy importerzy paliw wezmą na siebie te dodatkowe koszty. To jednak nie jest takie proste, zwłaszcza gdy mówimy o firmach, które są w stu procentach prywatne – zauważa dr Jakub Bogucki, analityk Rynku Paliw e-petrol.pl. – Boję się, że to się koniec końców wszystko skupi się na tej kieszeni, do której najłatwiej sięgnąć, czyli na kieszeni ostatecznego odbiorcy, a więc na tankujących.

– Już teraz szacuje się, że opłata emisyjna może doprowadzić do wzrostów cen benzyny i oleju napędowego o około 8-10 groszy na litrze. Z jakiegoś powodu z projektu został wyłączony autogaz, być może dlatego, że wreszcie dostrzeżono jego ekologiczność, o czym dotąd rzadko kiedy się mówiło – dodaje.

Dodatkowa danina

To zdanie nie jest odosobnione. Portal Wysokienapięcie.pl oszacował, że „dla przeciętnego posiadacza samochodu benzynowego nowa opłata będzie oznaczać wzrost miesięcznych wydatków na paliwo o 2 proc. O ile dzisiaj tankuje za 307 zł miesięcznie, to po wejściu w życie nowej opłaty na paliwo wyda 313 zł, a więc o nieco ponad 6 zł więcej”.

W przypadku branży transportowej koszty również mogą wzrosnąć, choć będą niższe (ze względu na możliwość odliczenia podatku VAT).

– Zmiana cenowa nie będzie znacząca, jednak – jak każda dodatkowa danina – będzie problematyczna i bolesna dla branży – zapewnia ekspert e-petrol.pl.

Branży, dla której już teraz dokonywanie opłat za paliwo jest jednym z większych wyzwań. Różnice w cenie na stacjach paliw wahają się od kilkudziesięciu groszy, nawet do złotówki przy granicach państwa.

– Nic dziwnego, że firmy chętnie korzystają z kart paliwowych, które zapewniają nie tylko zniżki, oparte o cenę hurtową czy płatnoscią do 60, a nawet 90 dni, co na rynku paliw jest dzisiaj właściwie niespotykane – mówi Marcin Wawrzkiewicz ekspert ds. kart paliwowych z TransCards.

To kierunek nieunikniony?

Zdaniem niektórych, propozycja ministerstwa naśladuje strategię objętą przez kraje Europy Zachodniej.

– Będziemy szli w tym samym kierunku, co one. Czyli zmierzać do coraz większej fiskalizacji paliw kopalnych i płynnych, a więc do coraz wyższych podatków – przewiduje Bartłomiej Derski, dziennikarz portalu WysokieNapięcie.pl. – Z tych pieniędzy finansowany ma być bowiem rozwój niskoemisyjnych źródeł.

– Z gospodarczego punku widzenia wydaje się, że jest to kierunek nieunikniony. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że obecnie wydajemy kilkadziesiąt miliardów złotych na import ropy, głównie z Rosji. Jeśli więc rzeczywiście dzięki takim propozycjom udałoby się zbudować rynek paliw alternatywnych, to pewnie w ujęciu długofalowym miałoby to pozytywne skutki dla całej gospodarki – dodaje. Przyznaje przy tym jednak, że ma poważne wątpliwości, czy obecnie omawiany projekt zostanie wprowadzony w życie. Może bowiem wywołać głośny sprzeciw z wielu stron – m.in. konsumentów czy branży paliwowej.

Wielki szum wokół podobnych pomysłów

Podobnego zdania jest analityk Rynku Paliw. – Mam cichą nadzieję, że projekt skończy swój żywot tak samo, jak ten sprzed kilku miesięcy, dotyczący funduszu od dróg samorządowych, w którym zakładano, że dodanie kolejnych opłat do kosztów paliwa, zapewni pieniądze na budowy i remonty dróg. Rząd wycofał się z niego po tym, jak zobaczył, jak wielki szum zrobił się wokół podobnych pomysłów – potwierdza dr Jakub Bogucki.

– Co prawda koszt jednostkowy nie jest tutaj duży (ok. 10 gr brutto na litrze) – jednak biorąc pod uwagę całą wielkość obciążeń podatkowych paliw w Polsce, które istotnie przekracza 50 proc. jego ceny stacyjnej, mamy do czynienia ze zmianą, którą trudno oceniać pozytywnie z konsumenckiego punktu widzenia – dodaje.

Projektem zajmuje się rządowa komisja prawnicza. Wysłaliśmy zapytania do Ministerstwa Energii dotyczące szacowanego przez ekspertów wzrostu cen detalicznych, jednak jak dotąd nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Foto: Pixabay.com/IADE-Michoko

Komentarze

comments0 komentarzy
thumbnail
Aby ustawić powiadomienia o komentarzach - przejdź do swojego profilu