Stany Zjednoczone kontynuują wywieranie coraz większej presji na europejskich polityków w kwestii podpisania Transatlantyckiego porozumienia o wolnym handlu i partnerstwie inwestycyjnym. Europa próbuje się sprzeciwiać, słusznie się obawiając, że niektóre sektory gospodarki Wspólnoty mogą nie wytrzymać amerykańskiej konkurencji. Tak naprawdę ocena korzyści i konsekwencji na razie jest niemożliwa – treść porozumienia jest poufna.
Najpierw porozumienie, później problemy świata
Pewne informacje są jednak dobrze znane opinii publicznej. Zgodnie z tajną dokumentacją Unia Europejska będzie musiała znacznie zmienić rygorystyczne standardy w sferze ustaw i ekologii, żeby towary z USA mogły legalnie trafić na europejskie rynki. Pod tym względem Unia spotyka się z wielkim naciskiem ze strony Stanów Zjednoczonych, żeby nie powiedzieć – szantażem.
Nieoficjalne źródła podają, że Stany Zjednoczone zalecają UE odwołanie pewnych obowiązujących względem żywności zakazów. Na przykład ustawę, zgodnie z którą szkodliwe dla zdrowia i środowiska produkty nie mogą być sprzedawane na terytorium Unii.
Podczas pobytu Baracka Obamy w Hanowerze 24 kwietnia media zwróciły uwagę na to, że prezydent USA i kanclerz Niemiec, Angela Merkel omawiali głównie sprawę współpracy handlowej. Co prawda poruszono również inne ważne sprawy – problem Syrii, uchodźców, Ukrainy. Niemniej jednak priorytet był oczywisty – najpierw porozumienie Transatlantyckie, później pozostałe sprawy.
Szybkie podpisanie umowy uratuje gospodarkę obu regionów
Jak twierdzi B. Obama, porozumienie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską pozwoli na “uproszczenie procedur i zniesienie różnic, regulujących handel”. Będzie to miało pozytywny wpływ na sektor małych i średnich firm. Ponadto strony mają nadzieję że współpraca wpłynie na dynamiczny rozwój gospodarczy obu regionów i stworzy dużo nowych miejsc pracy.
Amerykańska próba przyśpieszenia podpisania umowy o współpracy z Europą prawdopodobnie wynika z tego względu, że w listopadzie br. w Stanach odbędą się wybory prezydenckie.
Negocjacje w tej sprawie trwają już od kilku lat i wreszcie nadchodzi moment postępu. Ale czas nie jest po naszej stronie. Jeśli nie podpiszemy umowy jeszcze w tym roku, zmiany polityczne w USA i Europie spowodują odroczenie zawarcia ugody na dłuższy okres”. – oznajmił B. Obama w Hanowerze.
Szanse i zagrożenia porozumienia Transatlantyckiego
Nie wszystko jednak jest takie piękne. Europejscy przedsiębiorcy są mocno zaniepokojeni z powodu nadchodzących zmian. Zniesienie barier celnych może spowodować napływ taniej produkcji rolnej zza oceanu. To prawdopodobnie zniszczy znaczną część przedsiębiorców Starego Świata. Chlorowane kurczaki, naszpikowane hormonami mięso, modyfikowane genetycznie warzywa i owoce już powodują szok europejskich producentów i konsumentów. A co będzie dalej?
W tym samym czasie duże koncerny z UE mogą na tym bardzo mocno skorzystać. Już dziś ich produkcja cieszy się wielkim zbytem za Atlantykiem, a po otwarciu granic może się zwiększyć jeszcze bardziej. W zeszłym roku tylko pomiędzy Stanami a Niemcami przepływ towarów zwiększył się o 20 proc., do 173,2 mld euro.
Zgodnie z danymi Niemiecko-Amerykańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, obrót niemieckich firm w Stanach w 2015 r. wyniósł 400 mld dolarów. Obroty tylko samego koncernu Daimler wyniosły prawie 50 mld dolarów.
Europejscy przedsiębiorcy nie chcą amerykańskich towarów
Pomimo optymistycznych wizji polityków, obywatele Niemiec i innych państw członkowskich aktywnie protestują przeciwko współpracy Stanów z Unią. Przed przyjazdem B. Obamy w Niemczech odbyły się liczne protesty, w których uczestniczyły kilkutysięczne tłumy. Nie przyniesie to raczej żadnych efektów – europejska demokracja nauczyła się ignorować te protesty, które są sprzeczne z polityką wielkiego biznesu i wpływowych lobbystów.









